Jak się spojrzy na karierę ostatnich dziesięciu trenerów reprezentacji Polski, to od razu nasuwa się stwierdzenie, że podpisanie kontraktu z kadrą to wyrok i bilet w jedną stronę. Tylko Waldemar Fornalik odnalazł się na powrót w ligowej piłce, bo już pozostali zniknęli z rynku lub przebrali się za ekspertów. - Jednak nawet Waldek musiał czekać rok na telefon. Już zaczynał chodzić nerwowy, że nic się nie dzieje - opowiada były prezes Górnika Zabrze Zbigniew Koźmiński.
Bezradny, jak selekcjoner. "Już nic nie musi"
- Byłemu selekcjonerowi trudno odnaleźć się w ligowej piłce - zauważa Janusz Kubyda, były piłkarz oraz ekspert Polsatu Sport. - Kadra to jak wiadomo duże pieniądze. Nagle każda z tych osób wskakuje na taki przedział finansowy, że już nic nie musi. Presja finansowa schodzi. Były trener kadry wchodzi do strefy komfortu i nie ma w nim już tego ognia, który sprawia, że chce mu się walczyć o wyniki. Dawniej trzy dni gryzł się po każdym meczu i szukał, teraz jest wyluzowany, już nie ma tej potrzeby.
Z tą teorią nie do końca zgadza się Jerzy Engel, czyli człowiek, który na początku XXI wieku przełamał "klątwę Piechniczka" i awansował z reprezentacją na mundial. Tam nie wyszedł z grupy i złożył dymisję. Potem 5 miesięcy pracował z Wisłą Kraków i drugie tyle na Cyprze. - I to nie jest tak, że nie miałem sukcesów, bo zdobyłem Puchar Cypru - przypomina Engel.
Właściciele wolą uległych trenerów
- Natomiast nie uważam, żeby trener po kadrze tracił motywację. Jeśli w lidze raz zostaniesz mistrzem, to nie znaczy, że już nie chcesz tego zrobić po raz drugi. Kadra też nie jest zamknięciem rozdziału. Dalej się chce, ale jest kłopot z właścicielami, którzy wolą trenerów uległych. Selekcjonerzy takimi nie są. To silne osobowości z dobrymi CV - zwraca uwagę Engel.
Mocne CV bywa jednak problemem. - Bo jak się ma takie CV, to pojawiają się marzenia o pracy za granicą i menedżerowie, którzy mamią obietnicami, że to się może udać. Ja jestem w kontakcie z co najmniej dwoma byłymi selekcjonerami, więc wiem, jak to wygląda. Oni czekają, a telefon nie dzwoni - stwierdza Koźmiński.
Zejść z poziomu 160 na 30, góra 40 tysięcy
- Nie pomaga im to, że kiedy kończą z kadrą, to jest wokół nich zła otoczka, ani to, że nagle muszą zejść z poziomu 160 tysięcy na 30, góra 40 tysięcy złotych. Fornalikowi się udało, ale jak wspomniałem, odczekał swoje. Trzeba też jednak od razu dodać, że Waldek, to jest domator, który mocno stąpa po ziemi. Zasadniczo każdy z byłych selekcjonerów musi się przezbroić, musi do niego dotrzeć, że trzeba przestać chodzić z głową w chmurach. Jeśli Waldkowi zajęło to rok, to nic dziwnego, że niektórym nawet upływający czas nie pomógł - stwierdza nasz rozmówca.
Jakby nie spojrzeć praca z kadrą wiele kosztuje. Nawet tych najlepszych. Nawet jeśli wcześniej błyszczeli w ligowych klubach, to trudno im się na powrót odnaleźć w tej rzeczywistości. Można też chyba dodać, że ta robota zostawia ślad na ich psychice. Weźmy takiego Czesława Michniewicza. Dawniej otwarty na media, chętny do rozmów i wszelkich analiz, nagle stał się człowiekiem, który unika dziennikarzy i całej tej otoczki. Gdy próbowaliśmy się z nim kontaktować, napisał nam jedynie SMS-a, że nie udziela wywiadów. A kiedyś by nie odmówił.













