Polacy przejęli stadion na Malcie. Czegoś takiego dawno nie było
Jeśli komuś wydawało się, że zdominowanie dopingu przez polskich kibiców na stadionie w Kownie było szczytem możliwości, musi zweryfikować informacje. Przy okazji meczu Malta - Polska dosłownie pół stadionu Ta'Qali na Malcie stało się polskim sektorem.

To, że polskich kibiców będzie na meczu bardzo wielu, dało się wyczuć od kilku dni. Samoloty latające z Polski co najmniej od soboty miały pełne obłożenie, polski język na ulicach maltańskich miast stał się niemal urzędowym, a w drodze na stadion proporcje kibiców reprezentacji Polski i Malty rozkładały się w granicach 90 do 10. Takich obrazków, jakie zastaliśmy w środku, jednak się nie spodziewaliśmy.
Polacy zajęli dosłownie połowę stadionu, co wyraźnie widać na filmie niżej.
Przypomnijmy, że przepisy UEFA nakazują gospodarzom przekazanie gościom 5 proc. z całej puli biletów. Federacja maltańska jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że sztywne trzymanie się tej liczby będzie niegospodarnością, bowiem miejscowi nie wypełnią stadionu, a w Polsce zapotrzebowanie na wejściówki było gigantyczne - tym bardziej, że Malta w listopadzie jest niezwykle atrakcyjnym i niedrogim kierunkiem turystycznym. Dlatego PZPN otrzymał aż 3 tys. biletów przy 16 tys. pojemności stadionu (niespełna 20 proc.).
Wejściówki rozprowadzane przez związek rozeszły się błyskawicznie, a polscy kibice zaczęli kupować je w maltańskich źródłach. Dokładna liczba fanów, którzy dotrą na stadion nie była znana, jednak śmiało można założyć, że "zakręci" się wokół 5 tysięcy. Patrząc po krzesełkach, to... więcej niż przyszło kibiców z Malty.
Tym razem okrzyk "gramy u siebie" jest bardziej uzasadniony, niż zazwyczaj.











