Upokorzył Polskę, nie przestraszył się gigantów. Wywołał szał, teraz chce ograć Urbana
Jan Urban wskoczył na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski w bardzo trudnym momencie i bardzo szybko, może nie zbawił, ale uzdrowił naszą drużynę narodową. Nadal nie przegrał meczu, mimo że dwa razy mierzył się z Holandią. Teraz trafia na rywala, którym kibice "Biało-Czerwonych" mają wyjątkowo kiepskie wspomnienia. To bardzo obiecujący trener, który już wywołał prawdziwy szał w kraju, w którym pracuje.

Jako trener klubowy w Brazylii Sylvinho nie zrobił wielkiego wrażenia. Bardzo chętnie przyjął więc posadę selekcjonera reprezentacji Albanii. Obywatelom tego kraju od razu zaimponował tym, że zamieszkał w Tiranie. W Polsce zresztą również mierzyliśmy się z podobnymi zagadnieniami, gdy selekcjonerami byli zagraniczni trenerzy.
Sylvinho nową pracę potraktował bardzo poważnie. Jak życiową szansę. I bardzo się w nią zaangażował. Razem ze swoim sztabem chciał jak najlepiej poznać każdego albańskiego zawodnika, który mógłby mieć potencjał na reprezentowanie kraju.
Sylvinho upokorzył Polskę i rozkochał w sobie Albanię
Jego praca szybko zaczęła przynosić rezultaty. W swoim debiucie przeciwko Polsce, co prawda, przegrał, ale później zanotował osiem meczów bez porażki. I wywalczył bezpośredni awans na Euro 2024 kosztem "Biało-Czerwonych", którzy musieli męczyć się w barażach z Estonią i Walią.
Kluczowy dla układu tamtej grupy był pamiętny mecz w Tiranie z drużyną Fernando Santosa. Sylvinho pokazał, że trenersko znajduje się o kilka poziomów wyżej od portugalskiego "pozoranta". Upokorzył go i całą naszą reprezentację. Po golach Asaniego i Daku Albania wygrała 2:0 i... był to ostatni mecz Fernando Santosa jako selekcjonera Polaków. Doszło do takiej kompromitacji, że dłużej już nie dało się na to patrzeć.
W Albanii zapanował wielki szał na Sylvinho. Bezpośredni awans na Euro był wielkim sukcesem, który rozbudził tylko apetyty tamtejszych kibiców i jeszcze wzmocnił uwielbienie, jakim darzyli go kibice.
Na Euro postraszył gigantów. Później wygrał kluczowe starcie z Serbią
Albania miała jednak pecha tam, gdzie Polska zazwyczaj ma szczęście, czyli w losowaniu. W grupie Albania trafiła na Chorwację, Włochów i Hiszpanów, czyli późniejszych mistrzów.
Podopiecznym Sylvinho udało się zdobyć jeden punkt przeciwko Chorwacji, ale z Hiszpanami przegrali tylko jednym golem, oddając więcej celnych strzałów na bramkę. Do remisu z Włochami również zabrakło tylko jednego gola. Ogólny obraz, jaki pozostawiła po sobie Albania, był bardzo pozytywny.
Później Albańczycy pokpili Ligę Narodów. Porażki z Gruzją, Czechami i Ukrainą w krótkim czasie sprawiły, że reprezentacja prowadzona przez Sylvinho zajęła ostatnie miejsce w grupie i spadła do dywizji "C".
To było zdecydowanie najbardziej przykre doświadczenie Sylvinho w Albanii. Później jednak przyszły kwalifikacje na mundial. Było jasne, że w tej grupie pierwsze miejsce jest raczej zarezerwowane dla Anglii. O drugie, te dające baraże, Albania miała rywalizować z Serbią.
Albania i Serbia walczyły o drugie miejsce bardzo zacięcie. O wszystkim miał przesądzić mecz w Belgradzie. Był to mecz podwyższonego ryzyka - obie narodowości są do siebie wrogo nastawione.
Albania wygrała ten mecz 1:0 po golu Reya Manaja grającego na co dzień w lidze tureckiej. Tym samym przypieczętowała swój udział w barażach. Tam znowu trafiła na Polskę.
