Mecze reprezentacji Polski od zawsze były wielkim świętem. Od samego wyniku nierzadko ważna była lokalizacja danego spotkania. Analizując listę wszystkich oficjalnych spotkań rozegranych przez reprezentację w naszym kraju można dojść do kilku ciekawych wniosków.
Początkowo reprezentacja była zarezerwowana tylko dla największych
Pierwszy historyczny oficjalny mecz reprezentacji Polski w naszym kraju rozegrano na stadionie Cracovii. Miało to miejsce 14 maja 1922 roku, a przeciwnikiem była już wtedy bardzo mocna reprezentacja Węgier. Kraków jednak dość szybko musiał oddać palmę pierwszeństwa Warszawie. Bo w dwudziestoleciu międzywojennym to stolica była absolutnym hegemonem w tym zakresie. Pierwotnie mecze rozgrywano na stadionie Agrykoli, a od 1930 roku na nowo wybudowanym Stadionie Wojska Polskiego należącym do Legii Warszawa.
Pierwszy domowy mecz po zakończeniu drugiej wojny światowej odbył się na stadionie Legii w 1947 roku. Warszawa wraz z Chorzowem stały się nieformalnym "domem reprezentacji Polski". Do tego celu wykorzystywano dwa nowo wybudowane obiekty - Stadion Dziesięciolecia oraz Stadion Śląski. Wraz z biegiem czasu kadra pojawiała się również w innych ośrodkach, takich jak Kraków, Poznań, Wrocław czy Łódź (tam kadra pierwszy raz po wojnie pojawiła się dopiero w 1969 roku).
Dopiero od lat 70. reprezentacja Polski gościła w nieco mniejszych miejscowościach. Zazwyczaj były to jednak miasta, w których piłka nożna była popularna, a miejscowe kluby lepiej lub gorzej radziły sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ten trend oczywiście dotyczył przede wszystkim licznych spotkań towarzyskich - mecze o punkty docelowo rozgrywano w Warszawie lub Chorzowie, ewentualnie w innych największych polskich miastach.
Dzisiaj PZPN stawia przede wszystkim na Stadion Narodowy, do którego w ostatnim czasie dołączył wyremontowany Stadion Śląski w Chorzowie. Priorytet należy jednak do stolicy. Okazjonalnie władze związku decydowały się na wykorzystanie przygotowanych na Euro 2012 stadionów w Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. O różnorodności nie może być jednak mowy.
Jak już wspomniano, PZPN zazwyczaj wybierał miasta, w których piłka nożna była rozwinięta na przynajmniej przyzwoitym poziomie. Zdarzyły się jednak trzy wyjątki, które w skali całości prezentują się wyjątkowo.
Dzień w którym wielka piłka zawitała do Słupska
Do Słupska Ekstraklasa, czy też I liga jak w przeszłości nazywano najwyższą klasę rozgrywkową, nigdy nie zawitała. Najlepszy w tym mieście Gryf był w stanie dotrzeć maksymalnie do poziomu drugiej klasy rozgrywkowej. Nie przeszkodziło to jednak w tym, by na przełomie lat 70. i 80. rozegrać tam dwa spotkania towarzyskie reprezentacji Polski.
Na Stadionie 650-lecia w 1979 rozegrano towarzyską potyczkę z Libią zakończonym przez Polskę wysokim zwycięstwem 5:0. W Słupsku pojawiło się wówczas kilku znanych zawodników m.in. Adam Nawałka, Paweł Janas, Kazimierz Kmiecik czy Stanisław Terlecki. Mecz ten był absolutnie bez żadnej historii dla historii naszej kadry, lecz w pamięci miejscowych pozostał na długo.
Jak się okazało, po pięciu latach pierwsza reprezentacja powróciła do Słupska. Tym razem rozegrano tam, a jakże, mecz towarzyski. Przeciwnikiem była Turcja, a samo spotkanie było etapem przygotowań do spotkań eliminacji do mundialu w 1986 przeciwko Grecji i Albanii. Po dublecie Dariusza Dziekanowskiego Polska wygrała 2:0.
Oba spotkania pokazały jak duży głód wielkiej piłki towarzyszy miastom, w których nigdy nie widziano wielkich sukcesów. Posiłkując się materiałami zawartymi w Bibliotece Łączy nas Piłka mecz z Libią zgromadził na trybunach 25 tysięcy widzów, a spotkanie z Turcją obserwowało 22 tysiące sympatyków futbolu.
