Nie Lewandowski. To on jest najważniejszym piłkarzem reprezentacji. "Mózg zespołu"
Piotr Zieliński, Nicola Zalewski, Jan Ziółkowski oraz Bartosz Bereszyński - tych piłkarzy z włoskich lig Jan Urban powołał na mecz z Albanią oraz ewentualny finał baraży mistrzostw świata 2026. - To jest ogromny komfort dla Urbana, mieć takiego zawodnika - mówi o pierwszym z nich Dominik Guziak w rozmowie dla Interii Sport, analizując szczegółowo każdego z zawodników, który na zgrupowanie reprezentacji Polski przyleciał z Półwyspu Apenińskiego.

Michał Chmielewski, Interia Sport: Czy Piotr Zieliński jest obecnie w najlepszym momencie kariery? Przyjeżdża na kadrę w swojej najlepszej wersji?
Dominik Guziak, komentator Eleven Sports oraz znawca włoskiego futbolu: Myślę, że tak. Od kiedy gra we Włoszech, a gra już prawie 15 lat, oczywiście miał świetne sezony w Napoli, z liczbami, mistrzostwem Włoch, ale można zaryzykować stwierdzenie, że te ostatnie tygodnie to jest jego "prime". Nawet jesienią był taki moment, kiedy zastanawialiśmy się, czy on nie powinien poszukać sobie innego klubu, regularniejszej gry. Tymczasem w ostatnich miesiącach jest w formie - naprawdę - życiowej.
Dopisuje mu zdrowie, odpukać, nie łapie żadnych kontuzji. A to był problem w zeszłym sezonie. Kiedy trafił do Interu, byliśmy trochę rozczarowani liczbą minut, które rozgrywał. Nie mógł wywalczyć miejsca we wyjściowym składzie. Z perspektywy czasu można trochę Simone Inzaghiego z tamtego sezonu zrozumieć, bo przytrafiały się urazy. Inzaghi też był przywiązany do swojej żelaznej jedenastki, żelaznych nazwisk drugiej linii, nie chciał tego zmieniać.
Cristian Chivu postawił na Piotra Zielińskiego. Oczywiście, były też urazy Hakana Calhanoglu. Turek wrócił do gry, a miejsce w drugiej linii dla Zielińskiego jest. Polak ma bardzo duży wpływ na grę, liczby, bramki, także z gry, co też jest ważne. Te trafienia z dystansu... nie wszystko widać w liczbach. Mówię tu o golach i asystach, bo też wiele razy uczestniczył czy rozpoczynał akcje bramkowe jakimś błyskotliwym podaniem. Myślę, że teraz ta jego technika, kreatywność i wizja gry jest doceniana i widoczna na boisku, także tak: Piotr Zieliński jest w tym momencie jest w absolutnie szczytowym momencie swojej kariery. W Napoli miał kilka świetnych momentów, ale ten w Interze - szczególnie z naszej perspektywy reprezentacyjnej - przychodzi w bardzo dobrym czasie. Oby to się przełożyło na najbliższe mecze.
Nic się nie zmienia od tygodni. Gra regularnie, całe mecze. To zabrzmi dziwnie, ciesząc się z tego, że on gra po 90 minut, ale w porównaniu z tym, co się działo wcześniej, to jest proges. Jest zawodnikiem żelaznej, wyjściowej jedenastki, ma pewne miejsce.
W ośmiu ostatnich meczach Zieliński nie ma żadnej asysty ani bramki. Czy to jest jakikolwiek powód do zmartwień? Trzy ostatnie spotkania przed przyjazdem na kadrę rozegrał od deski do deski.
Nie ma co sobie zaprzątać tym głowy. Ostatnio Inter ogółem strzela mniej goli. To jest głównie wina tego, że nie grał Lautaro Martinez, Marcus Thuram jest w słabszej formie. Te statystyki pewnie by wzrosły, gdyby ci zawodnicy z przodu byli skuteczniejsi.
Nie jest to żaden problem. Piotr Zieliński nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Można analizować sobie noty we włoskiej prasie, chociaż ja często uważam, że włoscy dziennikarze odbijają się nieco od ściany do ściany.
