Strach Szwedów przed Lewandowskim. Obaw nie kryje nawet jego rywal z boiska
Szwedzkie media może nie świecą z okładek meczem przeciwko Polsce, ale w środku są wypełnione nim po brzegi. Płynie z nich bardzo duża pewność siebie i... popadanie w skrajność. Jeszcze niedawno w Szwecji ludzie wściekali się na drużynę narodową i mieli jej dość, a dziś czytamy o "odzyskaniu miłości w 90 minut". Sporo miejsca poświęca się także Robertowi Lewandowskiemu.

"Expressen" pisze o Robercie Lewandowskim

Szwedzki obrońca drży przed konfrontacją: Lewandowski
Carl Starfelt nie zapobiegł utracie trzech goli, gdy ostatnim razem spotykał się z Robertem Lewandowskim. Również Szwecja straciła bramki po strzałach Lewandowskiego w obu ostatnich bezpośrednich spotkaniach reprezentacji.
- To jest twardy przeciwnik, mówi środkowy obrońca, który najprawdopodobniej znajdzie się w wyjściowym składzie.
Carl Starfelt widzi Roberta Lewandowskiego - znowu
- Tak, to prawda. W dwóch ostatnich meczach przeciwko mojej drużynie Robert Lewandowski strzelił dla Barcelony trzy gole - zauważa zawodnik Celty Vigo. - Jak poradzić sobie z nim? To twardy zawodnik. Jest klasowym napastnikiem. Nie da się go łatwo zatrzymać. Jednocześnie jest jednym z najlepszych strzelców na świecie. Nie myślałem specjalnie dużo o tym przed ostatnim meczem. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że to jeden z najlepszych napastników na świecie.
"Aftonbladet" o ponownej miłości do reprezentacji Szwecji

Fragment artykułu:
Odzyskali miłość ludzi - w 90 minut
Od wyśmiewanych do uwielbianych: "Było bardzo negatywnie"
Przedmeczowe nastroje były ciężkie i negatywne, a kibice oraz media ostro krytykowali drużynę. Ale mecz z Ukrainą w czwartek odwrócił wszystko. Szwecja wygrała, zawodnicy stanowili drużynę, selekcjoner i kibice znów byli razem, a finał baraży z Polską we wtorek wyprzedał się błyskawicznie.
Carl Starfelt, obrońca, który prawdopodobnie zastąpi Isaka Hiena w środku obrony, mówi:
- Było bardzo negatywnie przez ostatnie miesiące. Ale w tak ważnym meczu pokazaliśmy dobrą grę, choć w eliminacjach nie wszystko wyglądało idealnie. Starfelt podkreśla, że cel był jasny - sprawić, by mundial był o odległość tylko jednego zwycięstwa.
- To było ekstremalnie potężne uczucie. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie odwrócić nastroje. To najlepsze, co przeżyłem - mówi z kolei Jesper Karlstroem, były piłkarz Lecha Poznań, dziś Udinese.
***
O Jesperze Karlstroemie i jego historii czytamy także na innej stronie szwedzkiego dziennika. To właśnie ten zawodnik sprokurował rzut karny w meczu Polska - Szwecja (2:0) cztery lata temu.

Baraż z Polską - wtedy Karlström może wymazać swoje niepowodzenie: "Klątwa"
Jesper Karlström mówi, że czuje, iż ma szansę na rewanż w barażowym meczu z Polską we wtorek. Po przegranym barażu z Polską w 2022 roku (gdy Szwecja odpadła po rzutach karnych), Karlström ma teraz okazję naprawić tamto niepowodzenie. - Czujemy się, jakbyśmy mieli szansę na rewanż - mówi Karlström. Wówczas było to bardzo bolesne.
Karlström szczególnie źle wspomina tamten mecz.- Było bardzo ciężko. Po tym meczu czułem się, jakby cała Szwecja na mnie patrzyła. Ale teraz mamy szansę to odrobić - mówi. Podkreśla też, że drużyna jest zdeterminowana, by tym razem awansować na mundial.
***
Z okładki części sportowej "Aftonbladet" dowiadujemy się o gigantycznym zainteresowaniu meczem ze strony szwedzkich kibiców oraz szwedzkich... piłkarzy.

