Losy Urbana i Lewandowskiego, czyli co w polskiej piłce zdarzy się w nowym roku
Każdy rok w piłce nożnej przynosi całą masę mniej lub bardziej zaskakujących zdarzeń. My wybraliśmy osiem typów - w tym kilka zupełnie nieoczywistych - co czeka nasz futbol po zmianie kalendarzy z 2025 na 2026 rok.

Celem tego tekstu nie jest zgadywanie wyników poszczególnych meczów, dlatego na najistotniejsze pytanie w rozpoczętym właśnie roku - czy Polska awansuje na mistrzostwa świata - odpowiedź brzmi: nie wiem. Natomiast już dziś mamy wiele przesłanek, by na inne palące kwestie poszukać odpowiedzi. Za rok będziemy wiedzieć, ile z nich będzie poprawnych, ale już teraz każda z nich zbudowana jest na konkretnych przesłankach.
1. Jan Urban zakończy 2026 rok jako selekcjoner reprezentacji Polski
Nie wyobrażam sobie, co musiałoby się stać, by Cezary Kulesza uznał, że czas na zmianę. Weźmy te negatywne opcje: nie jedziemy na mundial, przegrywamy baraże. Jeśli po naprawdę wysokiej porażce, pewnie prezes PZPN by się nad zmianą zastanowił, ale jeśli to będzie zwykła porażka, to sens burzenia i budowania od nowa byłby co najmniej kontrowersyjny. I wątpię, że w PZPN-ie będą go widzieć. Jeśli awansujemy na mistrzostwa, ale tam szybko odpadniemy, to tym bardziej nie umiem wyobrazić sobie zmiany - zwłaszcza w kontekście tego, że Michał Probierz utrzymał pracę po przegranym Euro. Jan Urban jednocześnie nie wywoła wokół siebie atmosfery, która go pogrąży, bo ani nie stanie się Michniewiczem, ani Santosem, ani Probierzem, ani nie będzie palił się do ucieczki jak Sousa. Jeden z typów, których jestem najbardziej pewny, co jest o tyle ciekawe, że w Europie w tej dekadzie chyba jesteśmy liderem pod kątem liczby zmian na stanowisku selekcjonera.
2. Robert Lewandowski odejdzie z Barcelony
Na dziś nie ma żadnej decyzji w tej sprawie, ale barometr nastrojów wydaje się wychylać w kierunku zmiany barw klubowych. Obecny sezon jest pierwszym od transferu z Bayernu Monachium, w którym rola polskiego napastnika jest ograniczana. Do tego dochodzą wcześniej nieobecne drobne kontuzje, zmieniające się na niekorzyść możliwości motoryczne (kluczowe w wizji futbolu Hansiego Flicka), czy mecze, w których kapitan reprezentacji zwyczajnie nie zachwyca. A atrakcyjnych opcji na stole dla Lewandowskiego nie zabraknie - bo pojawią się i z USA, i z Arabii Saudyjskiej, i z kilku znanych europejskich marek, gdyby Lewandowski stwierdził, że nie jest zainteresowany zejściem z określonego poziomu.