Szalone lata 90-te. Reprezentacja Polski niczym cyrk obwoźny
Jeżeli myślimy o województwie warmińsko-mazurskim z perspektywy piłkarskiej to większość z automatu wskaże Olsztyn. I owszem, tam mecze kadry również się odbywały. W 1992 roku na ustach kibiców w całej Polsce znalazła się jednak Iława i jej kameralny stadion. To właśnie to miejsce wybrano na arenę pierwszej powojennej potyczki z reprezentacją Łotwy.
Iławę ogarnęła powszechna mobilizacja, by godnie przyjąć najważniejszą drużynę piłkarską w kraju. Jak po latach wspominał portal "ilawa.wm.pl" na szybko zdobyto wszelkie pozwolenia na wybudowanie krytej trybuny oraz ławki rezerwowych, które zresztą służą do dziś. "Słupy malowano jeszcze na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem" - to zdanie wyjątkowo trafnie oddaje folklor całej sytuacji.
Pewnych rzeczy organizatorzy nie byli w stanie przeskoczyć, i to pomimo najszczerszych chęci. Ze względu na brak sztucznego oświetlenia mecz rozegrano w środku tygodnia o godzinie 13:00. Ale i to nie przeszkodziło miejscowym. Zwycięstwo 1:0 po trafieniu Grzegorza Mielcarskiego z trybun iławskiego stadionu obserwować miało 12 tysięcy kibiców. "Gazeta Wyborcza" wspominała, że lokalne szkoły i przedsiębiorstwa zadbały o frekwencję organizując masowe zwolnienia z obowiązków specjalnie na tę okazję. Osobliwa jest informacja o ... przepustkach przyznawanych więźniom miejscowego Zakładu Karnego. Jednostka penitencjarna regularnie współpracowała z lokalnym Jeziorakiem, co zostało wyróżnione w taki sposób.
Najpierw słoneczna Brazylia, a zaraz później ... Brzeszcze
Jeszcze dziwniejsza sytuacja rozegrała się w następnym roku. Niespełna dwa tygodnie po zremisowanym 2:2 wyjazdowym meczu towarzyskim z Brazylią (przeciwko Polakom zagrali m.in. Rai oraz Roberto Carlos) PZPN stanął przed wyzwaniem zorganizowania towarzyskiego spotkania z Litwą. Przeciwnik dużo mniej atrakcyjny od przyszłego mistrza świata, lecz decyzja naszej federacji spowodowała, że ten mecz na stałe zapisał się do historii.
Mianowicie, spotkanie rozegrano ... w znajdujących się koło Oświęcimia Brzeszczach. Ta miejscowość mogła poszczyć się obiektem mieszczącym około sześciu tysięcy sympatyków. Dla tak małego ośrodka piłkarskiego było to ogromne wyróżnienie, ale również i logistyczne wyzwanie. Na przygotowania do meczu organizatorzy mieli mieć tylko trzy tygodnie. Sytuacji nie ułatwiała pogoda - pod koniec marca zima nie odpuszczała i tuż przed meczem uporczywie dbano o stan murawy pokrytej lodem i śniegiem. Wyszło im to nie najgorzej.
Na pewno lepiej niż Polakom, którzy zaledwie zremisowali 1:1 z Litwą. Przeciwnicy naszych piłkarzy byli świeżo upieczonymi członkami UEFA, których głównym celem było zbieranie doświadczenia przed meczami o punkty.
I tak - z jednej strony mamy fajne obrazki związane z promocją piłki nożnej w mniejszych miejscowościach. To był duży plus, bo te spotkania cieszyły się zazwyczaj dużą popularnością wśród miejscowych. Nie sposób jednak nie wspomnieć o chaosie organizacyjnym, jaki towarzyszył pracy PZPN w latach 90. Symbolem tego jest osoba sędziego z Litwą. Był nim ... Polak Piotr Werner. Władzom federacji nie udało się zorganizować na ten mecz żadnego międzynarodowego arbitra.
Takie historie już chyba na zawsze pozostaną reliktem przeszłości. Powszechność Internetu i mediów społecznościowych sprawia, że reprezentacja Polski jest produktem, którego nie ma potrzeby reklamować. A już na pewno poprzez organizowanie jej spotkań w małych ośrodkach. A nawet jeżeli już ktoś w PZPN wpadłby na taki pomysł, to i tak byśmy nie oglądali tak przaśnych obrazków, jak te z Iławy czy Brzeszczach. W Polsce jest naprawdę dużo kameralnych, nowoczesnych obiektów.