Trochę jak u nas.
Chyba wszędzie tak jest. Te noty meczowe często są... po prostu można z nimi polemizować, tak powiedzmy. Któryś z dziennikarzy "La Gazzetta dello Sport" po jakimś meczu krytykował Zielińskiego, że to nie jest Calhanoglu, nawiązywał do formy Turka z ostatnich lat, że Zieliński nie wchodzi w jego buty. I cała narracja o Zielińskim, który odnalazł swoje miejsce na boisku, po jednym meczu jest inna. To wszystko trzeba przelewać przez sito. Trzeba spojrzeć na chłodno. Liczbami nie ma co się martwić. Poza tym Zieliński miał mecze, w których wchodził z ławki, ale w tych najważniejszych gra od początku i wygląda naprawdę dobrze. Jeśli cały Inter gra zły mecz, to on dostaje przynajmniej noty wyjściowe. Jeśli ktoś jest krytykowany w Interze, to nie jest to Piotr Zieliński.
Liczby mogą wynikać również z faktu, iż często operuje on na pozycji "szóstki", cofając się do rozegrania piłki i budowania akcji.
Przyglądając mu się dokładnie, nie patrząc na same bramki i asysty, to on jest w bardzo dobrej dyspozycji. Gole, które strzelał, były bardzo ważne, decydujące. Przykład: strzał z dystansu z Juventusem. To nie jest jednak jego najważniejsze zadanie. To, co ma robić na boisku - robi. Czy na środku, czy na pół-skrzydle, żadnej obniżki formy nie ma. Uspakajamy. W ostatnich tygodniach pewnie nie tylko ja bałem się jednego - żeby nie przytrafiła mu się kontuzja. On sam dawał do zrozumienia: jak będzie zdrowie, to dobrze.
I jest zdrowie, jest regularna gra, i jest dobrze!

W tym momencie Piotra Zielińskiego można nazwać najważniejszym zawodnikiem reprezentacji Polski? Od niego będzie zależało najwięcej?
I druga sprawa: kwestia mitycznej już pozycji w kadrze. Jedni widzą go jako podwieszoną "dziesiątkę", inni na "ósemce" czy "szóstce", gdzie chyba najczęściej występuje w Interze. W jakim miejscu na boisku widzi go pan?
Myślę, że jest najważniejszy. Oczywiście jest Robert Lewandowski, kapitan, największe doświadczenie, legenda tej reprezentacji. Natomiast Zieliński jako ten drugi najbardziej doświadczony - wicekapitan, zawodnik, który również gra w bardzo silnym zespole, zmierzającym ku mistrzostwa Włoch - może być tym mózgiem zespołu. Tak bym to nazwał.
Na jakiej pozycji? Jeśli chodzi o środek pola, Jan Urban lubi zawodników operujących piłką. Mówiąc najprościej: "szóstki" grające w piłkę.
Nie typowy przecinak, a bardziej Sergio Busquets.
Zawodnik, który gra elegancko, kreuje grę z tylnego siedzenia, podłączy się pod akcję, jest w akcjach ofensywnych. Właśnie z perspektywy Jana Urbana Piotr Zieliński na tej "szóstce" za plecami "dziesiątek" dalej będzie pełnił bardzo ważną rolę. To jest ogromny komfort dla Urbana. Mieć takiego zawodnika, który właśnie w tej drugiej linii może odnaleźć się w różnych pozycjach, wyżej lub niżej. Jako że mamy "dziesiątki" z przodu, to nie ma co się bać. Piotr Zieliński grający na tej pozycji też pokazywał, że czuje się bardzo dobrze. Tutaj akurat pozycja nie jest problemem. Dla selekcjonera to jest wręcz atut.
Znalazła się na tej liście powołań postać, która budzi trochę kontrowersji. Jest nią Bartosz Bereszyński. Czy gdyby pan komponował kadrę na baraże, znalazłoby się dla niego miejsce?
