Polka zachwyca u boku Pajor. Nazwisko "Tomasiak" od razu zwróciło uwagę
Paulina Tomasiak to młoda polska piłkarka, która w ostatnim czasie zwróciła na siebie uwagę kibiców podczas meczów reprezentacji. W dzieciństwie stanęła jednak przed trudnym wyborem i niewiele brakowało, by zdecydowała się na zupełnie inną, zimową dyscyplinę sportową. - Na treningi chodziłam pieszo, więc zajmowało to dużo czasu i energii. Wtedy zdecydowałam się na piłkę nożną i tak zostało do dziś - opowiada w rozmowie z Interią Sport. O nazwisku Tomasiak zrobiło się głośno w polskim sporcie także za sprawą naszego skoczka - Kacpra. Co ciekawe, ich korzenie pochodzą z tej samej miejscowości. Piłkarka skomentowała również, czy między nimi mogą istnieć więzy rodzinne.

Paulina Tomasiak przypomniała o sobie kibicom podczas ostatnich spotkań el. MŚ 2027, gdzie w meczu z Holandią strzeliła gola na wagę remisu w 84. minucie. Na co dzień Polka jest zawodniczką drużyny GKS Górnika Łęczna, w której barwach występuje od 2025 roku. Wcześniej przez wiele lat reprezentowała klub UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna.
Zmiana klubu oraz dobre występy w kadrze sprawiły, że w ostatnim czasie jej kariera zaczęła nabierać tempa. Na początku tego roku została uznana za odkrycie polskiego futbolu kobiecego w plebiscycie tygodnika "Piłka Nożna".
Polka stanęła przed trudnym wyborem. W grę wchodziły dwie dyscypliny
Natalia Kapustka, Interia Sport: Czy piłka nożna była Twoją pierwszą sportową miłością, czy wcześniej pojawiały się też inne dyscypliny?
Paulina Tomasiak, zawodniczka GKS Górnika Łęczna oraz reprezentacji Polski: Od samego początku była to głównie piłka nożna. Zaczęło się od kopania piłki o stodołę z braćmi. Później zabrali mnie na trening do drużyny chłopców. Na samym początku grałam na obronie. Co ciekawe, jestem praworęczna, ale kopałam lewą nogą, ponieważ drużyna potrzebowała lewego obrońcy, więc zostałam właśnie na tej pozycji.
Równocześnie uprawiałam też drugi sport – biegi narciarskie. Często wyglądało to tak, że najpierw szłam na trening narciarski, a później na trening piłki nożnej, więc wszystko się przeplatało. Po ukończeniu szkoły podstawowej musiałam jednak wybrać jedną dyscyplinę, bo było to dla mnie zbyt wymagające logistycznie. Na treningi chodziłam pieszo, więc zajmowało to dużo czasu i energii. Wtedy zdecydowałam się na piłkę nożną i tak zostało do dziś
Brałaś już wtedy udział w jakichś zawodach narciarskich?
- Tak, startowałam w zawodach, wygrywałam różne starty. Później miałam dylemat, czy wybrać sport indywidualny, czy drużynowy. Ostatecznie stwierdziłam, że wybiorę sport drużynowy, gdzie jest więcej osób i większa integracja.
Pierwsze lata treningów piłki nożnej spędzałaś głównie w drużynie razem z chłopakami?
- Tak, na samym początku grałam i trenowałam tylko z chłopakami. Jeździłam również z nimi na mecze. Później na jednym z turniejów wypatrzył mnie trener Wojciech Mróz, który zaproponował mi dołączenie do drużyny kobiecej. Wyglądało to wtedy tak, że od poniedziałku do piątku trenowałam z chłopakami, a w weekendy jeździłam do dziewczyn na mecze. Nie byłam w stanie regularnie dojeżdżać na ich treningi, więc dla mojego rozwoju lepszym rozwiązaniem było trenowanie na co dzień z chłopakami.
Przez wiele lat trenowałaś i rozwijałaś swoją karierę w jednym klubie.
