Powołania Urbana: wielka burza przed ciszą?
Wszyscy oceniamy wybrańców selekcjonera reprezentacji Polski. Mamy prawo - i recenzować, i emocjonować się meczami kadry na długo przed pierwszym gwizdkiem. To nic złego. Ale prawdziwą i jedyną ocenę wystawi boisko.

Czy powołanie dla Kamila Grosickiego, a zostawienie do domu Bartosza Nowaka ma sens? Dla kogoś, ktoś ogląda rozgrywki Ekstraklasy w tym roku - niekoniecznie. Kamil jest już ikoną tej kadry, na pewno będzie wartością dodaną w szatni, ale biorąc pod uwagę obecną formę - Bartek bije go na głowę. Strzela, asystuje, tworzy mnóstwo okazji. Jest najlepszym piłkarzem ligi. "Grosik" miał dobry początek sezonu, ale ostatnio zaliczył zjazd formy. Od początku roku miał tylko przebłyski dawnej dyspozycji. Z Koroną wszedł z ławki, co też jest wymowne, a po wejściu na plac gry zepsuł dwie dogodne sytuacje.
W taktyce Jana Urbana przeznaczeni są pewnie na tę samą pozycję: pół-lewą dziesiątkę. Nie zdziwiłbym się, gdyby selekcjoner wybierał między tą dwójką. I moim zdaniem - mógł wybrać lepiej, co oczywiście nie przekreśla szans na to, że Grosicki zostanie bohaterem baraży. Po założeniu koszulki z orzełkiem na piersi dostaje turbo-doładowanie.
Wśród obrońców dziwi mnie obecność Bartosza Bereszyńskiego, a jednoczesne pominięcie choćby Kacpra Potulskiego, który świetnie radzi sobie na bundesligowych boiskach. To nie ta sama pozycja, wiem, choć znów: dysproporcja w ocenie musi tu nastąpić. Jakkolwiek nie gra "Bereś", to drugi poziom rozgrywkowy we Włoszech. Jan Ziółkowski rywalizuje na wyższym, ale niezbyt często, a jak już wchodzi na boisko - też potrafi popełnić błąd w kryciu. Więcej od Ziółkowskiego gra ostatnio Kacper Potulski, strzelił nawet bramkę z Bayernem Monachium, ale według selekcjonera - nie grał nawet w młodzieżówce, nie ma takiego doświadczenia jak były obrońca Legii.
Trochę szkoda. Wolałbym jego czy Wojciecha Mońkę zobaczyć w pierwszej reprezentacji. Wiek mnie nie obchodzi, a jedynie obecna dyspozycja. Przed nami najważniejsze mecze od dawna, które zadecydują o tym, czy pojedziemy na mundial. Mam nadzieję, że liczby mnogiej nie użyłem nadaremno - i będą dwa. Wszystkie ręce na pokład. Niedoświadczone, moim zdaniem, też.
Dlatego cieszę się, że jest Oskar Pietuszewski. Pamiętam, że niedawno wręczałem mu statuetkę Złotego Chłopaka od Goldsavera dla dwukrotnie najlepszego młodzieżowca Ekstraklasy. Skromny, ułożony, normalny chłopak, który ma wielki talent w nogach. I pokazuje to na portugalskich boiskach. Jest 3. najmłodszym piłkarzem ligi portugalskiej w historii, który strzelił trzy bramki w tych rozgrywkach. Przyszłość przed nim. Ale czemu nie teraźniejszość, skoro potrafi robić takie akcje, jak ta z Nicolasem Otamendim w prestiżowym meczu z Benfiką?
Dziwię się natomiast, że w miejsce kontuzjowanego Adama Buksy nie został powołany Karol Czubak. Czternaście bramek w Ekstraklasie, przy oczekiwanych golach na poziomie jedenastu, to jest mocny wynik. Karol "ma gola", czuje dobrze pozycję w polu karnym, piłka go szuka. Oczywiście, że nie wygryzłby Roberta Lewandowskiego, ale czy jest w gorszej formie niż Świderski? Czy nie przydałby się nawet na pięć minut, gdy zawiedzie wszystko, a liczyć będziemy na łut szczęścia? Na przypadek? Może się tak wydawać, że niektóre bramki Czubaka ocierają się o fart, ale to złudzenie. Trzeba mieć instynkt snajpera. Przypadku w tym nie ma.
Mam nadzieję, że instynkt nie zawiódł selekcjonera Jana Urbana. Jeszcze w reprezentacji Polski nie przegrał. Dzięki niemu w ogóle znaleźliśmy się w tych barażach, które oddaliły się niebezpiecznie po porażce z Finlandią. Domowe, wyszarpane wygrane z Litwą czy Maltą też nie dawały wielkich nadziei na szczęśliwe zakończenie tych eliminacji. Ale jesteśmy w grze. Walczymy. Jeszcze Polska nie zginęła, jeszcze Urban nic nie przegrał. I taki stan rzeczy może się utrzymać - nawet jeśli nie trafił ze wszystkimi powołaniami.