Zobacz również:
3. Naprawdę duży transfer w Ekstraklasie
A mówiąc bardziej szczegółowo: w 2026 roku do Ekstraklasy bezpośrednio z top 5 lig w Europie trafi piłkarz, który w obecnym sezonie pełni istotną rolę w swoim zespole, i za którego trzeba będzie zapłacić kilka milionów euro. Tutaj wzrok kieruje się przede wszystkim w stronę Widzewa Łódź. W niedawnym wywiadzie na klubowym kanale Piotr Burlikowski i Dariusz Adamczuk wspominali, że nazwiska, jakie rzuca Robert Dobrzycki - piłkarzy, na sprowadzenie jakich jest w stanie wyłożyć grube pieniądze - są szokujące na tyle, że ich sprowadzenie to misja niemożliwa. Zatem możemy domyślać się, o jakim kalibrze transferów myśli właściciel Widzewa. Ale skoro nie da się sprowadzić kogoś z tak wysokiej półki, zawsze można sięgnąć niżej, jednocześnie wciąż pozostając w gronie piłkarzy z lig top 5. Nie zapominajmy też, że przy pięciu ekipach w pucharach i wizji tego, że mistrz Polski z następnego sezonu zapewni sobie grę bezpośrednio co najmniej w Lidze Europy, a zdobywca Pucharu Polski co najmniej w Lidze Konferencji (wyniknie to z rankingu), Polska stanie się bardzo atrakcyjnym rynkiem. Jeśli Crvena Zvezda potrafiła przed obecnym sezonem wyciągnąć Shavy'ego Babikę z Ligue 1, po tym, jak rozegrał 30 meczów dla Tuluzy w najświeższych rozgrywkach, i zapłacić za niego 4 mln euro, to ja wierzę, że i takie transfery będą możliwe u nas.
4. Oskar Pietuszewski zadebiutuje w podstawowym składzie reprezentacji Polski w meczu o punkty
Myślę, że tak się stanie bez względu na to, czy Pietuszewski trafi do Porto, czy zostanie w Jadze. W Porto przy kalendarzu wypchanym pod korek będzie miał sporo okazji do gry (istnieje nawet Puchar Ligi), nie mówiąc już, że jeśli Porto wyłoży 10 mln euro, a o takich kwotach się mówi, to nie po to, by chłopaka przyspawać do ławki. Pietuszewski będzie wiosną grał - w Jagiellonii lub nowym klubie - a jeśli utrzyma poziom, to wreszcie Jan Urban da mu zadebiutować. Do tej pory nie dał, bo dysponował Nicolą Zalewskim i Michałem Skórasiem, ale forma nie jest niczym stałym, co zresztą widać po Zalewskim (w sumie Skóraś też coś o tym wie). Rok jest długi i przyjdzie czas na Pietuszewskiego, by wszedł na drugie miejsce w hierarchii u Urbana, a gdy już będzie drugi, to i okoliczności - jak to w piłce - przełożą się w pewnym momencie na podstawowy skład.
5. Polski zespół zagra w półfinale Ligi Konferencji
Jedna z najbardziej ryzykownych prognoz, ale... czemu nie? Skoro wiosną zaatakujemy te rozgrywki trzema klubami, w dodatku przy dość skromnej liczbie potęg z czołowych lig oraz przy własnym nastawieniu, że już nic nie musimy i można zagrać bez wielkiej presji. Liga Konferencji jest nasza. Bilans polskich klubów przeciwko drużynom z pierwszego koszyka na przestrzeni dwóch ostatnich lat to 5-1-0. Nie mamy powodów, by uważać się za pariasów Ligi Konferencji, wręcz przeciwnie. Rok temu wprowadziliśmy dwie drużyny do ćwierćfinału, czyli półfinał jest realny.
Zobacz również:
6. Marek Papszun zrobi lepszą średnią punktową wiosną w Legii, niż w Rakowie jesienią
To nawet nie jest kwestia wiary w warsztat Marka Papszuna, ale zbioru różnych faktów: kadrę Legii po pierwsze uważam za silną na tyle, by przy jakichkolwiek umiejętnościach trenerskich zapunktowała w wielu meczach dużo lepiej niż to robiła - choćby z Celje, Spartą i Motorem. W tych trzech spotkaniach był jeden zdobyty punkt, a w każdym z nich oprócz skuteczności zabrakło po prostu określonych decyzji z ławki. Druga sprawa, to Legia zyskuje nie tylko Papszuna, ale też jego sztab. W dzisiejszej Ekstraklasie brak sztabu bezpośrednio przekłada się na brak konkurencyjności względem innych - to już przestanie być problemem.
