Reprezentacja Polski. Jerzy Brzęczek zwolniony. Piotr Czachowski: Nowy selekcjoner nie będzie miał łatwo
- Jesteśmy pięć miesięcy przed mistrzostwami Europy, jeszcze bliżej są eliminacje mundialu. Ten, kto podejmie się pracy z kadrą Polski musi wiedzieć jedno - nie będzie miał łatwo, a przyzwyczajenia polskich piłkarzy i ich mentalność na pewno muszą być na wyższym poziomie. Nie każdy trener sprawi, że polska kadra będzie grała lepiej. To piłkarze są ważni, ich podejście do meczu, mobilizacja, koncentracja, forma - mówi w rozmowie z Interią Piotr Czachowski, były reprezentant Polski, a obecnie komentator stacji Eleven Sports.

Tomasz Brożek, Interia: Jak pan przyjął decyzję o zwolnieniu Jerzego Brzęczka?
Piotr Czachowski, były reprezentant Polski: - Myślę że jak większość byłem ogromnie zaskoczony taką decyzją i to w takim momencie, na pięć miesięcy przed mistrzostwami Europy i przed meczami w eliminacjach do mistrzostw świata.
Jak będzie pan wspominał kadencję Jerzego Brzęczka?
- Mam podzielone uczucia co do tego, co razem przeżywaliśmy. Cele zostały zrealizowane, ale jeśli chodzi o styl gry - a raczej jego brak - było już gorzej. Decyzja Polskiego Związku Piłki Nożnej i Zbigniewa Bońka nie wzięła się znikąd. Podejrzewam, że był czas na przemyślenia, jak to wszystko sobie poukładać i przygotować, żeby w czwartek dowiedzieć się, kto będzie następca Jerzego Brzęczka. Tak to widzę.
Oczy kibiców, ekspertów, być może i samego Zbigniewa Bońka od razu zwróciły się w stronę Włoch. Pana zdaniem to słuszny kierunek?
- Jeśli mamy zatrudnić kogoś do sterowania polską kadrą, niech przyjdzie człowiek z autorytetem. Taki, który będzie umiał zjednać i scalić piłkarzy. Muszą czuć, że dowodzi nimi trener przez duże, nawet bardzo duże "t". Na pewno Włochy ze względu na to, że prezes Boniek tam grał, zna ludzi związanych z piłką nożną i prowadzących między innymi kluby włoskie, wie kto jest mniej, a kto bardziej zainteresowany taką propozycją. Niewykluczone że to będzie właśnie Włoch.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że sporo naszych kadrowiczów gra w Serie A.
- Zdecydowanie tak. Zwłaszcza jeśli chodzi o tego, którego początkowo wymieniało się jako kandydata numer jeden.
To Marco Giampaolo.
- No właśnie, to wszystko dziwnie zbiegło się w czasie. Trenerowi Giampaolo nie wyszła praca w Milanie, teraz w Torino, i został zwolniony w tym samym czasie, co Jerzy Brzęczek. Można więc gdybać, ale na moje oko wszystko zmierza w tym kierunku. To trener, który ma bardzo poukładany piłkarski świat. Nie zawsze wszystko mu wychodziło, ale porażka jest jednak wkalkulowana w ten zawód. Ostatnimi czasy przegrywał, tak możemy stwierdzić, ale kiedyś ten trend trzeba odwrócić. Jeśli miałby zostać trenerem reprezentacji Polski, to wydaje mi się, że czas na to, żeby jako trener w końcu odbił się od dna.
Interesujesz się sportem? Sprawdź nowy serwis Sport Interia!
Giampaolo dał się poznać jako trener, który - jak pan stwierdził - tworzył swój piłkarski świat. Ma wręcz obsesję na punkcie taktyki. Podczas zgrupowania nie ma jednak czasu na to, by do znudzenia wręcz powtarzać dane systemy taktyczne. Jest więc to dobry materiał na selekcjonera, czy może nadaje się jednak bardziej do codziennej, siermiężnej pracy w klubie?