- Tak naprawdę bardzo dobrze czułam się w tym klubie i nie chciałam nic zmieniać. Wcześniej pojawiały się wprawdzie próby, żeby zrobić krok dalej i zmienić klub, ale gdzieś w środku miałam obawy i presję, że mogę sobie nie poradzić i będę musiała wrócić. Później zaczęłam współpracę z psychologiem sportowym i on pokazał mi to z zupełnie innej strony. Uświadomił mi, że wcale nie musi to wyglądać tak źle, jak sobie wyobrażałam. W końcu zdecydowałam się go posłuchać i zrobić ten krok. Założyłam, że dam sobie pół roku - jeśli się odnajdę, to zostanę, a jeśli nie, po prostu wrócę. Okazało się jednak, że się odnalazłam i zostałam.
A w międzyczasie miałaś dużo ofert z innych klubów?
- Tak, bardzo dużo. Tak naprawdę z roku na rok pojawiało się ich coraz więcej. Czytałam je, zastanawiałam się nad nimi, ale ta sfera mentalna trochę mnie blokowała. Ostatecznie przepracowałam ten okres i wtedy podjęłam decyzję, że przechodzę do Górnika Łęczna.
Jaki był największy klub, który się do Ciebie odezwał?
Najbardziej znanym klubem, który się do mnie odezwał, był Wolfsburg. Miałam wtedy chyba 15–16 lat, ale nie zdecydowałam się na ten transfer
Odrzucenie tej oferty wiązało się właśnie z obawą przed zmianą?
- Tak, trochę bałam się tego przejścia. Chciałam też zostać w Polsce, pograć tutaj i zagrać w Ekstralidze. Wolałam, żeby wszystko odbywało się stopniowo, a nie żeby od razu rzucać się na głęboką wodę i wyjeżdżać za granicę.
Dużym krokiem był transfer do Górnika Łęczna. Z jednej strony - ile kosztowała Cię ta decyzja, a z drugiej - ile dała Ci jako zawodniczce w rozwoju?
- Tak naprawdę bałam się tego przejścia. Na początku było mi z tym ciężko. Jednak miałam przy sobie osoby, które mnie wspierały i były cały czas obok. Po mniej więcej miesiącu stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie, że dobrze się czuję i że cieszę się, że zrobiłam ten krok. Dziś jestem szczęśliwa z tego, gdzie jestem.
Czy rok 2025 można uznać za najbardziej przełomowy w Twojej karierze?
- Tak, w tym roku naprawdę bardzo dużo się wydarzyło. Kiedy patrzę na poprzednie miesiące, czasami aż trudno mi w to uwierzyć. Zmieniłam klub, dostałam się do kadry, pojechałam na Euro - wszystko potoczyło się bardzo szybko. Na ten moment jestem bardzo szczęśliwa z tego, jak to wszystko się ułożyło.
Tytuł odkrycia roku był taką wisienką na torcie. Spodziewałaś się takiego wyróżnienia?
- Nie, zupełnie się tego nie spodziewałam. Byłam naprawdę w ogromnym szoku. Uważam jednak, że to zasługa całej drużyny - zarówno Górnika Łęczna, jak i reprezentacji. Jestem przekonana, że gdyby nie oni, to nie byłoby mnie w tym miejscu. Ta statuetka ma moje imię i nazwisko, ale tak naprawdę stoi za nią wiele osób, które miały na to ogromny wpływ.
Tomasiak o kadrze Polski. Tak wyglądała atmosfera w zespole
Masz jeden mecz w karierze, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
- Najbliżej serca mam na pewno mecz z Rumunią w reprezentacji. Jeśli chodzi o klub, to najbardziej zapadło mi w pamięć spotkanie wyjazdowe z Katowicami, które niedawno rozegrałyśmy. Po prostu czułam się w nim bardzo dobrze. Na początku meczu doznałam urazu głowy i musiałam grać z bandażem. Mimo tego zostałam na boisku i dokończyłam mecz. Najbardziej zapamiętałam właśnie to, że mimo rozwalonej głowy dałam radę grać dalej i pomóc drużynie.
Jak wspominasz swoje pierwsze mecze w reprezentacji? Był większy stres?
- Tak, zdecydowanie był większy stres. Już samo śpiewanie hymnu potrafi mnie zestresować. Czuję wtedy takie ciarki i myślę sobie: "fajnie, że tu jestem". Ale gdy zaczyna się już mecz i mogę grać, od razu czuję się sobą i skupiam wyłącznie na piłce.
