Łukasz Gikiewicz: Jan Niepokonany i Jerzy Zwycięski. Odmienili oblicze kadry
Reprezentację Polski w piłce nożnej mężczyzn da się oglądać! Zapytacie: którą, pierwszą czy młodzieżową? Obie!

To był naprawdę udany wieczór dla każdego kibica biało-czerwonych. Najpierw straty w meczu z Włochami odrobiła kadra U-21, notując piąte zwycięstwo w piątym meczu Jerzego Brzęczka.
Z jak wielką przyjemnością się patrzy na grę tych chłopaków! Z jaką odwagą potrafią dryblować! I to nie jest sztuka dla sztuki, a mijanie rywali w pełnym biegu. Przecież ta ruleta na środku boiska Jana Faberskiego, która skończyła się pięknym rajdem i asystą (a poprzedzona była wygranym pojedynkiem bark w bark - komplet!), ma potencjał na viral. Zrobił to jak Zinedine Zidane i nie ma w tym odrobiny przesady.
Takie rzeczy cieszą mnie bardziej niż wynik, który w młodzieżowym futbolu nie jest najważniejszy. Oczywiście, oddajmy cesarzowi Jerzemu co cesarskie: jego kadra tylko wygrywa.
Trójka z Macedonią, czwórka z Armenią, dwa gole z z Czarnogórą - te zwycięstwa, z zachowanym czystym kontem, były powodem do zadowolenia. 6:0 na wyjeździe ze Szwecją - do euforii. A teraz kontynuujemy zwycięski marsz po Mistrzostwa Europy U-21 w wielkim stylu, odrabiając straty z Włochami.
Pierwsza połowa, choć zabrakło w niej bramek, była dla biało-czerwonych bardzo udana. Dość powiedzieć, że to my częściej posiadaliśmy piłkę, co w starciu z takim rywalem nie jest proste. Po zmianie stron Włosi przejęli inicjatywę, ale my za to dokonaliśmy zmian piłkarzy. I to rezerwowi dali nam zwycięstwo.
Pieńko, Reguła, Pietuszewski - w tych nazwiskach już jest bardzo dużo jakości, a jeszcze więcej potencjału. Tymczasem strzelcy bramek dopiero weszli w końcówce: Bogacz płaskim strzałem wyrównał, Kuziemka huknął z woleja nie do obrony, a wspomniany już Faberski miał udział przy obu bramkach. Z jaką lekkością, pewnością, odwagą z piłką przy nodze poruszali się młodzi reprezentanci! Bez kompleksów. Bez nadmiernego respektu. Wyróżniać można wielu. Mnie, z nieoczywistych zawodników, w pamięci zapadnie Kozubal. Piłkarz Lecha grał jak na kapitana przystało, a przerwanie akcji w parze ze sprowokowaniem drugiej żółtej kartki dla włoskiego skrzydłowego było majstersztykiem.
"Jestem dumny, bo wielu piłkarzy nie mogło przyjechać na to zgrupowanie. Ci, którzy dostają szansę, to ją wykorzystują. Gratuluję chłopakom i dziękuję sztabowi" - przyznał Jerzy Brzęczek. Ja też jestem dumny z tej drużyny. Problem zwykle był taki, że w momentach, w których byliśmy dumni z reprezentacji młodzieżowej, do gry wchodziła dorosła. I już tak kolorowo nie było.
Tymczasem w piątkowy wieczór nie zawiedli także starsi koledzy.
I zanim cokolwiek napiszę o meczu z Holandią, przypomnę kontekst. Do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, a już w szczególności dotyczy to nas, kibiców reprezentacji Polski. Bardzo szybko potrafimy przejść od tragedii do euforii i z powrotem, bo rozczarowanie po tej pierwszej wynika często z rozdmuchanych oczekiwań.
Piłka nożna tymczasem uczy pokory, a my mieliśmy w ostatnich miesiącach czy latach bardzo dużo lekcji. Mecz za meczem poprzeczka naszych oczekiwań była opuszczana w dół przez Finów czy Litwinów. Szkocja wyrzuciła nas z Ligi A w Lidze Narodów. Piątką powiozła nas Portugalia. Nie wygraliśmy żadnego meczu na ostatnim EURO, na który awansowaliśmy ledwo co. W eliminacjach z Mołdawią wyciągnęliśmy jeden punkt na sześć. Lepsi okazali się Czesi czy Albańczycy. Mundial? Wyjście z grupy, ale okupione słabą grą i katastrofą wizerunkową. Kadencja Paulo Sousy to też masa rozczarowań z dwoma remisami w międzyczasie. Włącznie z rozgrywanym w 2021 roku EURO 2020. Równia pochyła od ery… Jerzego Brzęczka. Może to nie przypadek.
