To była prawdziwa bomba Urbana. O co chodziło selekcjonerowi?
To była największa personalna sensacja, jaką w swojej kadencji uraczył kibiców reprezentacji Polski Jan Urban. Na najważniejszy mecz w swojej dotychczasowej karierze trenerskiej, selekcjoner sięgnął po Filipa Rózgę, którego wystawił w podstawowym składzie na Albanię. O co chodziło trenerowi i jak obroniła się ta decyzja?

Od czasu, gdy FIFA zatwierdziła przepis dopuszczający dokonanie aż pięciu zmian w czasie meczu, piłka zmieniła się nie do poznania. Wyłączając bramkarzy, którzy w standardzie zawsze grają po 90 minut, oznacza to, że mecze najczęściej kończy aż połowa piłkarzy, którzy przy pierwszym gwizdku siedzieli na ławce rezerowowych. Drużyny są tak odmienione, że trenerzy śmiało mogą snuć dwa osobne plany na dane spotkanie. Podzielić mecz na fazy i decydować, który profil zawodnika bardziej pasuje na dany fragment. Wystawienie w jedenastce Filipa Rózgi, a nie Oskara Pietuszewskiego, nie musiało i prawdopodobnie nie było oparte o ocenę ich umiejętności - a o to, co dany piłkarz mógł zaoferować w "swojej" części spotkania.
Filip Rózga, czyli agresja w odbiorze. Ale to było za mało
Filip Rózga, mimo ofensywnej pozycji, w repertuarze ma mocne statystyki defensywne. Jeszcze za czasów Ekstraklasy, jako nieopierzony nastolatek, wykazywał się zdecydowanym, agresywnym odbiorem piłki, co skutkowało obejrzeniem aż dziewięciu żółtych kartek - wśród zawodników ofensywnych, był to drugi najwyższy wynik (nota bene po... Albańczyku, Juljanie Shehu). W Sturmie Graz Rózga przestał łapać kartki, jednak na tle austriackiej ligi jego statystyki pressingowe absolutnie go wyróżniają - co dowodzi postępowi w grze: agresji nie musi dokumentować faulem. Urban stawiając na niego, najwidoczniej zakładał, że kluczem w pierwszej połowie będzie agresywny doskok do rywala i wysoki odbiór piłki, co pozwoli błyskawicznie przetransportować ją do linii ataku. Ten pomysł miał o tyle sens, że Albania słynie z dobrze poukładanej defensywy, którą - w założeniu - łatwiej przełamać poprzez zabranie jej futbolówki, niż serię podań wzdłuż boiska. Do tego Rózga był gwarantem piłkarza, który będzie harował też w niższych strefach boiska i nie spóźni się do powrotu - w Sturmie w tym sezonie "wykręcił" rekordowy sprint o prędkości przekraczającej 36 km/h. To był zestaw cech, który pasował Janowi Urbanowi do koncepcji rozegrania pierwszej połowy.
I - o ile wysokiego pressingu w całej drużynie zabrakło, a i objawy średniego rzadko były widoczne - o tyle faktycznie do Filipa Rózgi nie można było mieć zastrzeżeń, jeśli chodzi o odbiór piłki. Piłkarz Sturmu zaliczył w ciągu pierwszej połowy aż sześć akcji, w których udało mu się odebrać, przechwycić lub odzyskać piłkę. Pod tym kątem wyróżniał się na tle całego zespołu, jednak problemem były aspekty czysto piłkarskie - Rózga nie stanowił pod tym kątem wzmocnienia zespołu, wygrywał bardzo mało pojedynków, nie miał ani jednej udanej próby dryblingu, a oba dośrodkowania okazały się niecelne. Mimo iż Urban widział w nim "buldoga" podgryzającego Albańczyków, zapewne liczył też na dowiezienie warstwy jakościowej z piłką przy nodze - tego zabrakło.
Zobacz również:
Oskar Pietuszewski na ratunek
Już patrząc na zestawienie podstawowego składu można było się domyślać, że Oskar Pietuszewski jest szykowany na tę drugą fazę meczu, gdy kluczowe będzie nękanie rywali szybką kontrą (w przypadku naszego prowadzenia) lub rozrywanie obrony poprzez zawodnika, który będzie wchodził w jak najwięcej pojedynków i po ich wygraniu, będzie zdobywał przestrzeń (gdyby Albańczycy ze względu na wynik byli zamknięci). Zadziałać miał też efekt nagłej zmiany - piłkarze z Albanii mieli nie być przygotowani na szybki zwrot sposobu gry Polaków. Obrońcy mierzący się do tej pory z jednym stylem, nagle mieli być wrzuceni w wirówkę, z jaką we wcześniejszej fazie nie mieli do czynienia.
Tyle teorii, natomiast zmiana Pietuszewskiego za Rózgę została przyspieszona w stosunku do pierwotnego planu - zarówno z powodu wyniku do przerwy, jak i z niedoskonałości w występie piłkarza, który wyszedł w podstawowym składzie. Jan Urban na pomeczowej konferencji mówił o lepszych i gorszych elementach w grze Rózgi, ale sam fakt tak wczesnej zmiany pokazał najlepiej, które z nich przeważyły. Oskar Pietuszewski jeszcze w końcówce pierwszej połowy otrzymał informacje, że wejdzie od początku drugiej i okazało się, że ta decyzja akurat była w pełni celna. Można wręcz powiedzieć, że Janowi Urbanowi upiekło się, że meczu nie przegrał, gdyż plan na pierwszą połowę ewidentnie nie wypalił.