A jak wygląda atmosfera w reprezentacji, zwłaszcza grając obok zawodniczek takich jak Ewa Pajor?
Atmosfera w kadrze jest naprawdę świetna. Z Ewą często rozmawiamy i dobrze się dogadujemy, mimo że ona gra w Barcelonie, a ja w Górniku. Nie czuć dystansu między nami – jesteśmy na tych samych falach. Z wszystkimi dziewczynami jest podobnie: niezależnie od klubu, w kadrze jesteśmy jedną drużyną i gramy razem, skupiając się na reprezentacji
Na początku miałaś obawę, jak to może wyglądać, kiedy spotkasz się z zawodniczkami, które grają w większych klubach?
- Na początku naprawdę bardzo się stresowałam, ale dzięki temu, że dziewczyny dawały mi poczucie, że nie mam czym się stresować, poczułam się po prostu lepiej. Miałam też w głowie, że jest to dla mnie takie wyzwanie - rywalizować z dziewczynami z zagranicy. Na pewno daje mi to też dużo do myślenia, na jakim etapie ja jestem, a na jakim etapie są one. Dla mnie to jest super wyzwanie, z którym się mierzę.
Ostatnia rozegrałyście dwa trudne spotkania - najpierw z Holandią, później z Francją. Jak oceniłabyś je ze swojej perspektywy?
- Na pewno były to mecze, które naprawdę dużo od nas wymagały, ale też uważam, że zmierzyłyśmy się z jednymi z najlepszych reprezentacji. Nie oddałyśmy skóry za darmo i było widać, że bardzo ciężko grało im się z nami. Wydaje mi się, że pokazałyśmy swoją piłkę i naszą siłę drużyny.
W meczu z Holandią strzeliłaś bardzo ważnego gola na wyrównanie. Wcześniej w różnych rozmowach podkreślałaś, że asysty cieszą Cię jednak trochę bardziej. Czy to wciąż jest aktualne?
- Tak, to wciąż jest aktualne. Nadal wolę asystować - po prostu daje mi to większą radość niż strzelenie bramki. Oczywiście, kiedy uda mi się zdobyć gola, też jest z tego duża radość, ale w dalszym ciągu zostaję przy tym, że bardziej cieszą mnie asysty.
Z perspektywy zawodniczki, która zaczynała w małych, lokalnych klubach, a dziś gra w reprezentacji Polski - czy zauważasz dużą przepaść między piłką nożną mężczyzn i kobiet?
Rzeczywiście czuć tę przepaść między piłką kobiecą a męską, bo zainteresowanie jest wciąż trochę mniejsze w przypadku kobiet. Wydaje mi się jednak, że z roku na rok to się zmienia. Coraz częściej bijemy rekordy frekwencji i na stadionach pojawia się coraz więcej kibiców. Myślę więc, że to tylko kwestia czasu i że kobieca piłka będzie coraz bardziej popularna, a poziom zainteresowania będzie zbliżał się do tego, który mają mecze mężczyzn
Kacper Tomasiak i Paulina Tomasiak to rodzina? "To możliwe"
Oprócz piłki nożnej śledzisz też inne dyscypliny sportowe?
Bardzo lubię oglądać siatkówkę. Raczej tylko jako kibic - nie zagłębiam się bardzo w szczegóły czy analizy, ale lubię czasem obejrzeć mecz i podpatrzeć tę dyscyplinę.
Pytam też z takiej perspektywy, bo nazwisko Tomasiak stało się ostatnio w Polsce bardzo rozpoznawalne w sporcie. Ty promujesz je w piłce nożnej, a Kacper w skokach narciarskich.
Tak, zgadza się. Jego rodzina pochodzi z mojej miejscowości, więc wiem, o kim mowa. Śledziłam też jego występy, ale tak jak mówiłam - nie zagłębiam się w to bardzo dokładnie. Jeśli akurat leci w telewizji, to chętnie obejrzę.
A czy to tylko zbieg okoliczności - ta sama miejscowość i nazwisko - czy może są jakieś dalsze więzy rodzinne?
Myślę, że gdyby tak głębiej poszukać, to możliwe, że gdzieś tam bylibyśmy bardzo daleką rodziną. W mojej miejscowości jest jednak bardzo dużo osób o nazwisku Tomasiak














