Ostra krytyka reprezentacyjnej obrony. "Mój wnuk wie, jak trzeba kryć przeciwnika"
Reprezentacja Polski nie zagra w mistrzostwach świata 2026 - przegrała w finale barażów ze Szwecją 2:3. - Widziałem drużynę, która nie przestraszyła się, nie schowała się, nie broniła Częstochowy, tylko grała otwartą piłkę. Nie mogę jednak przeżyć gry w obronie. Defensywa z Bednarkiem to jest dla mnie makabra - podkreśla Dariusz Wdowczyk, 53-krotny reprezentant Polski.

Andrzej Klemba, Interia: Reprezentacja Polski nie awansowała na mistrzostwa świata, choć po meczu ze Szwecją pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Marne to pocieszenie, ale zgodzi się pan?
Dariusz Wdowczyk: Zauważam dużą zmianę na korzyść w stosunku do tego, co było wcześniej, ale nasza kadra jest chimeryczna. Już w meczu z Albanią mieliśmy dużo szczęścia. Nie zapominajmy, że Albańczycy prowadzili i mieli wyśmienitą okazję do podwyższenia wyniku, zanim my wyrównaliśmy. A z takimi zespołami jak Szwedzi, możemy dobrze grać, ale kiedy zaczynamy popełniać karygodne błędy w defensywie, to nie da się wygrać. Zespół buduje się od obrony. Każdy trener to wie. O ile w ataku sobie jeszcze radziliśmy i wczorajszy mecz był w tym elemencie bardzo dobry, to nie byliśmy konsekwentni w obronie. Niektórzy zawodnicy jakby zapominali o obowiązkach taktycznych, które na nich ciążą. O asekuracji, o zabezpieczeniu, o tym jaka liczba piłkarzy uczestniczy w ataku, a jaka w obronie. Mimo wszystko to był jeden z niewielu meczów naszej reprezentacji, który mi się podobał w ostatnich latach.
No właśnie, tylko to taka niestety polska piękna porażka.
- Dokładnie tak, jak pan powiedział. Staramy się szukać pozytywów w negatywach, ale trudno nam będzie dostawać się na mistrzostwa świata czy Europy i być znaczącym zespołem, jeżeli tak będzie grała defensywa. Mamy w obronie zawodników z FC Porto i co z tego? Grają w niej bardzo kulawo. Wszystkie bramki straciliśmy na własne życzenie. A to gapiostwo Zalewskiego, a to błąd stopera, który tak wiele meczów rozegrał już w kadrze. A Kamil Grabara? W końcówce łapie piłkę, od razu wyrzuca ją nie wiadomo do kogo i ją tracimy. Po co, tak? Po co się spieszyć? Czekajmy, mamy przewagę, jesteśmy przy piłce, uspokoić się trzeba. Może to jest brak doświadczenia reprezentacyjnego spowodował, że to Szwedzi strzelili nam bramkę w końcówce.
Mieliśmy ich na widelcu
No właśnie, to był mecz, w którym pokazaliśmy siłę woli i ogromne chęci, co oczywiście powinno być normalne w tym zawodzie.
- A czego wymagać od zawodnika, który wychodzi na boisko? To jest podstawa. Umiejętności piłkarskie pokazali, że naprawdę mają duże. Tylko, że trzeba być od pierwszej do dziewięćdziesiątej, a czasami do stu dwudziestej minuty skoncentrowanym na swojej robocie. A my nie byliśmy.
Matty Cash nie wytrzymał kondycyjnie spotkania?
- Może miał słabszy dzień albo jakieś swoje problemy. Przecież nic o tym nie wiemy i nikt nam tego nie powie. Zawodnicy mają lepsze dni i słabsze dni, a może źle spał. Nie chcę już ironizować, ale nie miał siły w końcówce.
Padły też zarzuty wobec Oskara Pietuszewskiego przy trzeciej bramce.
- I trudno się dziwić. Wchodzi młody chłopak, o którym dużo ostatnio się mówi i chce zrobić coś ekstra. Jak zaczynasz przygodę w reprezentacji, to graj prostą piłkę, a nie próbuj wirtuozerii. Tyle się ostatnio o nim mówiło, och i ach, a był po prostu zagubiony w akcji. Co podanie to strata, co drybling to strata. Wchodzisz na kilkanaście minut, to przynajmniej goń na całego. A przy tej akcji z boku boiska pod naszą bramką, to musi asekurować Kiwiora. To są kanony gry w piłkę nożną. Ja wnuka pytam, który jest w trampkarzach, od której strony pilnuje się rywala. I odpowiada od razu, że od strony bramki. Wbiłem mu to do głowy i narysowałem.
Czy te taktyczne założenia przelatują zawodnikom przez głowę i nic nie zostaje?
Porażka boli, bo jednak z przodu graliśmy dobrze.
- To prawda. Widziałem dwa takie mecze. Jeden za Adama Nawałki, kiedy graliśmy z Rumunią na wyjeździe i kontrolowaliśmy cały przebieg spotkania. I my wczoraj przecież mieliśmy aż 64 proc. posiadania piłki. Widziałem drużynę, która nie przestraszyła się, nie schowała się, nie broniła Częstochowy, tylko grała otwartą piłkę. Naprawdę. W ofensywie Kamiński, Zalewski to jest przyszłość reprezentacji. I oni naprawdę dobrze wywiązywali się z zadań.
Zieliński czy Szymański chyba też?
- Tak, tak. Nie jestem zwolennikiem Zielińskiego, ale podobało mi się jak grał. Widziałem w nim przywódcę, widziałem gościa, który odbierał piłki, jechał w lewo, jechał w prawo, przytrzymał, dokładnie przerzucił. Nie mogę jednak przeżyć tej gry w obronie.
Defensywa z Bednarkiem to jest dla mnie makabra
Od razu po meczu PZPN poinformował, że Jan Urban pozostaje selekcjonerem reprezentacji Polski.
- I bardzo dobrze. My jesteśmy skłonni, żeby co chwilę zmieniać. Trener nie awansował na mistrzostwa, to od razu ma przyjść nowy. Generalnie jak ludzie pracujący na takim stanowisku przetrwają rok albo dwa lata, to jest już coś. Potrzeba więcej cierpliwości i zrozumienia, bo to nie jest takie łatwe zadanie. Nie ma już drużyn, które za darmo oddadzą punkty. Kto by pomyślał, że Bośnia i Hercegowina poradzi sobie z Włochami. Kiedyś to nosem ich wciągali, a nie jadą na kolejne mistrzostwa świata. Każdego trzeba docenić, szanować i wierzyć we własne umiejętności. My ze Szwedami wierzyliśmy, ale zabrakło nam konsekwencji i mądrości.


















