Thriller w Ta Qali. Arbiter "kasuje" gola Polaków. Złoty cios w samej końcówce
Polska wygrała wyjazdowy mecz z Maltą 3:2 na zamknięcie grupowej fazy eliminacji MŚ 2026. Z tego meczu będziemy chcieli pamiętać tylko wynik. Wyszarpaliśmy komplet punktów po thrillerze, którego nikt się nie spodziewał. Mimo że na prowadzenie wychodziliśmy trzykrotnie, do ostatnich minut trzeba było drżeć o końcowe rozstrzygnięcie. Plan został jednak wykonany. Zgarniamy pełną pulę i wciąż mamy szansę na pierwszy koszyk przed czwartkowym losowaniem par barażowych.

Polska powinna wygrać ten mecz 3:0. Dokładnie tego należało się spodziewać, gdyby ktoś zechciał kurczowo trzymać się dotychczasowych statystyk. Pięć wcześniejszych potyczek z Maltą zawsze kończyliśmy zwycięstwem, z łącznym bilansem bramek 15-0. Rachuba była zatem prosta.
Tyle że tym razem interesowały nas zupełnie inne wyliczenia. Istniały cztery warunki, które musiały zostać spełnione, by "Biało-Czerwoni" zachowali miejsce w pierwszym koszyku przed czwartkowym losowaniem bar barażowych. Dwa z nich przypadały na poniedziałek: nasz triumf w Ta Qali i przynajmniej remis Niemców w domowej potyczce ze Słowacją.
Malta - Polska. Od 1:3 do 2:2, czyli rollercoaster w Ta Qali. Rozstrzygający cios Zielińskiego
Polacy rozpoczęli z animuszem. Już w trzeciej minucie zza pola karnego huknął przykładnie Bartosz Slisz. Tyle że w sam środek bramki, co znacznie ułatwiło udaną interwencję Henry'emu Bonello.
Szybko jednak dało się zauważyć, że Maltańczycy nie zamierzają stawiać na zmasowaną defensywę. Przez chwilę to goście byli w opałach. Dwukrotnym piąstkowaniem niebezpieczeństwo zażegnał jednak Bartłomiej Drągowski.
Po upływie pierwszego kwadransa otrzymaliśmy niespodziewany cios. W środku pola, w niegroźnej sytuacji, na faul pozwolił sobie Nicola Zalewski. Arbiter sięgnął po żółtą kartkę, co oznacza, że zawodnika Atalanty Bergamo nie zobaczymy w półfinałowym barażu.
Na otwarcie rezultatu musieliśmy czekać ponad pół godziny. Do rzutu wolnego spod linii bocznej podszedł Piotr Zieliński. Jego miękką centrę strzałem głową sfinalizował Robert Lewandowski i było 0:1. Analiza VAR nie wykazała ofsajdu. A zatem - wszystko zgodnie z planem.
Ale poczucie kontroli nad spotkaniem okazało się złudne i trwało tylko cztery minuty. Po serii katastrofalnych błędów naszej defensywy w pewnej chwili Bartłomiej Drągowski miał przed sobą tylko dwóch rywali - Josepha Mbonga i Irvina Cardonę. Ten drugi ostatecznie wepchnął piłkę do siatki. Szczęśliwie i na raty, ale w niczym nie usprawiedliwia to fatalnej postawy polskich obrońców.
Wznawialiśmy grę od środka ze świadomością, że to pierwszy stracony gol w historii potyczek z Maltą. Moment chluby nie przynosił. Ale gra toczyła się o zbyt wysoką stawkę, by lamentować nad tym incydentem na murawie.
Gospodarze podjęli zresztą próbę zdyskontowania chwilowej dekoncentracji w naszych szeregach. Z okolic narożnika pola bramkowego kąśliwie uderzał Alexander Satariano. Tym razem Drągowski spisał się jednak bez zarzutu.
Po zmianie stron należało zagrać tak, by pierwsza połowa nie nabrała żadnej rangi. Tę część gry zaczęliśmy już z Karolem Świderskim, który w marcowym starciu z Maltą (2:0) zdobył obie bramki na PGE Narodowym. Udany remake - to wszystko, czego od niego oczekiwał selekcjoner.
"Świder" już po kilku minutach próbował rozpocząć od asysty, ale jego dobrych intencji nie spożytkował Lewandowski - kiedy po doskonałym podaniu stanął oko w oko z golkiperem rywali, przerzucił piłkę nad poprzeczką. Chwilę później strzałem z linii pola karnego minimalnie chybił Jakub Kamiński. Wyglądało na to, że Maltańczyków dopiero teraz czeka ciężka przeprawa.
Potwierdzeniem tej prognozy były gole Pawła Wszołka i Świderskiego. Dwa ciosy na przestrzeni ledwie trzech minut. Przez chwilę zrobiło się 1:3, ale wtedy... zaczął się thriller.
Arbiter podbiegł do monitora VAR. Efekt? "Skasowany" gol Świderskiego i rzut karny dla gospodarzy! We wcześniejszej akcji Jakub Kiwior faulował Cardonę. Niezawodnym egzekutorem okazał się Teddy Teuma i raptem zrobiło się 2:2.
Do końcowego gwizdka pozostawało mniej niż kwadrans, gdy na placu gry pojawił się Kamil Grosicki. Weteran rozgrywał 100. mecz w drużynie narodowej. Ale to nie on okazał się bohaterem wieczoru.
Była 85. minuta, gdy losy spotkania odmienił Zieliński. Przymierzył sprzed pola karnego, futbolówka odbiła się od jednego z rywali i znalazła drogę do siatki. W końcowych fragmentach broniliśmy już tylko korzystnego rezultatu, momentami desperacko.
W taki sposób wyszarpaliśmy triumf w meczu, który okazał się dla nas thrillerem. W czwartek losowanie par barażowych. Jeśli Austria i Dania zagrają we wtorek dla nas, znajdziemy się w pierwszym koszyku.













