Legenda polskiej piłki wprost o Lewandowskim i Urbanie. Nie owija w bawełnę
- Ja o tym cały czas myślałem, że jeśli wejdziemy na mundial w dobrym stylu, to ta drużyna dostanie pozytywnego kopa. Tym bardziej, że jest dużo młodych, utalentowanych zawodników. A tu niestety smutek i żal, że nie pojedziemy. I znowu będzie to dla nas bardzo duża strata. Mentalnie trudno będzie ten mecz jakoś przetrawić, a skaza zostanie - mówi w rozmowie z Interią Henryk Kasperczak, były znakomity trener, który z sukcesami prowadził także drużyny narodowe. Jako piłkarz zdobył brązowy medal mistrzostw świata.

Artur Gac, Interia: To jest niemożliwe, ja nie znajduję słów, jak można po takim meczu odpaść. Jakbyśmy trafili na najbardziej przebiegłego przeciwnika globu. Tak nas Szwedzi w kluczowych momentach, przy naszych błędach, rozegrali.
Henryk Kasperczak: - W stosunku do meczu z Albanią, gdzie przeciwnik nie wykorzystał okazji, jakie miał na strzelenie bramek, tutaj Szwedzi wykorzystali wszystko, co mogli. Mieli kilka tych sytuacji i zrobili nimi całą robotę. Oczywiście na boisku sprawiedliwości zawsze nie ma. Byliśmy zespołem lepszym, a niestety przegraliśmy ten mecz. Więcej graliśmy piłką, wszystko było pozytywniejsze dla nas niż Szwedów, lecz oni w momentach ważnych wykorzystywali okazje. Ich skuteczność ofensywna była praktycznie na sto procent.
Z czym zostaliśmy po takim meczu?
- Zostaje oczywiście wielkie zmartwienie, bo rzeczywiście ta drużyna mogłaby pojechać na mistrzostwa świata i pokazać się z dobrej strony. Ja zawsze wracam do tego naszego meczu z Wembley z 1973 roku, gdzie po pokonaniu Anglii u siebie, zremisowaliśmy z nią na wyjeździe. I to nam dało takiego kopa, że później na mistrzostwach świata ta drużyna po prostu grała świetny futbol. Tutaj też widziałem, że Polacy nie ustępowali.
No właśnie, też miałem takie myślenie, że dobry wynik po takiej grze mógłby nas absolutnie zbudować w kontekście nadciągającego mundialu.
- Oczywiście. To by było fantastyczne. Ja o tym cały czas myślałem, że jeśli wejdziemy na mundial w dobrym stylu, to ta drużyna dostanie właśnie pozytywnego kopa. Tym bardziej, że jest dużo młodych, utalentowanych zawodników. A tu niestety smutek i żal, że nie pojedziemy. I znowu będzie to dla nas bardzo duża strata. Dla drużyny i również szerzej, bo na pewno znajdą się ludzie, którzy będą krytykowali.
O ile po wygranym meczu z Albanią indywidualny błąd Jana Bednarka rozszedł się po kościach, tak tutaj żal jest ogromny. Mieliśmy ostatni fragment meczu, chwilę wcześniej Kamil Grabara popisał się piękną interwencją, a za moment taka nonszalancja we wznowieniu gry... Ta akcja była długa, ale to jest nieakceptowalne.
- W tej sytuacji może ma pan rację. Ja uważam, że nic nie wskazywało, że ten mecz możemy przegrać. Byliśmy zespołem lepszym, graliśmy lepiej i na wyjeździe strzeliliśmy dwie bramki, co też jest bardzo ważne. W tych okolicznościach można było liczyć, że wygramy to spotkanie.
Krótko mówiąc, niezrozumianie przegrany mecz przez Polaków. Jakbyśmy sami się pokonali, jakbyśmy grali z najbardziej wyrachowanym rywalem na świecie. Nie do odżałowania jest to porażka.
- No tak, bo co w tym wszystkim jest smutne? Że przeciwnik wykorzystał swoje wszystkie okazje. Pewnie, że byliśmy zdecydowanie lepsi w tym meczu w stosunku do Szwedów, ale wróćmy jeszcze do pierwszego pojedynku z Albanią. Kilka dni temu być może byliśmy słabsi od rywala, a wygraliśmy mecz.
Pierwsza połowa w Sztokholmie przypomina mi wynik całego meczu Polska - Albania, gdy goście stwarzali sytuacje, a myśmy ich dwa razy skarcili.
- Wykorzystali wszystko, co nie udało się Albańczykom. Dlaczego tak się dzieje, możemy się nad tym próbować pochylić, że Polacy raz zagrają słabo i wygrywają, a innym razem rozgrywają cudowny mecz po ledwie kilku dniach, który nic im nie daje? Ta zmiana jakościowa w ciągu pięciu dni tylko pokazuje, że coś jeszcze trzeba poprawić. W tej chwili mentalnie trudno będzie ten mecz jakoś przetrawić, a skaza zostanie, bo mieliśmy wszystkie możliwości, aby pojechać na mistrzostwa świata kosztem Szwedów.
Piekielnie szkoda też takiego piłkarza, jak Robert Lewandowski, który jest już na absolutnym finiszu swojej kariery. Jest jednym z naszych najlepszych zawodników w historii, a zabraknie mu ukoronowania reprezentacyjnej kariery występem na mundialu.
- Sam jestem ciekaw, jaką decyzję podejmie Lewandowski. W tej sytuacji na pewno będą jakieś roszady w reprezentacji w stosunku do sytuacji, która zaistniała. Byłoby niesamowicie inaczej, gdybyśmy się zakwalifikowali. To znów byłby postęp polskiej piłki, a oprócz tego przyszłościowo, mentalnie i psychologicznie na bazie takie awansu można było stworzyć coś bardzo solidnego. A tak będziemy dalej budować. I zostają pytania, z jakim pożytkiem i ile to będzie trwało.
Znów wracamy do trudnego momentu.
- No właśnie, świetnie pan powiedział. Do trudnego, bardzo trudnego momentu. Jednak nie wolno załamywać rąk, tylko według mnie trzeba sobie powiedzieć, że mamy zawodników z talentem. I trzeba to wykorzystać. W piłce nożnej każdy mecz jest inny, każda sytuacja jest inna. Trzeba wierzyć w to, że idziemy w dobrym kierunku. Powiem szczerze, że w tym wszystkim broniłbym selekcjonera Jana Urbana. Bo rzeczywiście taktycznie i grą polski zespół mógł się podobać. Szkoda, że tak szybko tracimy bramki, przed którymi można było się wybronić. W dodatku w ważnych momentach. Naszą rozmowę chcę zakończyć jednym zdaniem: drużyna lepsza w piłce nożnej też oczywiście, a w tym przypadku niestety, przegrywa.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl














