Pół Polski obraziło się na Urbana. Ale nie warto nazywać go "leśnym dziadkiem"
20 marca dowiemy się, kogo Jan Urban powołał na barażowe mecze (miejmy nadzieję), których stawką będzie awans do mistrzostw świata. Niecałe dwa tygodnie przed ogłoszeniem listy w Polsce zapanowała prawdziwa "Pietuszewskomania". Nic dziwnego, skoro 17-letni wychowanek Jagiellonii podbija Portugalię. Tymczasem selekcjoner ze spokojem i wyrachowaniem mówi: - Ja tak szybko się nie podniecam. Słowa te wywołały nie tylko burzę, a wręcz narodowe oburzenie. Ale czy słusznie?

Oskar Pietuszewski strzelił gola ikonicznego. Takiego, które po prostu się pamięta. W końcu nie każdy 17-latek ma okazję wkręcić w ziemię Nicolasa Otamendiego i trafić do siatki na Estadio da Luz w meczu z SL Benfica - FC Porto, czyli portugalskim klasyku, którego wynik często decyduje o krajowym mistrzostwie.
Dla młodziutkiego Polaka był to piąty mecz z rzędu w barwach zespołu Francesco Farioliego. Wcześniej zdobył bramkę z Aroucą, asystę zanotował przeciwko Rio Ave. Rósł w każdym spotkaniu, brylował techniką, odejściem na pierwszych metrach, przyspieszeniem, choć czasami brakowało mu decyzyjności i nieco większej odpowiedzialności. Jak na niecałe 18 wiosen? - Not too bad - powiedziałby rozbawiony Novak Djoković.
Mówiąc krótko, Pietuszewski z meczu na mecz udowadniał, że seniorski futbol jest już dla niego, że czuje się w nim doskonale i pewnie. Ośmieszenie argentyńskiego mistrza świata na jego własnym stadionie było wisienką na torcie, nagrodą za odwagę i przebojowość, którą wychowanek białostockiego klubu podarował sobie sam. Po tym wyczynie polskie i światowe media od razu - kolejny raz - wskazały go palcem. My zrobiliśmy to przede wszystkim w kontekście zbliżających się powołań. Eksperci momentalnie zaapelowali o to, aby nasz brylant wskoczył do reprezentacji Polski, niektórzy widzą go już w pierwszym składzie. A to na "dziesiątce", za plecami Lewandowskiego, a to na wahadle, co wydaje się szalonym pomysłem.
Za to Jan Urban, niczym stary, dobry rewolwerowiec, dwa dni po show Oskara Pietuszewskiego w rozmowie z "Wprost" mówi: - Dzisiaj on jest wzięty na tapet, wcześniej byli inni, o których teraz już się nie mówi. Wszystko w zależności od tego, jaką dyspozycję prezentowali. Natomiast ja tak szybko się nie podniecam, że ktoś ma kilka meczów dobrych, pół rundy, czy nawet pół roku. I od razu musi grać w reprezentacji Polski? W moim przekonaniu tak to nie działa.
"Leśny dziadek"
Kibice i część piłkarskich fachowców wybucha. Dosłownie. Selekcjoner niekiedy jest mieszany z błotem. "Jeśli Urban nie powoła Pietuszewskiego i my nie daj Boże przegramy baraże, to powinien z miejsca wylecieć ze stanowiska i tyle"; "On jest gorszy od Probierza, co to w ogóle za komentarz do 17-latka", "To jest w ogóle idealny przykład leśnego dziada, który nie potrafi zbudować młodego chłopaka (...) Ten sam mental starego farmazona w robocie, który zamiast wesprzeć dzieciaka powie: oj młody. Ty nic nie umiesz. A ja wiecznie żyć nie będę" - to tylko część reakcji na cytowane wyżej słowa trenera naszej kadry.
Zgaduję, że oburzona część narodu spodziewała natychmiastowej laurki skierowanej w stronie naszego odpowiednika Lamine'a Yamala. Dostali natomiast kolejny "urbanowy przekaz", który wręcz podręcznikowo wpisuje się w styl preferowany przez 63 latka. Selekcjoner niejednokrotnie udowadniał, że lubi nieco podroczyć się z mediami i dziennikarzami. Analiza każdej jego wypowiedzi w tym przypadku wydaje się naprawdę zbyteczna. Znając hiszpański luz Urbana, słowa te można interpretować na wszelaki sposób.
