Szpakowski skupił się na jednym nazwisku. Ten kadrowicz "nie dojechał"
Na zbliżających się mistrzostwach świata wystąpi 48 zespołów, ale zabraknie wśród nich reprezentacji Polski. Nasza kadra we wtorkowy wieczór przegrała 2:3 ze Szwecją, dwukrotnie doprowadzała do remisu, ale w końcówce gwoździa do trumny wbił Viktor Gyokeres. Którzy z zawodników Jana Urbana mogli spisać się lepiej? Jednego z nich wymienił Dariusz Szpakowski.

- Czuję niemoc, bo trudno wytłumaczyć się po takim spotkaniu. Boli jeszcze bardziej, wiedząc że zagrałeś dobry mecz. Uważam, że nasza gra zaskoczyła zespół gospodarzy. Ale jeśli w pewnych sytuacjach sam prowokujesz straty bramek, to później nie jest prosto odrabiać straty - mówił zrozpaczony Jan Urban podczas konferencji prasowej po meczu ze Szwecją.
Gospodarze na Strawberry Arena trzykrotnie wychodzili na prowadzenie. Dwa razy "Biało-Czerwonym" udawało się wyrównywać, ale to nie wystarczyło, aby zameldować się na mistrzostwach świata.
Szpakowski wziął mikrofon i ogłosił. Tuż po klęsce Polaków. Bolesny werdykt
Mimo świetnej gry w ofensywie i ataku pozycyjnym trudno nie odnieść wrażenia, że od około 70. minuty niektórzy polscy piłkarze coraz bardziej tracili siły. Do tego grona należy zaliczyć Matty'ego Casha. Nawet komentatorzy TVP Sport sugerowali, że prawemu wahadłowemu przydałaby się zmiana.
Mimo to 28-latek pozostał na murawie i nie wystrzegał się błędów. - Bądźmy też uczciwi, bo to nie było tak, że mieliśmy jedenastu ludzi, którzy mogliby przechylić zwycięską szalę na naszą korzyść. Było ich może pięciu-sześciu. Reszta nie doszła do tego poziomu i odstawała mentalnie. To było widać choćby w bojaźliwej grze obrońców oraz nienadążaniu Casha - mówił na antenie TVP Sport Dariusz Szpakowski.
Zerknijmy w statystyki. Platforma "Sofascore" ocenia Casha na 6.3 w dziesięciopunktowej skali. Zawodnik Aston Villi przez niemal 90 minut spędzonych na murawie zanotował 73 kontakty z piłką, łącznie przebiegł z nią 154.3 metry. W obronie wygrał pięć pojedynków, ale jednocześnie zanotował trzy faule.
Legendarny komentator pokusił się o cierpką analizę po tym, co stało się w Szwecji. - Strzelając bramkę na 1:1, pokazaliśmy, że jesteśmy zdecydowanie lepsi, ale później przyszedł moment, w którym straciliśmy drugiego gola. Nakarmiliśmy rywali błędami. Pierwszy rzut z autu przeciwników i bramka, rzut wolny i kolejny gol. Szwedom wystarczyło naprawdę niewiele, żeby tworzyć sobie sytuacje bramkowe - powiedział.
- Coś się skończyło. Nie jedziemy na mundial i przerywamy passę gry na wielkich turniejach. Zobaczymy teraz, jakie zostaną podjęte decyzje. W piłce jest tak, że o wszystkim decyduje mental - podsumował Szpakowski.














