Szwecja - Polska: mecz, jak inna dyscyplina sportu. Szykują się ważne zmiany
Sportowcy czasem lubią mówić, że w sporcie nigdy się nie przegrywa - albo wygrywasz, albo się uczysz. Reprezentacja Polski miała w czwartkowy wieczór to szczęście, że jednocześnie wygrała i się nauczyła. Po półfinale barażów trudno wyciągać jakieś czysto sportowe pozytywy, jednak wygrana w takich okolicznościach może przynieść więcej pożytku, niż łatwe 3:0.

Diego Simeone powiedział kiedyś, że gdy jest w kinie, to nie jest w kinie. To znana przypadłość profesjonalnych trenerów piłkarskich, którzy wszystkie mecze, jakie mają zagrać, rozgrywają przez kilka dni - w głowach. Kreślą scenariusze, szukają alternatywnych rozwiązań, wreszcie sumują wady i zalety wszystkich opcji, by doczekać godziny meczu. Wtedy już tylko boisko weryfikuje, czy te "mecze w głowach" rozegrali poprawnie. W pojedynku na tak rozegrane mecze Jan Urban przegrał z Sylvinho. To plan szkoleniowca Albańczyków okazał się lepszy i bardziej odpowiadał temu, co widzieliśmy długimi fragmentami. Polska tego meczu nie przegrała, bo Jan Urban zareagował w porę, nie czekając na cud (dokonując zmian w składzie oraz zmiany ustawienia, po wprowadzeniu Karola Świderskiego za Tomasza Kędziorę przechodząc na klasyczne 4-4-2), ale także - a może nawet przede wszystkim - dlatego, że miała furę szczęścia oraz indywidualności. Gdyby mecz był równy meczowi, prawdopodobnie ze Szwecją nie mielibyśmy czego szukać. Na szczęście piłka nożna jest nieco bardziej skomplikowana i przyrównując czasem mecz do meczu, można uzyskać dwie różne dyscypliny sportu.
Zobacz również:
Zmusić Szwedów do zmiany ról
Szwedzi w meczu z Ukrainą oddali rywalom piłkę w sposób skrajny - swoje posiadanie ograniczyli do marnych 32 procent. Jednocześnie oba zespoły zanotowały taką samą liczbę strzałów na bramkę przeciwnika (po dziesięć) oraz taką samą liczbę strzałów celnych (po cztery). Jakość stworzonych okazji była jednak zdecydowanie po stronie Skandynawów, u których współczynnik xG wyniósł 2,39, podczas gdy u Ukraińców zaledwie 0,76. Te liczby najlepiej dowodzą temu, że jakość okazji uzyskanej po szybkim kontrataku często bywa znacznie wyższa niż takiej wypracowanej po ataku pozycyjnym. Sami też się o tym przekonaliśmy - to Albańczycy "z gry" zasłużyli na więcej bramek, niż Polacy, którzy mieli ewidentny problem ze złamaniem nie tylko linii obrony u rywali, ale także pomocy, gdzie Sylvinho zbudował przewagę liczebną - na polskich dwóch środkowych pomocników przypadało trzech albańskich, z czym bardzo długo nie mogliśmy sobie poradzić. W meczu w Sztokholmie w sposób naturalny role powinny się odwrócić. A przynajmniej dziś się tak wydaje, że o to trzeba zadbać.
Wątpliwe jest, że Jan Urban będzie chciał lać wodę do młyna maszyny Grahama Pottera i zdecyduje się na zestawienie, które będzie chciało dominować pod kątem posiadania piłki. Docelowo taki jest model gry Urbana, ale w przypadku barażów cel uświęca środki. Tu dochodzimy do momentu, w którym mecz z Albanią, pokazujący nasze niedoskonałości, może okazać się korzystniejszy niż wysokie zwycięstwo, które je przykryje, jednocześnie usypiając czujność przed meczem w Szwecji. Polska nie jest i być może jeszcze długo nie będzie gotowa na prowadzenie dominującego stylu gry, dlatego o ile Janowi Urbanowi zdarzało się nie dokonywać korekt w składzie z meczu na mecz podczas tego samego zgrupowania, o tyle tutaj taka sytuacja staje się koniecznością. Po czwartkowych meczach jak na dłoni widać, że nie będzie złym pomysłem oddanie Szwedom piłki, by zapewnić im konieczność uczestniczenia w "innej dyscyplinie sportu", a własną jakością - której w polskiej kadrze nie brakuje - reagować w tzw. fazach przejściowych (przy kontratakach).
Kilka ruchów w składzie musi być
To, że Polsce nie wyszedł mecz z Albanią i ostatecznie wygrała go szczęściem i indywidualnościami, nie oznacza, że w Szwecji jest skazana na niepowodzenie. Jan Urban ma jednocześnie dużo dylematów, bo musi w składzie zmieścić piłkarzy, którzy w tych określonych warunkach będą niezbędni. Konieczne wydaje się postawienie na piłkarza o profilu Jakuba Modera, który i potrafi zabezpieczyć środkową strefę, i jest bardzo użyteczny przy przechodzeniu do szybkiego ataku. Konieczne jest pozostawienie Sebastiana Szymańskiego, który na tle kolegów w meczu z Albanią błyszczał. Konieczne jest przywrócenie do składu Nicoli Zalewskiego, bo czysto piłkarskiej jakości z przodu brakowało.
Już te konieczności sprawiają, że szykują się nie tylko zmiany personalne, ale także taktyczne - żeby móc wprowadzić piłkarzy pasujących swoim profilem do meczu ze Szwecją, niektórych trzeba będzie przenieść na inne pozycje, a innych na ławkę rezerwowych. Naturalnymi kandydatami są Filip Rózga i Michał Skóraś. Rózgę za plecami napastnika mógłby zastąpić Szymański (którego w środku pola może zastąpić Moder), a Skórasia przesunięty z "dziesiątki" Jakub Kamiński, który w meczu z Albanią dał bardzo mało, ale w Kolonii stał się piłkarzem multipozycyjnym. Wtedy zrobi się też miejsce dla Zalewskiego zmieniającego Rózgę (ewentualnie na "wahadło" - pozycję Skórasia w meczu z Albanią - może wrócić Nicola Zalewski, który grał tak na debiutanckim zgrupowaniu Urbana oraz przez całą kadencję Michała Probierza). Wydaje się, że przy takiej konieczności, rola Oskara Pietuszewskiego znów byłaby sprowadzona do żelaznego rezerwowego.
Trenerzy powtarzają często jeszcze jedno zdanie: suma szczęścia musi wyjść na zero. Nie brzmi ono dobrze przed finałem ze Szwecją, jednak pokazuje przede wszystkim, że liczenie na podobny fart skończy się źle. I że plany, które mają zaskoczyć rywala, przede wszystkim mogą zaskoczyć nas samych.







![Boks: Fury - Machmudow. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMHH1XPQMXR4A-C401.webp)


![Ekstraklasa: Legia - Górnik. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MM15SL77EESSO-C401.webp)

