Przypomnieli wyczyn Szczęsnego i się zaczęło. Nie dali rady
Podczas zgrupowania reprezentacji Polski do ciekawych momentów dochodzi m.in. na treningach kadry. Osiągnięcia dawnych kolegów próbują pobić aktualni reprezentanci. Wojciech Szczęsny kiedyś dokonał, wydawałoby się, niemożliwego wyczynu i kopnął piłkę na Stadionie Narodowym tak wysoko, że uderzyła ona o jego sklepienie. Teraz ten wyczyn próbowali powtórzyć młodsi koledzy - niektórzy zrezygnowali na starcie, inni podjęli rękawicę. Tak im wyszło.

Rezygnacja przez Wojciecha Szczęsnego z gry w reprezentacji odebrana została z ogromnym żalem przez wielu Polaków. "Szczena" wciąż uważany jest za najlepszego czynnie grającego polskiego bramkarza, a w ostatnim czasie to właśnie na tej pozycji widać spore problemy. Można liczyć, że powołani zawodnicy staną jednak na wysokości zadania.
Wojciech Szczęsny dokonał tego jako jedyny
Nie od dziś wiadomo, że bramkarze muszą mieć potężną parę w nogach - to oni najczęściej posyłają długie podania przez całe boisko. Nic dziwnego, że sprawdza się to również w kontekście interesujących zakładów między kolegami i osiągnięć, o których nikt by nie pomyślał.
Tak było przed laty w przypadku Wojciecha Szczęsnego. Gdy grał jeszcze w reprezentacji, miało mu się udać coś, co nie wyszło później już nikomu innemu - kopnięciem miał posłać piłkę na Stadionie Narodowym tak wysoko, że zahaczyła o kopułę. Teraz to osiągnięcie postanowili powtórzyć jego młodsi koledzy.
Wojciech Szczęsny wciąż niepokonany
Vlog "Łączy nas piłka" uchwycił kolejną próbę dorównania polskiej legendzie. Według opowieści Grosickiego, podobnych prób dokonywali m.in. Grzegorz Krychowiak. Podczas aktualnego zgrupowania, na treningu kadry na Stadionie Narodowym, Jan Bednarek zwrócił się z pytaniem do Bartłomieja Drągowskiego, czy ten przypadkiem nie chciałby się spróbować i strzelić piłką jak z armaty.
Do próby doszło, była ona jednak nieudana. Sam Drągowski twierdził, że chyba nie jest to możliwe. Jakub Moder stwierdził, że sam chętnie by spróbował, ale jego podatność na kontuzje uniemożliwiła mu pójście za ciosem. Wolał być w możliwie najlepszej formie na mecz niż zaprzepaścić wszystko podjęciem wyzwania. Wyczyn Szczęsnego wciąż nie został przez nikogo powtórzony.