- Uważam, że każdy trener - jeśli ma tylko czas i ochotę - powinien prowadzić reprezentację. Giampaolo też. Jednak tak jak pan powiedział - to taktyk, który potrafi wprowadzić do zespołu dużo dobrego, ale zawodnicy muszą być bardzo skupieni i skoncentrowani na tym, co do nich mówi i w jaki sposób do nich przemawia. Ich forma musi być na zdecydowanie wyższym poziomie. Adam Nawałka na Euro 2016 miał to szczęście, że bardzo wielu zawodników było w topowej formie, natomiast Brzęczek już takiego szczęścia nie miał. Również w wyniku tego nasza gra była taka bezbarwna i bez wyrachowania. Być może selekcjoner popełnił też błędy, ale nie robi tego tylko ten, kto nic nie robi.
- Giampaolo natomiast jest takim trenerem, który może coś dać drużynie. Nie łudźmy się jednak. Trener jest ważny, nawet bardzo ważny i może dać 30 procent każdej drużynie, ale potem piłkarze wychodzą na boisko i to oni grają, nie szkoleniowiec. Mają realizować to, co on im nakreślił. Jeśli nie będą mieć formy, a na boisku nie będzie pracowała głowa piłkarza, to i tak dalej będzie to, co było w ostatnich miesiącach i w meczach z Włochami i Holandią, bo to one chyba o wszystkim zaważyły. Jesteśmy pięć miesięcy przed mistrzostwami Europy, jeszcze bliżej są eliminacje mundialu. Ten, kto podejmie się pracy z kadrą Polski musi wiedzieć jedno - nie będzie miał łatwo, a przyzwyczajenia polskich piłkarzy i ich mentalność na pewno muszą być na wyższym poziomie. Nie każdy trener sprawi, że polska kadra będzie grała lepiej. To piłkarze są ważni, ich podejście do meczu, mobilizacja, koncentracja, forma. Jest wiele czynników.
Wymieniłbym jeszcze jeden czynnik - atmosferę, która była doskonała w trakcie Euro 2016. Giampaolo potrafiłby ją zagwarantować? Wszak jest to szkoleniowiec dość introwertyczny i raczej nie ma zbyt dobrych relacji z piłkarzami.
- Możemy cały czas tylko fantazjować, gdybać. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Będzie wymieniony cały sztab szkoleniowy, to będzie zupełna nowość w kontekście atmosfery. Warto zauważyć, że dużo dała ta słynna wypowiedź Lewandowskiego po meczu z Włochami, a właściwie jej brak. Coś w tej polskiej drużynie nie grało między najważniejszymi zawodnikami i samym trenerem. Taka jest właśnie rola szkoleniowca, żeby dotrzeć do zawodników i jakoś to naprawić, żeby Polacy grali w piłkę Ja sobie nie wyobrażam, żebyśmy tylko bronili dostępu do własnej bramki. Zagrajmy fajną piłkę, stać nas na to.
Nasi piłkarze przecież to potrafią, jeśli chodzi o indywidualną grę w klubach.
- Dokładnie. Oczywiście z tymi zespołami, jak Słowenia i Izrael spokojnie dawaliśmy sobie radę, ale chcielibyśmy czegoś więcej. Kiedy zespół, który ma w składzie najlepszego piłkarza na świecie, nie tylko chce, ale musi grać lepiej w ofensywie. Lewandowski potrzebuje jednak wsparcia nie tylko jednego czy dwóch zawodników, ale wszystkich, żeby tworzyć monolit, zespół, który gra dobrze w piłkę. Każdy chciałby ofensywnego futbolu. Oczywiście, nie będziemy drugą Brazylią czy Hiszpanią, ale wypadałoby się chociaż zmienić po części.
Na giełdzie nazwisk pojawia się także postać Luigiego Di Biagio. To były tymczasowy selekcjoner i długoletni trener ekip młodzieżowych, do których polecał go przyjaciel Zbigniewa Bońka - Arrigo Sacchi. Co pan może powiedzieć o tym trenerze?
