Skandaliczna decyzja, Polacy aż nie dowierzali. Już nie było odwrotu
W meczu Szwecja - Polska w finale baraży nie zabrakło kontrowersji, a ostatecznie awans na tegoroczne mistrzostwa świata wywalczyli gospodarze. Po spotkaniu wiele mówi się nie tylko o aspektach czysto piłkarskich, ale też o pracy głównego sędziego, Slavko Vincicia. Ten pod koniec spotkania podjął skandaliczną, z punktu widzenia polskich piłkarzy, ale też kibiców i ekspertów decyzję, po której nie było już odwrotu. Patrząc na liczby można nawet dojść do wniosku, że arbiter "ograbił" kadrę Jana Urbana z wielu cennych sekund.

Reprezentacja Polski w półfinale baraży pokonała 2:1 Albanię, a w meczu decydującym o awansie na tegoroczne mistrzostwa świata zmierzyła się na wyjeździe ze Szwecją. "Biało-Czerwoni" w Solnej dwukrotnie doprowadzali do wyrównania, ale za trzecim razem już nie zdołali odpowiedzieć na gola rywali i finalnie przegrali 2:3.
Kibice i piłkarze po tym spotkaniu mają prawo odczuwać ogromny niedosyt - drużyna prowadzona przez Jana Urbana dominowała na boisku i stwarzała groźne sytuacje, ale błędy w obronie sprawiły, że to Szwedzi polecą na mundial. Po meczu wiele mówi się nie tylko o mankamentach gry defensywnej Polaków, ale też o pracy sędziego Slavko Vincicia.
Arbiter nie podyktował rzutu karnego po tym, jak po kontakcie z rywalem w 48. minucie w polu karnym upadł Jakub Kamiński, uznał też trzeciego gola dla Szwedów, chociaż strzelec bramki Viktor Gyokeres przy walce o pozycję chwycił od tyłu Przemysława Wiśniewskiego. Na te i inne kontrowersyjne sytuacje w felietonie dla TVP Sport zwrócił uwagę były sędzia Rafał Rostowski.
"Sędziowska katastrofa. Praca arbitrów ze Słowenii i zespołu VAR z Niemiec zamieniła baraż o mundial w tandetny cyrk" - skwitował.
Kontrowersje w końcówce meczu Szwecja - Polska
Emocji nie brakowało także w samej końcówce meczu. Vinvić podjął decyzję o doliczeniu czterech minut do regulaminowego czasu i chociaż nie brakowało sytuacji, za które mógłby jeszcze wydłużyć grę, takich jak symulowanie Mattiasa Svanberga po rzekomym przewinieniu Krzysztofa Piątka, to ostatecznie końcowy gwizdek wybrzmiał po niecałych pięciu minutach doliczonego czasu gry. Polscy piłkarze zdawali się nie dowierzać, zdziwiony był też komentator TVP Jacek Laskowski. "Co?" - zapytał wyraźnie skonsternowany, dopiero po tym przystąpił do podsumowania spotkania.
Zdziwiony był także komentator Canal+ Sport Żelisław Żyżyński, który przedstawił dokładne wyliczenia tego, co działo się w doliczonym czasie gry.
1:15 - tyle (mniej więcej) piłka była w grze w doliczonych 4:55. 13 sekund między 90:00 a 92:00. 1 minuta z 3:19, gdy symulował szwedzki obrońca. 3:19 - 4:32 przerwa. Skandal. Przegraliśmy, zrobiliśmy błędy, pewnie i tak byśmy nie odrobili w doliczonym. Ale to jest skandal
















