Michał Listkiewicz wspomina Jacka Magierę. "Tacy ludzie dziś to unikat"
- Z Jackiem Magierą kojarzy mi historia sprzed lat, gdy jako piłkarz reprezentacji Polski juniorów, został... namaszczony na trenera. Nie miał wtedy jeszcze 18 lat, a ówczesny selekcjoner naszej juniorskiej kadry Michał Globisz przekonywał mnie, że zrobi karierę na ławce - wspomina Jacka Magierę Michał Listkiewicz, były prezes PZPN.

Jacek Magiera zmarł nagle w piątek przed południem. Asystent Jana Urbana w reprezentacji Polski zasłabł podczas biegania, a jego życia nie udało się uratować. Miał 49 lat. Wspomnienie Michała Listkiewicza zamieszczamy poniżej.
Michał Listkiewicz wspomina Jacka Magierę
- Pierwszy raz zobaczyłem Jacka Magierę w 1995 roku, jak grał w reprezentacji Polski juniorów, która zdobyła juniorskie mistrzostwo Europy pod wodzą trenera Michała Globisza. Mimo bardzo młodego wieku, bo to był wtedy 17-latek, już był typem piłkarza-przywódcy. Po meczu Michał Globisz powiedział mi: to będzie kawał trenera, bo on na boisku widzi więcej, niż ktokolwiek inny. Od zawsze miał do tego smykałkę. I myślę, że gdyby skupił się tylko na pracy z młodzieżą, osiągnąłby z naszymi juniorami niesamowite wyniki. Wielu chłopakom uratowałby kariery - zresztą kilku na pewno to zrobił. Chronił przed pułapkami, rozwijał - zresztą jego wiodącą cechą była indywidualna praca. Poszedł jednak w piłkę seniorską, która jest bezlitosna i ludzi, których horyzonty wykraczają poza futbol - a Jacek takim człowiekiem był na pewno - trochę hamuje.
- Jako nastolatka namaścił go Michał Globisz, ale o tym, żeby poszedł robić papiery trenerskie, słyszał też od Kazimierza Górskiego. "Idź, nie czekaj, rób to, masz do tego smykałkę" - mówił mu. Jestem pewien, że się tak powtórzę, że zrobiłby oszałamiające wyniki w piłce juniorskiej. Trochę za szybko poszedł do seniorów, gdzie warsztat trenerski niekoniecznie jest najważniejszy. Są pewne układy zależności, menadżerowie, nacisk prezesów... w juniorskich kadrach miał predyspozycję, żeby zajść na najwyższe szczyty.
- Jacek mimo młodego wieku był przedstawicielem szkoły, w której lojalność, serdeczność, szacunek dla starszych kolegów, prawdomówność, pracowitość, były jego podstawowymi cechami. Dziś to unikat. Kiedyś to było dość powszechne wśród trenerów wychowanych wczasach Kazimiera Górskiego, czy Antka Piechniczka, czy jeszcze starszych, a Jacek jako młody człowiek reprezentował taką właśnie etykę. Pod względem etyki zawodowej na pewno mieścił się w pierwszej trójce trenerów w Polsce. Jeśli przyjęło się, by o zmarłych mówić tylko dobrze lub wcale, to o Jacku można napisać książkę.
- Zawsze mówiłem mu "na ty" i proponowałem obustronne przejście na tę formę, bo znaliśmy się długie lata - przecież jeszcze w moich sędziowskich czasach prowadziłem mecze, w których grał. Zawsze odmawiał. Mówił: panie prezesie, nie ma mowy, bo dla mnie pan zawsze będzie panem prezesem. Na boisku też był niezwykle kulturalny. Miałem z nim kilka zabawnych historii, wynikających z tego, że byliśmy do siebie podobni fizycznie: z urody i - nie ma co kryć - koloru włosów. Kiedyś powiedział mi, że ktoś się do niego zwrócił "panie Michale" i jakoś zbiegło się to w czasie, gdy ktoś do mnie powiedział "panie trenerze". Opowiadał, że miał okazję dać autograf "na moje konto". Dziś to śmiech przez łzy, natomiast żartowałem wtedy: Jacek, ale ty jesteś o 24 lata młodszy, no to ja będę mógł jeszcze młodym kobietom imponować, że ja to ty. Śmialiśmy się z tego.
Jacek Magiera w czasach trenerskiej kariery prowadził reprezentacje Polski do lat 18, 19 i 20. Był szkoleniowcem Legii Warszawa, Zagłębia Sosnowiec i Śląska Wrocław. Od kilku miesięcy pełnił rolę asystenta Jana Urbana w pierwszej reprezentacji Polski.