Nie warto podchodzić do nich aż tak emocjonalnie, zero-jedynkowo, z kamienną twarzą. Trener od pierwszej konferencji kupił nas przecież szczerością, spontanicznością i uśmiechem, którego brakowało w kadencji Michała Probierza. To on po wrześniowym meczu z Finlandią uspokajał grupkę dziennikarzy, którzy po wygranej 3:1 na stojąco bili brawo, zachwycając się jego trenerskim instynktem. - Nie nabiorę się na to. Znam drogę z piekła do nieba i odwrotnie - rzucił.
Droga, którą obrał Urban
I wszystko wskazuje na to, że ze "sprawą Pietuszewskiego" jest bardzo podobnie. Taki już jest szkoleniowiec naszej kadry. Na swój sposób tajemniczy, niedosłowny, nieco enigmatyczny. Kiedy wszyscy zachwycają się genialnym 17-latkiem, a emocje buzują, on na chłodno mówi coś, co powtarzał przez ostatnich kilka miesięcy w kontekście powołania.
- Mówiłem, że to bardzo dobry wybór klubu, bo to piłka techniczna, pasująca pod Oskara. W takiej drużynie łatwiej wchodzić, a dodatkowym atutem jest to, że jest tam dwóch rodaków, grających pewniaków, którzy pomogą mu w nowym środowisku, w drużynie, w mieście. To bardzo dobry wybór (...) Ale z jakiej okazji on ma być nagle wyżej w hierarchii z takiego powodu, że przeszedł z polskiej ligi do Porto? No nie, tak to nie działa, nie wskakuje z automatu. Ale jeśli będzie grał bardzo dobrze, to dlaczego nie? - mówił Urban w styczniowej rozmowie z Przemysławem Langierem z Interii Sport.
I wcale nie oznacza to, że wschodząca gwiazda Porto nie zawita do kadry na najbliższe zgrupowanie. Z jednej strony selekcjoner na początku kadencji powtarzał, że jego zdaniem czasami próg wejścia do seniorskiej reprezentacji bywa zbyt niski, w zespole pojawiają się przypadkowe nazwiska. Z drugiej udowadniał, że nie patrzy wiek, wystawiając chociażby 20-letniego Jana Ziółkowskiego na środku obrony. Być może - paradoksalnie - takie podejście do Oskara Pietuszewskiego w kontekście kadry jest lepsze niż szybkie zachłyśnięcie jego talentem. Na to z pewnością przyjdzie jeszcze czas. Niewykluczone, że jest to coś w rodzaju parasola ochronnego połączonego z mobilizacją do dalszego rozwoju, zdjęcia presji. Jan Urban przecież doskonale widzi to, co robi 17-letni wychowanek "Dumy Podlasia". Trudno tego nie zauważyć. I wcale nie chce dyskredytować jego talentu. - Oskar ma poukładane w głowie (...) Jestem pewien, że grając w ten sposób, prędzej czy później bez wątpienia trafi do reprezentacji. Ma ogromny talent. W polskiej lidze również pokazywał swoje umiejętności szybkości, dryblingu i wykańczania akcji. Teraz, w lidze portugalskiej, poziom jest wyższy, znacznie bardziej wymagający - relacjonował ostatnio dla portugalskiej stacji Antena 1.
Po prostu obrał inną drogę. Drogę, która faktycznie może nie podobać. Ale najwyraźniej właśnie ta droga według niego jest słuszna. Dlatego nie obrażajmy się, dajmy pracować.
Spokój, więcej spokoju
Jedno jest pewne - worek z lodem często potrzebny jest nam, kibicom. Jeszcze przed chwilą trudno było doszukać się negatywnych komentarzy pod adresem selekcjonera, który dwa razy zremisował z Holandią, nie przegrał w sześciu pierwszych meczach i wlał w serca kibiców nadzieję na to, że może być lepiej. Tymczasem jedna, wcale niejednoznaczna wypowiedź wywołuje lawinę nie krytyki, a zwyczajnego hejtu. Odbijanie się od ściany do ściany nigdy nie jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza w tej sytuacji.
Poczekajmy na piątek 20 marca. Jeśli wtedy na stronie PZPN-u ukaże się lista powołań z nazwiskiem Oskara Pietuszewskiego, Jan Urban ze spokojem ducha i szerokim uśmiechem na twarzy będzie mógł oznajmić: Mam was!














