Mocne wsparcie dla polskich piłkarzy. Mnóstwo Polaków na stadionie
Gdyby decyzja o urzędowym języku danego kraju miała zapadać w oparciu o to, jak często dany język jest używany na stadionie podczas meczu Szwecja - Polska, skandynawski kraj miałby je aż dwa. Polaków na Strawberry Arena jest wprawdzie za mało, by mówić, że ją opanowali, natomiast jest ich znacznie więcej, niż sugeruje pojemność sektora gości.

We wtorkowy poranek w Interii pisaliśmy w ten sposób: W Szwecji - poza coraz śmielej nadciągającymi kibicami z Polski - nie widać śladów meczu na ulicach miasta, jednak bilety na mecz rozeszły się w ciągu dosłownie chwili. Polacy mieszkający w Sztokholmie narzekają, że gdy minutę po zakończeniu barażów próbowali kupić wejściówki, tych już nie było w sprzedaży. Wielu obeszło się smakiem, ale innym udało się je kupić, więc nie jest powiedziane, że na szwedzkich sektorach nie zasiądą nasi rodacy. Ba, wręcz wydaje się to pewne. W samym Sztokholmie mieszka około 26 tys. naszych rodaków.
Później docierały do nas kolejne informacje mówiące, że oprócz 2 tys. Polaków na sektorze gości, w sektorach szwedzkich może zasiąść przynajmniej 5 tys. fanów Biało-Czerwonych. Potwierdziło się to w praktyce, bowiem polskie barwy można obserwować właściwie w każdym miejscu na stadionie - oczywiście przy miażdżącej przewadze tych szwedzkich.
Sam sektor gości pokazał, że czym innym jest mecz u siebie, gdy PGE Narodowy. Doping rozpoczął się w momencie, w którym polscy piłkarze wyszli na rozgrzewkę i do momentu publikacji tego tekstu nie gasł - choć był zakrzykiwany przez dominujących Szwedów.
Szwedów, którzy podczas hymnu Polaków gwizdali, po czym Polacy odwdzięczyli się tym samym. Jedno jest pewne - Biało-Czerwoni dawno nie grali w tak gorącej atmosferze. Kto wie - może ostatni raz w poprzednim barażu w Walii. Oby dziś z takim samym efektem.












