Kurtyna runęła. Szwedzi gaszą światło. Tak kończy się sen o mundialu
Po heroicznym boju Polska przegrała 2:3 ze Szwecją w finałowym barażu o awans do mundialu. Rywale wychodzili na prowadzenie aż trzykrotnie. Ostatni cios zadali w 88. minucie, nie dając już "Biało-Czerwonym" szans na kolejną ripostę. Nie zagramy w finałach MŚ po raz pierwszy od 12 lat. Jan Urban poniósł pierwszą porażkę w roli trenera kadry. W najważniejszym momencie selekcjonerskiej misji.

W finale fazy barażowej meldowaliśmy się z niepokonanym do tej pory selekcjonerem. Była pełna zgoda, że w tej roli Jan Urban kiedyś musi przegrać po raz pierwszy. Nikt nie kwestionował tego, co nieuchronne. Chodziło tylko o nieco lepszy moment. Nie dzisiaj. Nie 31 marca 2026 roku w Solnej.
Tego dnia liczyło się tylko jedno: przełamać szwedzką klątwę każdym dostępnym sposobem. Suche statystyki pozwalały wierzyć, że nigdy wcześniej nie było o to łatwiej. Naprzeciw nas stanęła przecież drużyna, która w tych eliminacjach nie wygrała u siebie meczu, notując wstydliwy bilans bramkowy 1:4.
Szwecja - Polska. Wymiana ciosów przed przerwą. Urban szaleje z wściekłości przy linii bocznej
W wyjściowej jedenastce "Biało-Czerwonych" oglądaliśmy trzy nowe twarze. Karol Świderski miał wzmocnić siłę ognia u boku Roberta Lewandowskiego. Przemysław Wiśniewski - zgodnie z przewidywaniami - został oddelegowany do zneutralizowania Viktora Gyokeresa. Do gry po kartkowej absencji wrócił także Nicola Zalewski.
- Zalewski zagra od początku. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby rezygnować z tak klasowego zawodnika - mówił na przedmeczowej konferencji prasowej Urban. Jeszcze w pierwszej spotkania te słowa miały się odbić głośnym echem dwukrotnie.
Podobnie jak w starciu z Albanią rozpoczęliśmy mecz z rozmachem. Atak od pierwszej akcji, przewaga w posiadaniu piłki, zero kalkulacji. To mogło się podobać. Czekaliśmy tylko na moment przełamania szwedzkiego rygla.
Ale zanim do tego doszło... Szwedzi prowadzili 1:0. Po szybko rozegranym ataku bez przyjęcia z linii pola karnego uderzył Anthony Elanga. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki. Kamil Grabara nie miał szans na skuteczną interwencję.
Pierwszy koronkowa akcja, pierwszy celny strzał i od razu gol. Gospodarze nie mogli sobie wymarzyć lepszego scenariusza. Strawberry Arena zapłonęła.
Tyle że stracona bramka nie podcięła Polakom skrzydeł. Natychmiast ruszyli do odrabiania strat. Kristoffer Nordfeldt wybronił jeszcze kąśliwe uderzenia Świderskiego i Jakuba Kamińskiego, ale w 33. był już bezradny.
W tym momencie na pierwszy plan wychodzi w całej okazałości Zalewski. To on zmusił szwedzkiego golkipera do kapitulacji. Z okolic narożnika pola karnego zszedł do środka, uderzył po koźle i zrobiło się 1:1.
Rywale byli przez moment zamroczeni. Niewiele brakowało, a wykorzystałby to już kilkadziesiąt sekund później Kamiński. Nordfeldt cudem wyszedł z tej opresji bez szwanku.
Ostatnie fragmenty przed przerwą stanowiły największe kuriozum tego spotkania. Po nonszalanckim zachowaniu Zalewskiego arbiter podyktował rzut wolny dla Szwedów spod linii bocznej. Przy okazji "za darmo" żółtą kartkę otrzymał Jakub Kiwior.
Mieliśmy nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach, ale po centrze Benjamina Nygrena głową wpakował piłkę do siatki Gustaf Lagerbielke. Urban szalał z wściekłości przy linii bocznej. To bolało mocniej niż gol samobójczy bez pressingu ze strony rywala.
Sytuację sam na sam miał chwilę potem jeszcze Kamiński, ale do szatni schodziliśmy zdruzgotani. Szwedzi oddali dwa celne strzały i mieli na koncie dwa gole. Mundial wydawał nam się odległym horyzontem.
W przerwie reprymenda selekcjonera musiała być dosadna. I przyniosła dobry efekt. Po 10 minutach było już 2:2.
Bramkową akcję centrą rozpoczął Matty Cash, piłkę głową przedłużył Kamiński, a potem kluczowe zagranie wykonał Zalewski. Zrehabilitował się doskonale - idealnie wystawił futbolówkę Świderskiemu, a ten dopełnił formalności z kilku metrów do pustej bramki.
Po tej sytuacji do akcji wkroczył VAR. Analiza dotyczyła potencjalnej pozycji spalonej. To były najdłuższe sekundy w tym spotkaniu. Ale ostatecznie Slavko Vinczić wskazał na środek boiska.
Zaciekła batalia trwała aż do 88. minuty. Wtedy spełnił się najczarniejszy koszmar. Szwedzi przycisnęli, by zadać decydujący cios. Dwukrotnie desperacko ratował zespół Kamil Grabara, raz piłka zatrzymała się na słupku. Ale w końcu sztylet w serce wbił nam Gyokeres.
Tak kończy się polski sen o mundialu. W światowym czempionacie nie zagramy pierwszy raz od 12 lat. Roberta Lewandowskiego w finałach MŚ prawdopodobnie nie zobaczymy już nigdy.