I właśnie taką reprezentację - przeżywającą słaby okres w fatalnej atmosferze, tuż po porażce 1:3 z Finlandią i aferze z odebraniem opaski kapitańskiej Robertowi Lewandowskiemu, który zrezygnował z gry w kadrze - objął Jan Urban.
I nie słuchaliśmy o długofalowej budowie. Nie czekaliśmy miesiącami na jakiekolwiek zręby nowej myśli szkoleniowej. Nie żyliśmy iluzją. Nie było to "kibicowanie życzeniowe", że może kiedyś będzie dobrze. Jak w tej przyśpiewce: już za cztery lata Polska będzie mistrzem świata.
Bajki.
Jan Urban wszedł do kadry z buta. Zaczął od remisu z Holandią, a jego drugi mecz był kluczowy dla tych eliminacji. Wygrywając 3:1 z Finlandią uratował nam baraże na mundial. Do dziś nie przegrał, chociaż po zwycięstwach z Nową Zelandią i Litwą znów musiał mierzyć się z Holendrami.
Jakość piłkarska na wielu pozycjach była wyższa po stronie piłkarzy z kraju tulipanów. Nie ma co tego ukrywać. Technika, drybling, siła i pewność w podaniach, często nieszablonowych.
Z takim rywalem musimy zagrać niemal idealnie, by wygrać. Przysnął na chwilę Michał Skóraś - Holendrzy bezlitośnie wyrównali. Ale takich okazji do swobodnego strzelania nam bramek nie mieli wiele. I to już nasza zasługa.
Z dużym poświęceniem, walką, determinacją reprezentacja Polski grała w defensywie. Najważniejsze jednak, że z wiarą i chęcią strzelenia bramki wychodziła z kontratakami. Nie były to wypady pro forma. Naprawdę widać tam było pomysł. Każda akcja miała swój cel. I wyglądało to tak, jakby każdy z naszych piłkarzy go znał, co wcześniej nie było takie oczywiste.
Jest dobra atmosfera - to widać w małych rzeczach, gestach, mowie ciała. Walczymy jeden za drugiego. Tworzymy zespół, nie tylko z nazwy. A taka drużyna nie będzie miała trudności ze zdobyciem serc umęczonych dekadami porażek kibiców kadry.
Tu, prawie jak w młodzieżówce, wynik nie był aż tak kluczowy jak zwykle. Tej grupy, nawet gdybyśmy zwyciężyli z Holandią, nie wygramy. Po porażce Finlandii z Maltą, nie spadniemy też na trzecie miejsce. Mamy pewne baraże. W takich okolicznościach ciekawiło mnie to, w jaki sposób będziemy grać.
I się nie zawiodłem, bo tworzyliśmy naprawdę dużo dobrych okazji. I to od pierwszej minuty. Dosłownie. Nicola Zalewski w stuprocentowej sytuacji nie trafił, ale fakt, że się w niej znalazł, to efekt kilku dobrych decyzji i zagrań. Szalał w tym meczu Matty Cash, jeden z najlepszych naszych piłkarzy. Mimo błędu przy bramce, niezłe zawody zagrał Michał Skóraś. Szybki na pierwszych metrach, zwinny, nieustępliwy, wygrywający pojedynki.
Bardzo dobry był Piotr Zieliński. Martwię się o "szóstkę" w reprezentacji Polski od dawna, tymczasem z Holandią zagraliśmy bez typowego defensywnego pomocnika - i nic się nie stało. Bo "Zielu" wziął na siebie ciężar pracy w obronie, a przy tym pozostał świetny w kreacji. Kiedy trzeba było - przyspieszył, zwolnił, przerzucił na drugą stronę. Generał.
Akcja bramkowa to cudowne podanie Roberta Lewandowskiego i zakończenie akcji przez Jakuba Kamińskiego, który tą bramką wyprzedził Casha w wyścigu o tytuł MVP tego spotkania.
Można tak oceniać jednostki, nazwisko po nazwisku - ale najważniejsze jest to, że razem tworzą jeden organizm. Póki co, Jan Urban jest niepokonany. Nie ma co się łudzić, że ten stan będzie trwał w nieskończoność. Ale nie mogę się doczekać, by znów oglądać tak grającą reprezentację. Kibicuję jej zawsze, ale takiego odczucia co do jej gry już dawno nie miałem.