Ja też bym go powołał. Zgadzam się z linią Jana Urbana, rozumiem, o co mu chodziło. Wyjaśniam dlaczego. To jest zgrupowanie zadaniowe. To jest mecz - oby to były mecze - w których musimy dwa razy wygrać. Jakie są atuty Bartosza Bereszyńskiego w takiej sytuacji? Oprócz tych sportowych, że może grać na kilku pozycjach, to jest też doświadczenie w tego typu meczach. Ktoś powie, że od mundialu on tych spotkań w kadrze zagrał mało. Zdarzało się, że bywał powołany, zagrał w kilku, tych z Maltą i z Portugalią w 2024 roku, kiedy przez pół godziny prezentował się bardzo dobrze, ale złapał kontuzję.
Patrząc z tej perspektywy, to jest zawodnik przydatny. Jest doświadczenie, ale jest też szatnia. A z tego, co można zaobserwować, Jan Urban ceni sobie to, żeby w tej szatni były postaci, które ją trzymają. Jak trzeba, to zmotywują, porozmawiają z młodszymi zawodnikami. Jest Grosicki, Bereszyński, Lewandowski, Zieliński, choć on nie jest typem lidera, ale doświadczenie ma.

Dla wielu argumentem przeciw powołaniu Bereszyńskiego jest to, że on nawet nie jest graczem podstawowego składu Palermo, w Serie B. Jest zmiennikiem Patryka Pedy. To jest trochę - można powiedzieć - paradoks. Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Skoro mówiłem, że od mundialu on jest takim zawodnikiem w reprezentacji, trochę przydatnym, ale nie grającym zbyt często, to on w klubach też jest takim piłkarzem. Grał regularnie w Sampdorii, kiedy ta była jeszcze w Serie A, poszedł na drugą część mistrzowskiego sezonu do Napoli Luciano Spallettiego i on tam nie grał. On tam miał być, w razie gdyby przytrafiła się plaga kontuzji i Napoli mogłoby wypuścić z rąk prawie pewne mistrzostwo. "Bądź z nami. Zagrasz tam kilka minut, zdobędziesz mistrzostwo Włoch, potrzebujemy zawodnika awaryjnego". Był. Wrócił do Sampdorii, poszedł do Empoli, gdzie też często był zawodnikiem typu: jestem gotowy na ławce, doświadczenie, spokój. Na tym to polegało.
Generalnie on w 3-4 ostatnich latach gra mocno swoim doświadczeniem i za to jest ceniony. Wejdzie z ławki za Patryka Pedę. Zagra raz na 3-4 kolejki, nie jest to dla niego problem. Palermo to zespół walczący o awans, potrzebujący doświadczonych postaci. Patrząc na Bereszyńskiego, to jego powołanie... on tam jedzie wykonywać zadania, które też w ostatnich latach wykonuje. Nie jest 40-letnim zawodnikiem. Nie jest typem, który ledwie łapie się na ławkę. We włoskich warunkach 33 lata to jest siła wieku.
Młodzieniaszek.
Jakby na to spojrzeć, Bereszyński to 1992 rok, Zieliński 1994. Oczywiście nie ma co porównywać, ale Bereszyński został powołany właśnie w takiej roli. Zostawiając to, czy awansujemy na mundial, jesienią, podczas meczów Ligi Narodów, raczej selekcjoner nie będzie powoływał Bereszyńskiego. Pewnie będzie budowa zespołu na eliminacje do następnego Euro. Ale na razie taki gracz jest potrzebny. Taki człowiek jest potrzebny. Z doświadczeniem, spokojem. Wyobraźmy sobie, że jest taka sytuacja w meczu z Albanią lub - oby - w finale z Ukrainą czy Szwecją: prowadzimy 1:0, rywal atakuje, robi ofensywne zmiany, jest potrzebny ktoś, kto wejdzie, aby przytrzymać piłkę, rozegrać, nie panikować. Pewnie Bartosz Bereszyński sprawdziłby się bardzo dobrze. Podejrzewam, że Jan Urban właśnie tak na to patrzy, tak jak poprzedni selekcjonerzy. Kilka pozycji, spokój, ogranie w trudnych meczach. To są mecze o wszystko, jeden i drugi, a Bereszyński grał takich meczów w życiu sporo. Rozumiem to powołanie. Czy ja bym go powołał? Pewnie też, bo zgadzam się z tym, jak myśli Jan Urban. To nie jest zawodnik na wyjściowy skład, ale trzeba mieć takich zawodników w kadrze. Jesienią będzie inna bajka. Teraz jest robota do wykonania, ja Urbana za to powołanie nie krytykuję.