Albania będzie trudnym rywalem. Sylvinho wie, jak jego drużyna ma grać
Albania Sylvinho jest drużyną charakteryzującą się bardzo wysoką intensywnością. Między innymi właśnie dzięki niej zdemolowała Polskę w 2023 roku. Jej zaletą jest również dość spora elastyczność co do formacji. Selekcjoner z Brazylii potrafi dostosować strategię pod konkretnego rywala, a jego piłkarze są nauczeni gry w wielu wariantach.
Aby skompletować swoją drużynę, Sylvinho szukał bardzo głęboko. Jak wspomniano wyżej, jego sztab wykonał znakomitą pracę, aby znaleźć najlepszych zawodników. Szokujący może wydawać się fakt, że tylko 8 powołanych przez niego na Euro 2024 urodziło się w Albanii. To pokazuje, jak bardzo autorski jest to projekt.
Jak powinniśmy zagrać z Albanią? Wydaje się, że niezbyt ofensywnie. Drużyna Sylvinho dobrze czuje się w grze w środku pola. Wychodzi im szybkie konstruowanie ataków, kiedy rywal nie zdążył jeszcze odpowiednio zorganizować się w obronie. Potrafią uderzać z dystansu, o czym w Tiranie w 2023 roku również boleśnie się przekonaliśmy. Polscy kibice nie powinni przestraszyć się, jak zobaczą, że Albania spędza dużo czasu na naszej połowie, bo być może właśnie taki będzie plan Jana Urbana na to spotkanie.
Gwiazda wielkiej Barcelony, teraz znakomity trener. Przed Sylvinho nadal świetlana przyszłość
Czy ewentualna porażka w barażach zakończy się pożegnaniem Sylvinho z Albanią? Bardzo możliwe, że tak się stanie. Brazylijczyk pokazał już piłkarskiemu światu, że jest trenerem, któremu warto dać szansę. Potrafi wykorzystywać maksymalny potencjał ze swoich zawodników i znajduje bardzo nieszablonowe pomysły na grę. Wydaje się, że z Albanią i tak wykręcił już wynik powyżej oczekiwań.
Z pewnością znajdzie się niejeden klub, który chętnie by go zobaczył. A jeśli kadencja Carlo Ancelottiego w Brazylii okaże się klapą, w Kraju Kawy powróci dyskusja na temat słuszności zatrudniania zagranicznych trenerów. Przeciwnicy obcokrajowców będą mieli wówczas mocny argument, aby znów sięgnąć po rodaka. A najlepszym wyborem wówczas będzie albo Sylvinho, albo Felipe Luis.
Pisząc o Sylvinho, nie można nie wspomnieć o jego karierze piłkarskiej. Jego CV robi bowiem bardzo duże wrażenie. Brazylijczyk grał na pozycji lewego obrońcy, a największe sukcesy święcił w FC Barcelona.
Sylvinho wygrał z Barcą dwie Ligi Mistrzów - pierwsza w sezonie 2005/06, druga w sezonie 2008/09. Był więc częścią wielkich drużyn Franka Riijkaarda oraz Pepa Guardioli.
W 2009 roku przeciwko Manchesterowi United rozegrał cały finał Ligi Mistrzów. Barcelona przypieczętowała tamtego dnia zdobycie pierwszej Potrójnej Korony w historii klubu. Sylvinho grał z Ronaldinho, Messim, Puyolem, Marquezem, Iniestą, Xavim, Busquetsem, Samuelem Eto'o czy Thierrym Henrym. Bardzo możliwe, że z nich wszystkich to właśnie on okaże się najlepszym trenerem.
Sylvinho ma 51 lat. Nie jest to bardzo zaawansowany wiek, jak na trenera. W ciągu najbliższej dekady szkoleniowiec może zrobić w piłce nożnej naprawdę wiele. Reprezentacja Albanii już teraz wydaje się dla niego za mała. Nikt nie powinien zdziwić się, jeśli Brazylijczyk za jakiś czas przejmie klub walczący o trofea w jednej z najlepszych lig świata lub reprezentację mierzącą o wiele wyżej niż wyjście z grupy na dużej imprezie.












