Łukasz Gikiewicz: Kadra Urbana - wraca stare, idzie nowe
Jan Urban ogłosił powołania na mecze z Holandią i Finlandią, nieco zaskakując niektórymi swoimi wyborami.

Widzimy wiele wyborów z kategorii "standardowe", ale z drugiej strony - kogo ma wymyślić nowy selekcjoner, jeśli pula piłkarzy z polskim paszportem jest ograniczona? To wciąż jest mieszanie tej samej herbaty, która od mocniejszych ruchów łyżeczką nie zrobi się słodsza. A cukru mamy niewiele. Powiedzmy, że Jan Urban ma wpływ na czas zaparzania i niektóre dodatki. Ale może właśnie jemu uda się zrobić taką, która będzie przyjemna do picia?
Przede wszystkim: wraca Robert Lewandowski, od razu z opaską kapitańską na ręku. To odcięcie grubą kreską całego zamieszania, jakiego świadkami byliśmy przy okazji ostatnich podrygów kadencji Michała Probierza. I dobrze. Najlepiej byłoby uznać, że ostatnie zgrupowanie się nie odbyło.
Kamil Grosicki chyba pomyślał tak samo, bo mimo pożegnania reprezentacji z wielką pompą - na biało-czerwonej emeryturze był zaledwie 84 dni. Ledwo powiedział "do widzenia", a już może powiedzieć: "dzień dobry". Albo raczej: "nadszedł dzień dzisiejszy". Też dobrze? Chyba tak. Jeśli popełnił błąd, to zbyt szybko się żegnając, a nie pomagając reprezentacji Polski kiedy ta wciąż potrzebuje jego usług.
Piotr Zieliński jako wicekapitan. Jan Bednarek, który zaliczył świetne wejście do FC Porto, jest trzeci w kolejce. Hierarchia jasna. Szatnia, mam nadzieję, poukładana. Oby obyło się bez kwasów. Bo piłkarsko nie jesteśmy tak mocni, by podbijać świat bez dobrej atmosfery w zespole.
Najbardziej dziwi brak Marcina Bułki, który brak powołania skwitował wymownym zdjęciem w social mediach. Jest Łukasz Skorupski - i dobrze. Mamy Kamila Grabarę, który na powołanie zasługiwał nie od wczoraj. Ale czy Bułka jest gorszym bramkarzem od Bartosza Mrozka z Lecha Poznań? Mimo dobrej formy golkipera mistrza Polski, Bułka to jednak świetny piłkarz, który do Saudi Pro League nie pojechał ani przypadkowo, ani na emeryturę. Skoro z podobnej ligi powołany jest Krzysztof Piątek... "Facepalm" nie dziwi.
Wśród powołań na wyrost najczęściej przewijają się nazwiska Bartosza Kapustki i Arkadiusza Pyrki. Ten drugi miał zmarnowane pół roku w Gliwicach, gdy nie chciał przedłużyć kontraktu - ale jednak zaczął nowy sezon Bundesligi w pierwszym składzie FC Sankt Pauli. Został zmieniony w obu meczach, ale żadnego z nich beniaminek z Hamburga nie przegrał. Nie popełnił w defensywie żadnego błędu skutkującego golem czy strzałem. Wygrał 67% pojedynków, taką samą ma skuteczność dryblingów, średnio 9 na 10 jego podań dochodzi do celu, miał 3 kluczowe podania - mnie to powołanie nie dziwi.
Trochę inaczej jest z Kapustką, który początek sezonu rozpoczął na ławce rezerwowych warszawskiej Legii. Akcja najbardziej "viralowa" z jego udziałem to ta, w której fatalnie wykonał stały fragment gry. W eliminacjach do pucharów zanotował jednak łącznie bramkę i trzy asysty, więc ten wybór też w jakiś sposób się broni.
Jestem ciekaw patrząc na powołania, czy będziemy grali czwórką z tyłu? Jan Urban wskazywał w wywiadach, że problemem do przejścia na taką formację są lewi obrońcy. Zastanawiam się, czy powołania dla Wiśniewskiego, Bednarka, Ziółkowskiego i Kędziory, który gra w Grecji jako jeden z dwóch stoperów, nie są odpowiedzią to pytanie? Prawych obrońców jest trzech. Na lewej zostaje tylko Jakub Kiwior.
Poza tym, wszystko się zgadza: jest czterech bocznych pomocników, pięciu środkowych i czterech napastników. Można grać 4-4-2, można 4-3-3, ale też zostawić wahadła, na których obce nie jest granie dla wielu piłkarzy, jak Cash, Wszołek, Pyrka, Zalewski czy Frankowski. Urban dał sobie szansę na to, by dopiero na zgrupowaniu ostatecznie zdecydować, jak będziemy grać.
Holandia za pasem. Rotterdam, De Kuip, 4 września. To nie będzie spacerek. Od razu starcie z drużyną, która rywali potrafi zdominować, zamknąć na własnej połowie, męczyć długimi akcjami, a wreszcie wcisnąć kilka ciosów. Jeśli chcemy tam ugrać cokolwiek, potrzebujemy genialnego planu, dużej ilości szczęścia oraz dobrej dyspozycji dnia większości piłkarzy. Wszystkiego na raz. A przecież czasu na pracę nie ma wiele. Plan trzeba wcielić w życie. Nie dzieje się to na pstryknięcie palcami.
Jeszcze ważniejsze po czerwcowej porażce 1:2 jawi się spotkanie rozegrane trzy dni później z Finlandią w Chorzowie. Tu już nie będzie wymówek. Chcemy dać sobie szansę wyjazdu na mundial za pośrednictwem baraży - musimy wygrać. Trzymam kciuki, żeby tym razem zgrupowanie przyniosło nam tyle radości, co ostatnio powodów do zdenerwowania.