Jest też w tej kadrze Jan Ziółkowski, który miał trudne wejście, do Romy, tak jak można było się spodziewać. Później nastąpił przełom, Puchar Narodów Afryki, brak Evana Ndicki, mecze w podstawowym składzie. Teraz znów tych spotkań jest jak na lekarstwo.
Rzeczywiście, to jest trudna kwestia. Kiedy przyjeżdżał jesienią na kadrę, też nie miał wielu minut w Romie. Ba, on na listopadowy mecz z Holandią przyjeżdżał po wtopie z Viktorią Pilzno, gdzie był zmieniony w 30. minucie, minut wielu nie miał, ale Jan Urban na niego postawił. W październiku też dał mu zagrać kilka minut w kadrze. Najlepiej było wtedy, kiedy reprezentacja nie grała: grudzień, styczeń, brak Ndicki. Grał, bo grać musiał, ale też grał dobrze, solidnie.
Trzeba sobie to powiedzieć. Problem polega na tym, że Jan Ziółkowski w tej kolejce do gry jest ostatnim obrońcą Romy. Od początku sezonu śledziliśmy sobie ten wyścig Daniele Ghilardi vs Ziółkowski. Jeden Włoch, drugi Polak, trochę nieznany. Ziółkowski w tej klasyfikacji był bardzo długo wyżej niż Ghilardi, ale teraz niestety trochę role się zmieniły. Minut jest mało. Był gol z Panathinaikosem w Atenach, ale trochę trzeba przymknąć oko, bo to był taki moment meczu, gdzie praktycznie grał jako napastnik. Roma koniecznie chciała awansować do pierwszej ósemki, żeby oszczędzić sobie play-offów. Potem była długa przerwa. Nie grał, bo wszyscy byli lub są zdrowi. Jeżeli już, to wchodzi na końcówki spotkań.

Powiem tak: mało jest materiału do analizy z ostatnich tygodni. Pewnie najwięcej dzieje się na treningach. Tego nie widzimy. Czy może zmieniło się podejście Gian Piero Gasperiniego do Ziółkowskiego? Kiedy grał w grudniu i styczniu, trener był z niego zadowolony. Miał kilka dobrych meczów, chociażby z Genoą. To też nie jest tak, że nagle coś się Gasperiniemu odmieniło, chyba że stało się coś, o czym nie wiemy. Gasperiniemu łatwo jest podpaść, ale w to nie wierzę, bo Janek trochę już z tym trenerem funkcjonuje, zdołał go poznać. Jest to martwiące, że tych minut nie ma. Czy to się zmieni w najbliższym czasie? Nie mam podstaw, żeby tak sądzić. Niestety, po prostu nie mam. Przyjeżdża bez minut. Przyjeżdżał jesienią i grał, ale myślę, że na tak ważnym zgrupowaniu już nie zagra od początku. Pewnie Jan Urban patrzy na to, że w ostatnich tygodniach materiału nie było zbyt wiele. Oczywiście, on na kadrę powołanie dostaje, bo na reprezentację już przyjeżdżał, ale nie wiem, czy nie powinien grać ktoś w rytmie meczowym. Logika tak podpowiada. Jednocześnie nie wierzę, że Ziółkowski jest skreślony w Romie. Już pokazał, na co go stać. Robi postępy, oby to był tylko chwilowy problem.
Czyli jednak Tomasz Kędziora albo Przemysław Wiśniewski powinien uzupełnić pozycję środkowego obrońcy u boku Bednarka i Kiwiora?
