Protesty Polaków. Zostali oszukani? Mocny głos prosto z szatni
Porażka 2:3 odzierająca nas z wyjazdu na mundial boli. I to bardzo. Zwłaszcza, że reprezentacja Polski wcale nie prezentowała się gorzej niż Szwecja, a dodatkowo w trakcie rozgrywanego w Solnie spotkania nie zabrakło kontrowersji. Po jednej z sytuacji, w której sędzia Slavko Vinčić nie dopatrzył się przewinienia na Jakubie Kamińskim, Polacy protestowali, domagając się rzutu karnego. Po spotkaniu nie zabrakło więc pytań dotyczących tego, czy przypadkiem nie zostaliśmy oszukani przez słoweńskiego arbitra. Do sprawy odniósł się między innymi sam zawodnik FC Koln.

Była 48. minuta, Szwecja prowadziła 2:1, a Jakub Kamiński próbował opanować w polu karnym rywala piłkę wstrzeloną tam przez Sebastiana Szymańskiego. Po pierwszym, dość niefortunnym kontakcie, podbił ją jeszcze, po czym został trafiony w nogę przez Victora Lindelofa.
Po starciu z rywalem 23-latek padł na murawę, a piłkarze naszej reprezentacji wznosili protesty, domagając się podyktowania rzutu karnego. Sędzia Slavko Vinčić nie zamierzał jednak interweniować. Początkowo wydawało się, że jego werdykt może jeszcze zmienić interwencja systemu VAR. Analiza została zakończona jednak w błyskawicznym tempie i bynajmniej nie przyniosła rozstrzygnięcia korzystnego dla "Biało-Czerwonych".
Szwecja - Polska. Kontrowersje w meczu. Polscy piłkarze zabrali głos
Czy reprezentacja Polski została oszukana i w tamtej sytuacji należał się nam rzut karny? Głos w tej sprawie zabrał tuż po spotkaniu główny bohater kontrowersyjnego zajścia.
Dla mnie byłem pierwszy przy piłce. Dziwne, że sędzia tego dłużej nie sprawdzał. Ale teraz to już możemy gdybać
A wtórowali mu inni reprezentanci Polski, jak choćby Bartosz Bereszyński, który cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych i patrząc na wspomnianą sytuację z tamtej perspektywy dziwił się, że ewentualny faul nie był poddany bardziej wnikliwej analizie.
- Przyznam szczerze, że z perspektywy ławki wyglądało to przynajmniej kontrowersyjnie. Była dosyć szybka interwencja VAR-u, dosyć szybkie sprawdzenie, bo to trwało kilka sekund i już była wznowiona akcja. Ja nie widziałem jeszcze powtórki, więc ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć. Dzisiejsza technologia pozwala na wielokrotne obejrzenie tej sytuacji, więc myślę, że nie ma co tutaj mówić o jakimś błędzie, chyba że wy mi powiecie, że był to jakiś rażący błąd. Z perspektywy ławki wyglądało to kontrowersyjnie. Zdziwiła mnie ta szybka kontrola VAR-u, bo wyglądało na to, że to chwilę potrwa, a nie potrwało w zasadzie więcej niż kilka sekund - wyjaśnił swoją perspektywę doświadczony defensor.
Pracę arbitra ocenił także Jan Bednarek, który również pojawił się po meczu w strefie mieszanej. I wprost przyznał, że jego niektóre decyzje mogły wyglądać inaczej. Także ta.
- Sami widzieliście, co się działo. Wydaje mi się, że parę decyzji mogło być innych, ale teraz tego nie zmienimy. Nie mamy na to kompletnie wpływu. I wydaje mi się, że ten karny na Kamyku mógł być. Przy rzucie wolnym (po którym padła bramka na 2:1 - przyp. red.) też sędzia asystent wskazał na wrzut z autu, a główny arbiter odgwizdał faul. I tak jak po naszej stronie jest to gra błędów, tak w przypadku sędziego w tych kluczowych momentach on też mógł podjąć decyzję w obie strony. I niestety nie podjął ich na naszą korzyść - powiedział zawodnik FC Porto.
Na nic już wszelkie żale, gdybanie i rozpatrywanie decyzji arbitra. Nic nie zmieni już tego, że reprezentacji Polski zabraknie na tegorocznych mistrzostwach świata.
- Jest niedosyt, to będzie w nas siedziało. Przyzwyczailiśmy, ze jesteśmy na tych wielkich imprezach. Ten mundial będzie taki, że nie będzie się chciało tego oglądać - skwitował sprawę Piotr Zieliński.
Ze Strawberry Arena w Solnie - Tomasz Brożek










