Sądny dzień dla Polaków, dwa lata później powtórka. Bohater już nie pomoże
Reprezentacja Polski w czwartek 26 marca zmierzy się z Albanią w półfinale baraży do mistrzostw świata 2026, a wygrana będzie pierwszym krokiem "Biało-Czerwonych" do wywalczenia wymarzonego awansu. To sądny dzień dla kadry Jana Urbana, który będzie miał miejsce dokładnie dwa lata po równie ważnym wydarzeniu z udziałem drużyny narodowej. Wówczas bohaterem Polaków został zawodnik, który w czwartkowym starciu z Albanią już im nie pomoże

Wielkimi krokami zbliża się mecz reprezentacji Polski z Albanią na PGE Narodowym. W czwartek 26 marca, dokładnie o godz. 20:45, wybrzmi pierwszy gwizdek sędziego Anthony'ego Taylora w starciu, które wyłoni finalistę baraży do tegorocznych mistrzostw świata. Triumfator tego meczu pięć dni później zmierzy się z lepszym z pary Szwecja-Ukraina, wygrany pojedzie na mundial 2026.
Podopieczni Jana Urbana półfinał rozegrają dokładnie dwa lata po innym, równie ważnym starciu. To właśnie 26 marca 2024 roku reprezentacja prowadzona wówczas przez Michała Probierza w Cardiff zmierzyła się w finale baraży do mistrzostw Europy z Walią. "Biało-Czerwoni" do tego spotkania przystępowali po rozbiciu Estonii w półfinale (5:1).
W starciu z Walijczykami nasi piłkarze już tak skuteczni nie byli, regulaminowy czas gry zakończył się bezbramkowym remisem. "Na Euro 2016 tylko karne dzieliły nas od wymarzonego półfinałowego starcia z Walią. Teraz - po bezbramkowym remisie w regulaminowym czasie gry oraz w dogrywce - seria 'jedenastek' w meczu z ekipą 'Czerwonych Smoków' zdecydowała o losach naszego awansu na Euro 2024" - relacjonował wówczas dziennikarz Interii Tomasz Brożek.
Wojciech Szczęsny bohaterem reprezentacji Polski
Przed konkursem rzutów karnych kibice zgromadzeni na stadionie w Cardiff byli świadkami niecodziennej sceny. Wojciech Szczęsny, który był wówczas podstawowym bramkarzem polskiej kadry, nie pozostał na boisku z kolegami z drużyny, a na chwilę zbiegł na szatni. Kilkanaście dni później swoje zachowanie wyjaśnił w rozmowie z "Foot Truckiem".
"To nie było tak, że ja poszedłem sobie na fajkę. Poszedłem w spokoju analizować rzuty karne, a w spokoju to znaczy usiąść sobie z dymkiem i pooglądać rzuty karne" - wyznał.
Po kilku minutach popularny "Szczena" wrócił na murawę, a serię jedenastek w polskiej drużynie zainaugurował Robert Lewandowski, który w swoim stylu zmylił bramkarza i trafił do siatki. Nie pomylił się także Ben Davies, a po chwili walijski bramkarz ponownie skapitulował, tym razem po strzale Sebastiana Szymańskiego. Bezbłędni byli również Kieffer Moore, Przemysław Frankowski, Harry Wilson, Nicola Zalewski i Neco Williams.
W piątej serii do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Krzysztof Piątek, który także nie popełnił błędu. A skutecznym egzekwowaniem rzutu karnego wywarł presję na Danielu Jamesie. Szczęsny wyczuł jednak intencje gwiazdora reprezentacji Walii i rzucił się w swoją prawą stronę, dokładnie tam, gdzie zresztą mało precyzyjnie i zbyt lekko uderzył James. Tym samym golkiper występujący wówczas w Juventusie został bohaterem reprezentacji, bo swoją interwencją wprowadził ją na Euro.
Mamy finały Euro! Wojtek, jesteś wielki. Dwa karne w finałach (na mundialu - przyp. red.), a teraz dał nam to upragnione bycie w finałach mistrzostw Europy. Piękny, niezapomniany, niesamowity i szczęśliwy wieczór bezbłędnych w karnych "Biało-Czerwonych"
Kilka miesięcy później Szczęsny oficjalnie zakończył przygodę z kadrą narodową, przez co dwa lata po pamiętnym starciu w Cardiff już nie pomoże "Biało-Czerwonym". Kto wie, może tym razem bohaterem zostanie inny z polskich bramkarzy?















