Najlepsza obecnie portugalska drużyna w kapitalnym stylu rozpoczęła marsz po obronę mistrzowskiego tytułu. "Smoki" najpierw na własnym terenie pokonały Alvercę 2:0, wczoraj natomiast w identycznym stylu rozprawiły się z Rio Ave. Przyjezdni ani przez chwilę nie czuli się zagrożeni. Zawodnicy Francesco Farioliego na prowadzenie wyszli już po jedenastu minutach za sprawą Nehuena Pereza.
Korzystny rezultat utrzymał się do ostatniego gwizdka arbitra, prowadzenie faworytów podwyższył dodatkowo Borja Sainz. Byłoby nawet 3:0, gdyby nie pozycja spalona jednego z kolegów Jakuba Kiwiora biorącego udział w akcji zakończonej trafieniem naszego rodaka. Zrobiło się wtedy zamieszanie w polu karnym miejscowej drużyny. Chaos znakomicie wykorzystał defensor, mocnym uderzeniem pakując piłkę do siatki.
Majątek warty 1 mld. Media: Polski krezus może zainwestować w Legię
FC Porto znów wygrywa w lidze portugalskiej. Anulowane trafienie Kiwiora
"Proste podbicie, szybka decyzja" - cieszył się początkowo komentator Eleven Sports. Powtórka okazała się jednak bezlitosna. Ale nawet po anulowaniu trafienia, obrońcy z kraju nad Wisłą mieli spore powody do radości, przede wszystkim za sprawą utrzymania czystego konta. "Spełnił rolę doświadczonego środkowego defensora, zwłaszcza w meczu, w którym Rio Ave starało się wykorzystywać dośrodkowania" - tak portal "abola.pt" napisał o Janie Bednarku.
"Odegrał bardzo ważną rolę w budowaniu akcji i w początkowych fazach ataku. W 51. minucie wykonał szczególnie interesujące podanie w głąb pola, znajdując Pepe za plecami obrony. Wielokrotnie próbował bezpośrednio podawać do Deniza Gula. (…) W obronie był solidny i brał udział w serii wybić, uniemożliwiając Rio Ave przekształcenie dośrodkowań w czyste sytuacje" - to z kolei słowa na temat Jakuba Kiwiora.
3 gole w derbach. Emocje w Ekstraklasie. Decydująca bramka w 85. minucie
Co warto na koniec zaznaczyć, wciąż do siebie dochodzi Oskar Pietuszewski. Nastolatek sobotnią potyczkę oglądał z trybun, ale kwestią czasu jest jego powrót na boisko.










