To był thriller! Uciekamy znad przepaści. Lewandowski przywrócił wiarę w mundial
Polska pokonała 2:1 Albanię w półfinałowym barażu o awans do finałów MŚ. Przez ponad godzinę przeżywaliśmy koszmar. Po katastrofalnym błędzie Jana Bednarka rywale wyszli na prowadzenie krótko przed przerwą. "Biało-Czerwoni" nie mieli na koncie celnego strzału, gdy po zmianie stron losy spotkania odwróciły gole Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Tak wygraliśmy życie ze ściśle określonym terminem ważności. Za pięć dni w Sztokholmie wszystko zacznie się od początku.

Po zaciekłej batalii grupowej dotarliśmy do punktu, w którym nie było już rozwiązań pośrednich. Od tego momentu margines błędu wynosił dokładnie zero. Emocje? Sięgały zenitu na długo przed pierwszym gwizdkiem. Generowała je brutalnie prosta zasada - z szamotaniny nad przepaścią do gry o mundial wraca tylko silniejszy.
Jan Urban przystępował do tego spotkania w roli selekcjonera niepokonany. Przed meczem emanował spokojem. I nie była to maska. Gdyby czuł się stłamszony stawką spotkania, nie posłałby do boju od pierwszej minuty 19-letniego Filipa Rózgi.
Polska - Albania. Katastrofalny błąd Bednarka. Egzekucja krótko przed przerwą
Dobrze weszliśmy w mecz. Już w szóstej minucie po szybkiej wymianie podań w polu karnym rywala pierwszy strzał oddał Robert Lewandowski. Mimo że piłka wyszła na korner w sporej odległości od słupka, z polskiej ławki momentalnie wyskoczył komplet rezerwowych. Tak może wyglądać tylko finisz batalii o finały MŚ.
Chwilę później po centrze z narożnika boiska głową uderzał Jakub Kiwior. Futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej wyekspediował Elseid Hysaj. Goście mogli czuć się w tym fragmencie zdominowani. Po kwadransie mieliśmy na koncie trzy rzuty rożne.
Ale obiecujący początek nieco uśpił "Biało-Czerwonych". Rywale przenieśli ciężar gry bliżej środkowej strefy i coraz odważniej konstruowali atak pozycyjny. W efekcie po kilkunastu minutach stracili Arlinda Ajetiego. Doświadczony defensor upadł na plecy po walce w powietrzu i nie był w stanie kontynuować gry.
Wymuszona roszada nie wybiła jednak Albańczyków z rytmu. Szybko przegrupowali szyki. Umiejętnie nękali nas wysokim pressingiem i czyhali na okazję do wyprowadzenia ciosu.
Ich cierpliwość i konsekwencja zostały nagrodzone w 42. minucie, kiedy nic nie zapowiadało katastrofy. Po koszmarnym kiksie Jana Bednarka oko w oko z Kamilem Grabarą stanął Arber Hoxha. Minął swobodnie zszokowanego golkipera i trafił do pustej bramki. Desperacka próba interwencji stopera FC Porto była tylko tłem do egzekucji.
PGE Narodowy utonął w konsternacji. Tak daleko od mundialu w tych eliminacjach jeszcze nie byliśmy. Ratunku przed zagładą trzeba było poszukać po przerwie, już z nożem na gardle.
Polska - Albania. Cudowna riposta "Biało-Czerwonych". Weterani odwracają losy batalii
Na drugą połowę wyszliśmy już z Oskarem Pietuszewskim, który w ostatnich tygodniach robi furorę w Portugalii. 17-latek musiał wcielić się w dwie role jednocześnie - debiutanta i wybawiciela. Z tym manewrem selekcjoner nie mógł zwlekać ani minuty dłużej.
Niewiele jedna brakowało, a krótko po wznowieniu gry przegrywalibyśmy różnicą dwóch bramek. Arcygroźne natarcie finalizował Qazim Laci. Po jego strzale piłka minęła spojenie słupka z poprzeczką o centymetry.
Po godzinie gry Polacy nie mieli na koncie choćby jednego celnego strzału. Ale właśnie wtedy odpowiedzialność za los drużyny wzięli na siebie weterani. Była 63. minuta, gdy po centrze z kornera "Lewy" z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki głową. 1:1!
Pierwszą z dwóch asyst w tym meczu zanotował Sebastian Szymański. Wyrównujący gol uskrzydlił "Biało-Czerwonych", ale znów na moment rozluźniliśmy szyki obronne. To mogło skończyć się bardzo źle. Absolutnie kluczowa okazała się fenomenalna interwencja Grabary, gdy przed doskonałą szansą stanął Armando Broja.
Odpowiedź była jednak natychmiastowa. W kolejnej akcji sprzed pola karnego idealnie przymierzył Piotr Zieliński i zrobiło się 2:1! Do końcowego gwizdka pozostawało niewiele ponad kwadrans. Albania ruszyła do walki o przetrwanie, ale tego dnia nie daliśmy już sobie zrobić krzywdy.
Od mundialu dzieli nas już tylko jeden krok. Mecz o wszystko ze Szwecją. Za pięć dni na przedmieściach Sztokholmu.













