Krzyk na Narodowym. I to bez gola. Na to czekała cała Polska
Tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy meczu Polska - Albania na PGE Narodowym rozległ się krzyk. Powód wrzawy kibiców był prosty - wejście na murawę debiutującego w barwach kadry narodowej Oskara Pietuszewskiego. Na ten moment czekała cała piłkarska Polska i po jego występie nie może czuć się rozczarowana. Nawet jeśli obyło się bez wielkich fajerwerków i konkretu w liczbach.

Oskar Pietuszewski - to przede wszystkim jego nazwisko było odmieniane przez wszystkie przypadki przed rozpoczęciem barażowego zgrupowania. A gdy już stało się jasne, że nazwisko utalentowanego 17-latka finalnie znalazło się po raz pierwszy wśród powołanych, rozgorzała dyskusja czy wystąpi on od pierwszej minuty w meczu Polska - Albania.
Jasne bowiem było, że brylujący w barwach FC Porto skrzydłowy niezależnie od wyniku będzie musiał otrzymać swoją szansę. W innym przypadku trener Jan Urban zachowałby się wręcz irracjonalnie. A przecież i tak potężnie zaskoczył, wystawiając do boju od pierwszej minuty innego nastolatka - Filipa Rózgę, który wprawdzie miał już na koncie dwa występy w kadrze, lecz uzbierał w nich łącznie dwie minuty.
Po pierwszych 45 minutach zawodnikowi Sturmu Graz trudno było cokolwiek zarzucić. Robił to, co - jak się zdaje - zalecił mu Jan Urban. Nie ustępował w pressingu, a przy tym próbował dołożyć coś od siebie w ofensywie. Mimo to bez niespodzianki przy niekorzystnym wyniku to on opuścił w przerwie plac gry, by w końcu Oskar Pietuszewski mógł zanotować swój wyczekiwany przez kibiców debiut.
Polska - Albania. Tak wyglądał debiut Oskara Pietuszewskiego
Gdy tylko stadionowy spiker wyczytał nazwisko piłkarza FC Porto, trybuny krzyknęły w euforii, serwując mu gorące przywitanie. A Oskarowi Pietuszewskiemu pozostało zrobić to, co potrafi najlepiej. Sprostać ciążącej na nim presji.
To właśnie on w 52. minucie upadł podczas - a jakże - próby dryblingu w polu karnym rywali, a wielu kibiców domagało się odgwizdania rzutu karnego przez sędziego Anthony'ego Taylora. Ale nic takiego nie miało miejsca.
W kolejnych minutach Oskar szukał sobie miejsca na lewej flance. Niewiele brakło, by po jednej z jego efektownych szarż piłka spadła wprost pod nogi Sebastiana Szymańskiego, którego w ostatniej chwili wyprzedził jeden z obrońców.
Pietuszewski nie przyczynił się w wymierny sposób do odwrócenia losu meczów, ale trudno nie ulec wrażeniu, że pomógł. Pomógł drużynie w nabraniu werwy, impetu i wiary w zwycięstwo. Bo przecież nieustępliwy charakter to coś, czym zdołał już zabłysnąć.
Pokazał go potem jeszcze w kolejnych szarżach. Nie zraziło go ani bolesne starcie z Elseidem Hysajem, po którym leżał przez dłuższy czas na murawie, trzymając się za twarz, ani faul Kristjana Asslaniego, który wyciął go równo z trawą przy kontrze, nie mogąc zatrzymać go inaczej, niż faulem.
Oskar Pietuszewski w swoim reprezentacyjnym debiucie pokazał ni mniej, ni więcej tylko to, czego od niego oczekiwaliśmy, choć jeszcze obyło się bez wielce spektakularnych fajerwerków.
Czy był to maks w jego wykonaniu? Zdecydowanie nie. Ale debiut można zaliczyć na plus. A co najważniejsze - ten już się odbył. Skończył się więc czas gdybań i oczekiwań, a rozpoczęła się praca na własne nazwisko.
Z PGE Narodowego - Tomasz Brożek