Mówi się, że Marek Papszun potrzebuje w swoich drużynach czasu, by zaskoczył jego plan, ale co sprowadza się do błędnego przekonania, że zawsze będzie dobierał te same środki, bez względu na okoliczności. A czymś innym jest "bycie" Markiem Papszunem na początku sezonu, gdy jest mnóstwo czasu do odrabiania strat, a czymś innym, gdy trzeba od razu punktować. Metody muszą być dobrane do celu, a w przypadku Legii będzie nim awans do europejskich pucharów, nawet jeśli dziś to wygląda na walkę o utrzymanie. Poza tym nawet jeśli potrzebuje czasu, to pamiętajmy, że to jest masa jednostek treningowych, bo Legia już nigdzie indziej nie gra niż w Ekstraklasie, a przed nią też cały styczeń przygotowań. Raków w tym sezonie punktuje średnio 1,61 na mecz. Legia Papszuna - na moje oko - ten wynik przebije. Żeby tak się stało, w 16 meczach musi zdobyć przynajmniej 26 punktów.
7. Niels Frederiksen odejdzie z Lecha Poznań
Duńczykowi sypie się sztab, a mam wewnętrzne poczucie, że Frederiksen w Lechu był silny właśnie swoim sztabem. Oczywiście nie tylko, ale że była to duża wartość dodana. Było już kilka momentów jesienią, które kazały zadać sobie pytanie, czy projekt obecnego Lecha ma sens w kolejnym sezonie i wydaje mi się, że późną wiosną poznamy odpowiedź, że nie, a w kolejny sezon Lech wejdzie już z nowym trenerem. Negocjacje odnośnie nowego kontraktu jeszcze nie ruszyły, co też jest sygnałem, że nie ma w Poznaniu bezgranicznego przekonania, że zmiana na ławce będzie zła.
8. Adrian Siemieniec w roku 2026 odejdzie z Jagiellonii
Jeden z najlepszych polskich trenerów właśnie związał się z holenderską agencją. Po świętach pojawiły się też plotki odnośnie zainteresowania nim ze strony klubów z Beneluksu, do tego - w myśl prognozy w akapicie wyżej - zwolnić się może posada w Lechu, co też będzie jakąś opcją - zwłaszcza, że Siemieniec stylem gry do Lecha pasuje i nie wierzę, że w klubie, w którym uznano, że Mariusz Rumak to dobra opcja, nikt nie poświęci choć chwili na zastanowienie się nad opcją z Siemieńcem. Trener Jagiellonii urósł przez ostatnie trzy lata i bardzo prawdopodobne, że będzie chciał spróbować czegoś innego. Pamiętam, gdy odwiedziłem go po meczu z Ajaxem w poprzednim sezonie. Siedzieliśmy w jego gabinecie, gdzie stała tablica z nazwiskami wszystkich piłkarzy pierwszej drużyny Jagi. Nagle Siemieniec zaczął na nią wskazywać: ten piłkarz był niechciany w jednym klubie, ten do odbudowy, ten wzięty z głębokiej rezerwy. Jagiellonia buduje bezpiecznie, co jest godne pochwały, ale to też ogranicza możliwości.
Każdy zdaje sobie sprawę, że przecież Adrian Siemieniec nie zostanie w Białymstoku do końca kariery i że moment na odejście wreszcie nastanie. Jak dla mnie - nastanie teraz, po sezonie. Będą opcje na stole, będzie poczucie świetnie wykonanej pracy, będzie szansa, by odejść będąc na szczycie - bo nawet jeśli Jagiellonia skończy sezon w środku tabeli, choć nie sądzę, paradoks Siemieńca polega na tym, że to i tak będzie odejście ze świadomością odchodzenia na szczycie. Po najlepszym okresie w całej historii klubu, po dwukrotnym wprowadzeniu Jagi do wiosennej części europejskich pucharów, w tym przynajmniej raz do ćwierćfinału.











