Reprezentant Polski wskazuje cichego bohatera. "Straciliśmy gola, ale nie zawodnika"
Reprezentacja Polski po emocjonującym spotkaniu pokonała Albanię 2:1 i zagra w finale barażów o mistrzostwa świata 2026. - Kiedy przegrywaliśmy 0:1, przy wiedzy i doświadczeniu trenera Urbana, byłem spokojny, że to odbijemy. Przy tak dobrych zawodnikach jak Lewandowski i Zieliński, którzy wiele lat spędzili na Zachodzie, zagrali ponad sto meczów w reprezentacji i w tym najważniejszym momencie zadecydowali o tym, że wygraliśmy - podkreśla Jacek Grembocki, były reprezentant Polski.

Andrzej Klemba, Interia: Droga przez mękę, ale na jej końcu było zwycięstwo i Polska awansowała do finału barażów.
Jacek Grembocki, siedmiokrotny reprezentant Polski: Przeciwnik był bardzo wymagający. Od samego początku mnie się wydawało, że to będzie trudny rywal, bo historia ostatnich spotkań to pokazywała. Dużo szczęścia mieliśmy, że graliśmy u siebie, bo w Albanii byłoby szalenie trudno o awans. Co do meczu, pierwsza połowa taka średnio-słaba, ale druga przy dobrych zmianach, bardzo ofensywnym stylu, była dużo lepsza. Błąd w końcówce pierwszej części kosztował nas dużo nerwów, ale w drugiej części było widać, że zaczęły grać boki i były piękne dwa gole.
Bardzo dobrze weszliśmy w spotkanie, ale nie minął kwadrans i zaczęła się nerwowość. Proste błędy Matty'ego Casha, a potem Jana Bednarka.
- To był mecz o wielką stawkę. Taki błąd jak Bednarka nie może się przytrafić na takim poziomie, a przecież zbiera fantastyczne opinie w Porto. To był "wielbłąd". To nie była w ogóle piłka do przyjęcia. Obie nogi w powietrzu, słabszą nogą w kierunku swojej bramki. Za bardzo chyba wierzył w swoje umiejętności, albo nigdy takiej piłki jeszcze nie przyjmował. Następnym razem tak już nie zrobi.
Skład, który wystawił Jan Urban był bardzo ofensywny. Trzech obrońców i siedmiu zawodników lubiących bardziej atakować niż bronić.
- Mnie bardzo Janek zaskoczył wystawieniem Filipa Rózgi. Potwierdził, że ma otwarte drzwi dla młodych piłkarzy. Rzeczywiście ofensywnie ustawił zespół, ale on zawsze lubił taką grę. Czy jak był w Zagłębiu Sosnowiec, potem w Górnik Zabrze, gdzie miałem z nim przyjemność występować, czy też w reprezentacji Polski. Lubił grać do przodu i to samo robi jako trener. Kiedy przegrywaliśmy 0:1, przy wiedzy i doświadczeniu trenera Urbana, byłem spokojny, że to odrobimy. Przy tak dobrych zawodnikach jak Lewandowski i Zieliński, choć my Polacy często narzekamy na nich, ale oni wiele lat spędzili na Zachodzie, zagrali ponad sto meczów w reprezentacji i w tym najważniejszym momencie zadecydowali o tym, że pokonaliśmy Albanię.
Nie było jednak łatwo, bo druga połowa była dużo lepsza, ale rywale mieli dwie świetne okazje, by zdobyć bramki. Kamil Grabara nas uratował.
- Zmiana obrońcy była wymuszona, żeby grać jeszcze bardziej ofensywnie. Faktycznie ta linia obrony nie była monolitem, ale mieli za plecami bramkarza, który nas uratował. Przede wszystkim nie popełnił wielkiego błędu przy straconej bramce. Gdyby sprowokował rzut karny i dostał czerwoną kartką, problemy byłyby olbrzymie. A tak można powiedzieć, że pogodził się z utratą gola, jak go minął albański zawodnik i strzelał do pustej bramki. Każdy kto grał w piłkę na wysokim poziomie wie, że w takim momencie zejście bramkarza, gra jednego mniej, to mogłoby być po wszystkim. Straciliśmy gola, ale nie zawodnika i było jeszcze dużo czasu, by to odrobić.
Wspomnieliśmy o Filipie Rózdze, ale zmienił go Oskar Pietuszewski. Jak wypadł?
- Lepiej niż Rózga, może nawet o dwie klasy wyżej. Młody chłopak, ale kocha piłkę, gra bardzo ofensywnie, "jedzie" do przodu, nie boi się, nie ma respektu. Jest pozytywnie bezczelny na boisku. Trzeba naprawdę wierzyć w swoje umiejętności, żeby na takim poziomie, w debiucie kiwać, dryblować jak dzieci tych obrońców z Albanii. A to nie byli słabi zawodnicy.
Kto był bohaterem tego spotkania?
- Powiedziałbym, że cały zespół. Nawet ci co zeszli, swoją robotę wykonali i każdy miał wkład. Nie chciałbym pojedynczego bohatera, bo takiego nie było. Na pewno wyróżnili się Grabara, Zieliński, Lewandowski, Pietruszewski i Szymański. Zmiany, które Janek zrobił, pokazały, że zespół wierzył w odrobienie straty i zwycięstwo.
Ja byłem pod wrażeniem Zielińskiego, który walczył jak za dwóch. Wychodził z siebie, by nie przegrać.
- On gra na światowym poziomie, od wielu lat jest w świetnej lidze i w coraz lepszych klubach. Przeszedł do historii polskiej piłki jako ten zawodnik, który zdobył jedną z najważniejszych bramek, od kiedy zespół prowadzi Urban. Po wielkich kłopotach, jakie były z poprzednimi trenerami, z tym brzydkim graniem, bo kadry nie szło tego oglądać, okazuje się, że mamy w Polsce dużo młodych piłkarzy, a wcześniej się mówiło, że ich brakuje. Janek na nich stawia i patrząc na ławkę rezerwowych, na trening, który widziałem w telewizji, jestem pod wrażeniem. To jest przyszłość i powinno być dobrze.
We wtorek trzeba postawić kropkę nad i, a Szwedzi pokazali moc.
- To bardzo mocny zespół, już w moich latach taki był. U siebie w Polsce ich pokonaliśmy, ale kilka miesięcy później u siebie nas rozbili. To bardzo groźny zespół, choć ostatnio z nimi wygraliśmy bardzo ważny mecz [w barażach o mundial w Katarze - przyp. red.]. Kiedyś marzeniem polskich piłkarzy było jechać do Szwecji i zarabiać pieniądze. Teraz Szwedzi przyjeżdżają do nas, mają o wiele gorsze stadiony, słabszych piłkarzy niż my, ale nie świadczy to o tym, że mają gorszy zespół.
Jak jednym zdaniem podsumować dzisiejszy mecz?
- Nie myślałem, że jeszcze będę się tak cieszył, że reprezentacja Polski wygra. Cieszę się z tego, że Robert Lewandowski, na którego "leje się" w internecie, że się już nie nadaje do Barcelony, że w reprezentacji też nie, a strzela ważne gole. Cieszę się też, że taką malutką cegiełkę dołożyłem, bo byłem jego trenerem w Zniczu.


