Czy odnaleźliby się lepiej? Kędziora i Wiśniewski grają regularnie, więc po ich stronie jest ten atut. Nie jest powiedziane, że Jan Ziółkowski by sobie nie poradził, pewnie dałby radę. Ale próbując wejść w głowę Jana Urbana... jeśli uzna, że brak rytmu meczowego nie jest problemem, to równie dobrze może grać Ziółkowski. Trudno jest wyrokować na podstawie tego, co widzieliśmy w ostatnich tygodniach u Janka, bo mało widzieliśmy. Nie powiem, że to jest powołanie na wyrost. Roma to klub, w którym jest konkurencja i presja wyniku, a Janek pokazał, że nie pęka, jest mocny psychicznie.
Kiedy grał, czasami problemem było to, że "szedł na raz", z kłopotami radził sobie wślizgami. Czasami zdarzały się kartki. Mecz z Albanią uniósłby spokojnie, finał baraży też. Prowadząc jednak sprawiedliwą weryfikację kandydatów na tej pozycji, na pewno minuty nie są po jego stronie.
Wielu kibiców i ekspertów widziało w kadrze Kacpra Potulskiego. Ostatecznie go zabrakło. Czy brakuje panu 18-latka na liście powołań i czy gdyby znalazł się na niej kosztem Ziółkowskiego czy Bereszyńskiego, zrozumiałby pan taką decyzję trenera?
Zrozumiałbym taką decyzję. Mimo młodego wieku Kacper gra bardzo dojrzale. Miałem okazję oglądać czy komentować kilka jego meczów i naprawdę... zamykając oczy, zapominając, że to polski zawodnik, patrząc na jego ruchy, interwencje, powiedziałbym: kurczę, to jakiś 28-letni piłkarz, mający z 200 meczów w Bundeslidze, 30 w europejskich pucharach. A potem patrzysz i widzisz, że to jest zawodnik bardzo młody. Teraz łapie doświadczenie u trenera Ursa Fischera, który - przejmując Mainz w trakcie sezonu - jest znany z tego, że raczej woli tych zawodników doświadczonych. A on na Kacpra stawia.
Nie dość że stawia, to jeszcze sam mówi, że mimo osiemnastu lat gra jak doświadczony stoper po trzydziestce.
W pewnym momencie zrobiło się gorąco, bo Mainz zaczął grozić spadek. Liga Konferencji trochę ich rozregulowała. Urs Fischer przychodził z prostym zadaniem: uratować zespół, uratować Bundesligę. Jeżeli tak doświadczony trener przychodzi i nie sadza młodego na ławkę, bo teraz starsi muszą sprzątać, tylko dalej ten młody gra, bo trener uważa, że nie różni się niczym od tych doświadczonych... nic więcej nie trzeba mówić. Zrozumiałbym obecność Potulskiego na tym zgrupowaniu kosztem Bereszyńskiego czy Ziółkowskiego. Mam nadzieję, że w czerwcu będzie taki dylemat czy Potulski jedzie na mundial, czy nie. Chociaż wtedy przy jego formie nie powinno być żadnego dylematu. 26 zawodników w kadrze i tam Potulski miejsce mieć powinien. Jeśli nas na mundialu nie będzie, to od jesieni, od Ligi Narodów w dywizji B powinien odgrywać coraz większą rolę w kadrze. Nie często zdarza się, że młody, polski obrońca wyjeżdża do zachodniej ligi, TOP 5 w Europie, i były o nim takie słowa. Szkoda takie coś zmarnować.

Ostatnim zawodnikiem z włoskiej ekipy powołanej przez Jana Urbana jest Nicola Zalewski. Jak toczy się jego kariera w Atalancie?
Podzieliłbym to na cztery kwarty. Początki u Ivana Juricia były dobre, w niektórych meczach wyglądał naprawdę dobrze. Potem był jakiś uraz, w końcówce kadencji Chorwata nie wyglądał najlepiej. Początki za Raffaele Palladino zbiegły się z listopadowym zgrupowaniem reprezentacji, meczem z Holandią i Maltą, gdzie złapał tę nieszczęsną żółtą kartkę, za którą teraz będzie pauzował. Wyglądał słabo. Dopływały takie informacje, że Nicola Zalewski miał czymś - jakby to określić - zajętą głowę. Kilka osób narzekało, że myślami nie jest na boisku. Ciało tak, ale głowa była gdzie indziej. Poukładał to wszystko. Zaczął grać we wyjściowym składzie. W Atalancie to się zbiegło z tym, że Ademola Lookman pojechał na PNA, potem w ogóle odszedł z klubu.