- Oczywiście, to może mieć jakieś znaczenie. Boniek ma dobre kontakty, ludzie piłki nożnej znają się, bo muszą ze sobą jakoś współpracować. Di Biagio bardzo długo prowadził zespoły młodzieżowe. Trudno ocenić jego potencjał. Samo nazwisko na pewno byłoby na tak. Wymieniało się także Massimiliana Allegriego czy Luciana Spalletti, którzy są na urlopach.
W doniesieniach pojawiała się także postać Maurizio Sarriego. Pana zdumiałoby tak wielkie nazwisko w polskiej kadrze?
- To już na pewno bardzo wysoka półka. Oczywiście, Polski Związek Piłki Nożnej jest zamożny, ale czy na pewno aż tak bogaty, by zatrudnić takich szkoleniowców?
Zastanawiam się też, na ile interesowałaby ich posada w polskiej kadrze. Być może czekają na oferty klubowych gigantów, jak Real Madryt, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, może ktoś z Anglii...
- No dokładnie, decyzja o zwolnieniu Brzęczka na pewno było analizowana przez jakiś czas, to wszystko zostało misternie przygotowane. Idziemy chyba śladami Chorwacji, która też przed mundialem w 2018 roku zmieniła szkoleniowca, po czym zdobyła tytuł wicemistrza. Nie miałbym nic przeciwko temu, żebyśmy powtórzyli ten scenariusz na Euro.
Z drugiej strony tuż przed rozpoczęciem zmagań na mundialu w Rosji szkoleniowca zmienili też Hiszpanie i odpadli już w 1/8 finału z gospodarzami...
- Sama zmiana szkoleniowca o niczym więc nie będzie świadczyła. Wszystko zależy od piłkarzy. Łatwiej namalować kredą na tablicy, kto, gdzie i jak się ma poruszać, niż wyjść na boisko i to zrobić Ja kiedyś grałem w piłkę, a teraz mam okazję pracować z młodymi ludźmi, komentując mecze. To zdecydowanie łatwiejsze. Tymczasem piłkarz musi wyjść na boisko, zrobić swoje i być przygotowanym. Musi dbać o siebie, zrobić podwaliny pod to, by dobrze grać w piłkę, pokazać się dobrze w jednym, drugim, trzecim spotkaniu. Im częściej będzie to robił, tym większym uznaniem będzie się cieszył, będzie droższy i będzie skupiał na sobie uwagę lepszych klubów. Na tym to wszystko polega. Musimy zmierzać w tym kierunku. Być drużyną, która mogłaby się choć trochę bardziej liczyć w Europie.
Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!
Polscy piłkarze indywidualnie potrafią wiele. Nie potrafili jednak razem stworzyć drużyny, a jej zaaranżowanie będzie zadaniem dla nowego selekcjonera.
- Zgadza się. Po to jest trener, żeby umiał z zawodnikami rozmawiać, aby ten zespół w końcu mógł funkcjonować. Dlaczego Argentyna, mając tylu wspaniałych piłkarzy, nie odnosi sukcesów w wielkich imprezach? Ma za dużo gwiazd, a każda chciałaby robić coś innego, nie to, co proponuje trener. To jest trudne. Nowy szkoleniowiec maksymalnie skoncentruje się na tym, żeby poprawić naszą grę w piłkę. By można było powalczyć o zespół, nie indywidualności. Selekcjoner musi mieć wszystko poukładane w głowie. Musi wiedzieć, co i jak chce zrobić, a potem to wszystko wdrożyć. To nie są łatwe rzeczy, ale na pewno do wykonania. Najpierw trzeba zawodników przekonać do siebie, nowej gry i taktyki i od pierwszych treningów rozpocząć pracę, bo czasu nie ma dużo. Trzeba od razu zacząć grać, zdobywać punkty i strzelać bramki. To będzie bardzo trudna wiosna.
Rozmawiał: Tomasz Brożek
Wywiad ze Zbigniewem Bońkiem, na temat zmiany selekcjonera, zobaczycie dziś w programie "Gość Wydarzeń", o godz. 19:25 w Polsacie i Polsacie News.







![Syn Piotra Zielińskiego zachwycił przed kamerą. Nagranie hitem sieci [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MSQLG3KOQO6RF-C401.webp)

