Tak Orban potraktował Polaka. Nie do wiary. Prawie padł na kolana
Jedną z najważniejszych wiadomości w międzynarodowej polityce jest obecnie utrata władzy na Węgrzech przez dotychczasowego premiera Viktora Orbana, którego wobec wyników niedzielnych wyborów parlamentarnych zastąpi na stanowisku premiera Peter Magyar - lider partii TISZA. Decyzję węgierskich obywateli skomentował w rozmowie z WP Sportowe Fakty Michał Listkiewicz opowiadając anegdotę z Viktorem Orbanem w roli głównej, w którą obecnie aż trudno uwierzyć.

Na Węgrzech wieje wiatr zmian, będący efektem niedzielnych wyborów parlamentarnych. Wygrała je opozycyjna partia TISZA Petera Magyara, która po przeliczeniu niemal 99 proc. głosów uzyskała 53,06 proc. poparcia, co przekłada się na 138 mandatów w liczącym 199 posłów jednoizbowym parlamencie.
Tym samym po 16 latach władzę straciła partia Fidesz i jej przywódca - Viktor Orban.
- To jest oczywiście wybór narodu węgierskiego. Wybrali swojego premiera, któremu gratuluję zwycięstwa w wyborach. Tysiącletnia przyjaźń polsko-węgierska musi trwać, to jest ponad wybory parlamentarne, więc oczywiście gratuluję tego zwycięstwa. To suwerenny wybór narodu węgierskiego - zareagował na wynik węgierskich wyborów prezydent RP - Karol Nawrocki.
Swój komentarz wygłosił także przebywający w Seulu premier Donald Tusk, który otwarcie cieszy się z odsunięcia Viktora Orbana od władzy. - Wszyscy się obawiali, że jest taki trend (…) autorytarnych skorumpowanych reżimów. Nie, tak nie jest. Najpierw Warszawa, później Bukareszt, Kiszyniów, teraz Budapeszt. Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, że nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne, bo rząd Victora Orbana niestety takim się stał po wielu latach rządów - stwierdził szef polskiego rządu cytowany przez PAP.
Wybory na Węgrzech. Michał Listkiewicz zabrał głos na temat Viktora Orbana
Sam Viktor Orban bardzo zmienił się na przestrzeni ostatnich lat. Przyznał to nasz były międzynarodowy arbiter i prezes PZPN-u, a przy tym i hungarysta - Michał Listkiewicz, który w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z ustępującym premierem Węgier, przytaczając przy tym zaskakującą anegdotę z jednym z byłych reprezentantów Polski w roli głównej.
- Widzieliśmy się parę razy na meczach. Nie mieliśmy oczywiście jakichś prywatnych relacji. Na początku wydawał się normalny. Natomiast wraz z upływem lat się zmieniał. Obrastał w ochroniarzy i stał się zarozumiałym człowiekiem. Za czasów jego pierwszego premierostwa (1998-2002 - przyp. red.) rozgrywaliśmy mecz na Węgrzech i byliśmy tam z Grzegorzem Latą. I Orban prawie na kolanach przyszedł do Laty i opowiadał wszystkim wokół, że to jest król strzelców mundialu, polski Ferenc Puskas. Mówił, dziennikarzom, którzy go otaczali: "Ja tu jestem nieważny. Tu jest wielki polski piłkarz, z nim rozmawiajcie".
Michał Listkiewicz zaznaczył jednak jednoznacznie, że taki obraz Viktora Orbana odszedł już w zapomnienie. Teraz to już nie ten sam człowiek.
- Był naprawdę całkiem normalnym facetem, ale klucz to słowo był. Ostatni raz go widziałem ładnych kilka lat temu na meczu Szwajcaria - Węgry. On mnie rozpoznał, podszedł i powiedział: "A witam pana, Polak-Węgier, dwa bratanki". Zapytał się mnie: "Niech mi pan powie, dlaczego my tak słabo gramy w tą piłkę? Ja robię wszystko, żeby pomóc. Są pieniądze, budujemy stadiony, a dlaczego nie wychodzi?". Odparłem mu: "Panie premierze. To jest sport, nie zawsze pieniądze się przekładają na wynik". Wtedy nawet ochroniarzy przy nim nie było. Potem już nie miałem z nim kontaktu - powiedział były sternik Polskiego Związku Piłki Nożnej.