Nicola zaczął grać. Nie na wahadle, tylko już za plecami napastnika. Fajnie zaczęła się układać jego współpraca z Lorenzo Bernasconim, który występuje na wahadle. Oni się rozumieją na boisku. Ostatnio wróciła ta dobra wersja Nicoli. Ktoś powie: ale dalej nie ma liczb, wciąż jest za mało bramek, za mało asyst. To jest jego przypadłość od samego debiutu w Serie A. Ktoś popatrzy na suche liczby i powie: tyle meczów, tyle lat, a asyst i bramek jest mało. Ale wpływ na grę jest duży, także w tych najważniejszych meczach. Mecz z Borussią w Bergamo. Uciekał rywalom, oni łapali na nim kartki. Jest bardzo ważną postacią, zawodnikiem wyjściowego składu. Po tych problemach, które miały wpływ na jego formę w listopadzie i grudniu, nie ma śladu. Czasami zdarza mu się zmarnować jakąś dobrą sytuację, ale ogółem daje radę. Oczywiście nie wszystkie występy są "och" i "ach", bo choćby ostatnio z Hellasem Verona był mniej widoczny, ale cała Atalanta wyglądała słabiej.

My, jako kibice reprezentacji, byliśmy poddaniu takiemu testowi, bo szczególnie za kadencji Michała Probierza Nicola Zalewski był zawodnikiem wiodącym. "Jeżeli on nie zrobi wiatru, to nikt tego nie zrobi". Ta reprezentacja stała się "Nicolozależna". My się zachwycaliśmy, że on nie wygląda jak polski piłkarz. Teraz sytuacja się trochę zmieniła, są inni zawodnicy, którzy też weszli na wyższy poziom. Kuba Kamiński czy Sebastian Szymański. Nicola przyjeżdża teraz w dobrej formie. Mamy dwóch zawodników, u których tych liczb może trochę brakuje, bo u Kuby jest nieco podobna sytuacja. FC Koeln gra nieco słabiej, Kuba nie ma wspaniałych syatystyk, ale jest ważny. I tak samo jest u Nicoli Zalewskiego. W składzie Atalanty jest przecież Giacomo Raspadori, a Polak i tak zachował miejsce w jedenastce. W ostatnich tygodniach zapracował na grę. I gra. O Nicolę jestem spokojny, absolutnie. Były turbulencje w trakcie sezonu, ale ustabilizował to.
Zalewski z Albanią zagrać nie może. Czy ma pan jego następcę na mecz z Albanią? Może stać się nim Oskar Pietuszewski?
Co ja myślę o Oskarze Pietuszewskim? Dobrze, że na tym zgrupowaniu jest. Jan Urban nie miał już wyjścia, żeby po niego nie sięgnąć. Jest to zawodnik wyjątkowy. Taki, których na pęczki raczej nie mamy. Jak oglądałem mecz z Bragą, miałem wrażenie, że Farioli (trener FC Porto - red.) czuł, że on coś wymyśli. Wygra taką piłkę, zrobi taki rajd, który sprawi, że my w tym meczu - jeśli nie wygramy - to przynajmniej zdobędziemy tę bramkę na wagę remisu. I tak rzeczywiście było.
Nie wiem, czy wyjściowy skład dla Pietuszewskiego, ale mieć takiego zawodnika na ławce, to jest moim zdaniem skarb. Jeśli coś ci nie idzie, myślimy o meczu z Albanią, no to patrzysz na ławkę i wpuszczasz takiego gracza, a rywal nie wie, co on wymyśli. Oczywiście notuje straty, jest zawodnikiem młodym, idzie na żywioł. To jest prawo jego wieku. Bardzo się przyda, nawet bez doświadczenia, o to jestem spokojny, zaakceptuje rolę rezerwowego. Co zrobić z absencją Nicoli Zalewskiego? Jeśli myślimy o wyjściowym składzie: Zieliński, Slisz, Cash, Skóraś, Szymański, Kamiński za plecami Lewandowskiego. Może coś w tym stylu?