Bilety wyprzedane błyskawicznie - wśród zawodników też panuje ogromny popyt
Bilety na barażowy finał Szwecji z Polską na Strawberry Arena wyprzedały się w mgnieniu oka. Nawet zawodnicy mają problem z zakupem biletów dla rodziny i znajomych. - Jeśli ktoś ma dodatkowe bilety, bardzo chętnie je odkupię - mówi Taha Ali (szwedzki piłkarz - przyp. red.). Po zwycięstwie 3:1 nad Ukrainą zainteresowanie meczem z Polską jest ogromne. Bilety na playoff-finał o awans na mistrzostwa świata wyprzedały się natychmiast po końcowym gwizdku.
Wielu zawodników reprezentacji przyznało, że mocno zaniżyło swoje szacunki dotyczące liczby potrzebnych biletów.
- Poprosiłem o zbyt mało. Myślałem, że wystarczy mi 6-8 biletów, ale szybko okazało się, że potrzebuję znacznie więcej - mówi Lucas Bergvall. - Próbowałem kupić bilety dla rodziny i znajomych, ale to okazało się bardzo trudne. Myślałem, że jako zawodnik reprezentacji będę miał łatwiej, ale niestety nie - przyznaje Lucas Bergvall.
Taha Ali: - Nikt z drużyny nie dostał dodatkowych biletów. Sam mam problem, żeby załatwić bilety dla bliskich. Jeśli ktoś ma nadmiarowe bilety, bardzo chętnie je odkupię.
Wielu zawodników otwarcie pyta w grupie drużynowej, czy ktoś ma dodatkowe bilety do sprzedania lub oddania. Herman Johansson (zawodnik FC Dallas): - Myślę, że to dobrze, że bilety tak szybko się wyprzedały. Pokazuje to, jak ogromne jest zainteresowanie. Rekordowa liczba 49 500 biletów została sprzedana na ten mecz.
"Dagens Nyheter" pisze o stresie piłkarzy

W takim meczu jak ten - o wszystko albo nic - pojawia się pytanie, które zadaje sobie każdy zawodnik, każdy trener i każdy kibic: jak sobie radzić z ogromnym napięciem?Herman Johansson, który na co dzień gra w FC Dallas w MLS i dobrze zna presję wielkich meczów, odpowiada z charakterystycznym spokojem. - To jest dokładnie ten rodzaj meczu, o którym marzy się przez całą karierę. To coś, co zostaje z tobą na zawsze - mówi Johansson. Jednocześnie przyznaje, że nerwowość jest ogromna.
- Oczywiście, że człowiek czuje tremę. To normalne. Ale najważniejsze jest to, żeby nie dać się jej sparaliżować. Trzeba zaakceptować, że nerwy będą, i skupić się na tym, co można kontrolować: na swojej grze, na zadaniach taktycznych, na pomocy partnerom. Esk pyta dalej: czy w takiej chwili lepiej jest myśleć o konsekwencjach (awans na mundial, radość całego kraju, historia), czy raczej całkowicie odciąć się od otoczenia? Johansson odpowiada:
- Nie da się całkowicie odciąć. Wszyscy wiemy, o co gramy. Ale w szatni staramy się skupiać na małych rzeczach. Na pierwszym pressingu, na pierwszym odbiorze, na pierwszych minutach. Jeśli uda nam się dobrze wejść w mecz, to nerwy trochę opadają. Najgorsze jest stanie i czekanie - wtedy mózg pracuje najgorzej.
- To nie jest zwykły ligowy mecz. To coś większego. Czuje się to w powietrzu, w szatni, w spojrzeniach kolegów. Ale właśnie dlatego warto było tyle lat ciężko pracować - żeby móc zagrać w takim spotkaniu. Na koniec Esk pyta wprost:
- Co powiesz sobie samemu tuż przed wyjściem na boisko, jeśli nerwy będą zbyt silne?Johansson uśmiecha się lekko i odpowiada: - Powiem sobie: "To jest twój moment. Ciesz się nim. Graj tak, jakbyś grał w ogródku jako dziecko - z radością i odwagą". Bo jeśli zaczniemy myśleć za dużo o wadze tego meczu, to właśnie wtedy możemy się rozsypać.
***
Gazeta pisze także o Viktorze Gyokeresie.

Gyokeres wyglądał jak kompletny szaleniec
- To był gol z gatunku "szaleństwo". Naprawdę czuł się jak kompletny wariat w tamtym momencie - mówi Noa Bachner, dziennikarz. Bachner, który śledził mecz z trybun, opisuje, jak Gyökeres świętował po każdym z trzech goli przeciwko Ukrainie.
- Widziałem go z bliska. W oczach miał czysty ogień. Biegł, krzyczał, machał rękami - wyglądał, jakby właśnie zdobył tytuł mistrza świata.