I wtedy tego miejsca dla Oskara robi się mało.
Wtedy Pietuszewski z ławki, jeżeli trzeba byłoby np. gonić wynik. Tak bym się nad tym zastanawiał pod nieobecność Nicoli. Raczej nikogo nie pomijam, tak to może wyglądać. Może Moder?
Strzelił nawet bramkę z Ajaksem.
Był rzucany na różnych pozycjach, ale powołanie dostał. Jacek Magiera mówił, że go obserwował, więc... chyba tak to będzie wyglądać, jeśli rozmawiamy o tym, kto może wyjść na boisko. A może Jan Urban faktycznie zaryzykuje i da grać Pietuszewskiemu od początku? Żeby to szybko rozstrzygnąć, zdobyć bramkę. Też bym się nie zdziwił. W Porto gra we wyjściowym składzie...
Więc czemu nie w kadrze?
Oczywiście. Grać na Benfikę czy Bragę, a grać na Albanię - z całym szacunkiem dla Albanii - to trudniejsze zadanie chyba ma jednak w Portugalii, tak mi się wydaje. Jan Urban mógłby to zrobić na przekór tym, którzy mówili, że to on robi na przekór, wypowiadając się niezbyt entuzjastycznie nt. powołania 17-latka. A tu nagle byłby wyjściowy skład. To już w ogóle zagrałby wszystkim na nosie.

Na koniec poproszę o kompleksowe podsumowanie albańskich zawodników, którzy mają coś wspólnego z włoską piłką. Kilku ich jest. Na kim można zawiesić oko?
To nie jest drużyna wybitnych techników. Jak wychodzimy od obrońców, Elseid Hysaj to bardzo zgrane nazwisko we Włoszech, swego czasu żołnierz Maurizio Sarriego. Dalej jest w Lazio, ale jego rola się zmniejszyła, grał u niego przez lata w Napoli. Berat Djimsiti przeszedł wiele faz kadencji Gasperiniego w Atalancie i dalej jest zawodnikiem podstawowego składu. To bardzo twardy obrońca. Tak samo jak Ardian Ismajli z Torino. Jego nazwałbym trochę "oldskulowym" obrońcą. Dużo wybić, główek, często przyklejony do napastnika rywali. Dobry defensor, trudno się przeciwko niemu gra. Kristjan Asllani już nie z Serie A, bo gra w Besiktasie. Zawodnik ciekawy, Inter okazał się dla niego zbyt wysokimi progami, w Torino nie zachwycał, ale nadal jest to zawodnik, na którego zwróciłbym uwagę. Nedima Bajramiego pamiętam z Empoli, miał niezłe uderzenie piłki z powietrza, często zaskakujące, też ciekawy zawodnik. Ylber Ramadani, środek pola Lecce, bardzo ważna postać w tym zespole. Chyba tyle z zawodników, którzy z Serie A mieli jakiś kontakt.
Thomas Strakosha występował jeszcze kiedyś w Lazio. Akurat nie był najpewniejszy, ale grał tam parę lat temu. Nie wiem, jak wygląda teraz w AEK-u. Nigdy nie był w ligowej czołówce, ale w tym przypadku mam trochę nieaktualne dane (śmiech). Oni mają dużo kontaktów z włoską piłką, bo Albania to geograficznie bliski Włochom kraj. Przez lata czerpali z włoskiej kultury. Jest wielu Albańczyków, którzy się wyprowadzili lub po prostu uciekli z kraju, jeszcze w latach 80. czy 70. Dla nich Włochy to bardzo bliski kraj. Tak jak polscy piłkarze często wyjeżdżali albo uciekali do Niemiec, też tak bywało, tak samo Albańczycy do Włoch. Wielu zawodników mają na naprawdę wysokim poziomie, ale do tego pewnie nikogo nie muszę przekonywać, bo my z tą Albanią gramy ostatnio tak często... wszyscy wiedzą, że będzie ciężko.










