Kadrowicz Urbana bez ogródek: trochę się wylało. To mi się bardzo nie podoba
- Można powiedzieć, że troszkę się wylało i ujrzało światło dzienne. Na przykład relacje między niektórymi zawodnikami - jak jeden na drugiego nadaje. To jest coś, co mi się bardzo nie podoba, choć OK, nie każdy się musi lubić - tak działa życie. Ale ludzie oglądając vlogi na Łączy Nas Piłka, widzą tylko pozytywne rzeczy - mówi w rozmowie z Interią Bartosz Slisz, przyznając, że książka o Robercie Lewandowskim ("Lewandowski Prawdziwy", autorstwa Sebastiana Staszewskiego) jest jednym z tematów rozmów na listopadowym zgrupowaniu reprezentacji Polski.

Z Bartoszem Sliszem rozmawiamy także o zmianie, jaką przeszła reprezentacja, wracamy do odebrania opaski Robertowi Lewandowskiemu (i destrukcyjnego wpływu tego zdarzenia na drużynę) oraz o tym, jak w ostatnich latach zmienił się kapitan kadry.
Bartosz Slisz został jako jedyny
Przemysław Langier (Interia Sport): Michał Probierz szukał całą kadencję, a tutaj trzy miesiące pracy Jana Urbana i Bartosz Slisz wygryzł całą konkurencję na swojej pozycji…
Bartosz Slisz (reprezentant Polski): Tak to na ten moment wygląda, choć w najbliższym czasie będę pauzował za kartki. Cieszę się, że trener to mnie wybiera na pozycję defensywnego pomocnika. Jestem też trochę innym profilem niż pozostali zawodnicy ze środka pola, więc może dlatego.
Możemy żartować o tym wykoszeniu konkurencji, ale fakty są takie, że to wygląda jak ogromny kredyt zaufania. Traktujesz to w ten sposób?
- Z jednej strony tak, z drugiej my wcale nie gramy na "typową szóstkę" - gramy na dwóch środkowych pomocników, którzy w tej taktyce funkcjonują jak zawodnicy "box to box". Nie jestem piłkarzem, który tylko zabezpiecza środkowych obrońców, a w pressingu muszę iść wysoko i czasem jestem tuż za "Lewym". Co do zaufania - na pewno je też czuję.
A jak było za Michała Probierza?
- Też graliśmy na trzech środkowych obrońców, ale wtedy byłem typową "szóstką" ze względu na ustawienie z trzema pomocnikami. Zabezpieczałem przedpole przed obrońcami. Teraz mam również dawać więcej w ofensywie, bo w środku gramy jednym zawodnikiem mniej.
I jaki masz feedback od Jana Urbana po trzech meczach o punkty?
- Trener bardziej się skupia na całym zespole, pokazuje nam sporo dobrych momentów, żebyśmy utrwalali sobie to, co działa. Wiadomo, że analizujemy też błędy w rozegraniu, ale nacisk jest na te pozytywne rzeczy. Cały czas scalamy się, idziemy w dobrym kierunku - co pokazują wyniki.
Zobacz również:
Czym różni się kadra Urbana od kadry Probierza?
Wyniki znamy, natomiast od środka: jak zmieniła się reprezentacja w ostatnich miesiącach?
- Zostało wprowadzone bardzo dużo spokoju do reprezentacji od selekcjonera. Można było odczuć też, że założenia na mecze od trenera są proste - trener stara się niczego nie komplikować. Z biegiem czasu dokładał nowe rzeczy i wydaje mi się, że to był klucz do sukcesu w ostatnich meczach. Po prostu wiedzieliśmy, co robić na boisku.
Jak wygląda schemat działania Jana Urbana? Jak rozłożyłbyś proporcje pomiędzy powiedzmy treningi taktyczne, odprawy, rozmowy motywacyjne, a tzw. robienie atmosfery?
- Atmosfera na moje oko jest efektem wprowadzenia spokoju. Napięcie jakby zniknęło, każdy skupia się tylko na tym, by pokazać swoje atuty. Bo co do ogólnego schematu, to u każdego selekcjonera wszystko wyglądało podobnie. Różniła się może intensywność treningów, ale też były odprawy, czy rozmowy. Inna sprawa, że w reprezentacji nie ma za bardzo czasu na intensywne treningi, trzeba się bardziej przygotowywać pod konkretnego rywala.
Słucham, co mówisz o tej roli spokoju i od razu przypomina mi się czerwiec, gdzie o kadrze wiele można było powiedzieć, ale nie to, że wokół niej był spokój. Matty Cash w jednym z wywiadów powiedział ostatnio, że nie rozumiał decyzji o odbieraniu opaski Robertowi Lewandowskiemu przez telefon. Faktycznie to wami wstrząsnęło?
- Tak. Przez to na dwa dni przed meczem, gdzie raczej każdy chciał się skupić na meczu, uwaga była skupiona na innej rzeczy. Nie mnie oceniać, czy decyzja o zmianie kapitana była dobra, czy nie - bo ona zawsze zależy od trenera - ale na pewno jej timing był zły. Stworzyło się wiele zamieszania wokół tego wszystkiego, gdzie graliśmy zaraz ważny mecz z Finlandią i w jakimś stopniu mogło to mieć wpływ na to, co było później na boisku. Oczywiście ja nie szukam wymówek, bo to nie było głównym powodem, ale jesteśmy też ludźmi i takie rzeczy na nas wpływają.
Niektórzy wyglądali, jakby nie byli sobą. Łukasz Skorupski - do tamtego momentu w kadrze właściwie bezbłędny - sprezentował Finom gola na 1:0. Nawet przeszła mi wtedy myśl, czy to możliwe, by głowa mogła choć częściowo być w innym miejscu.
- Trudno to tak jednoznacznie powiedzieć, bo każdy osobno podchodzi do takich sytuacji. Każdy inaczej reaguje. Ja próbowałem skupić się tylko na meczu i dobrze do niego się przygotować, natomiast - jak powiedziałem wcześniej - takie zdarzenia wpływają na drużynę.
To będzie inny mecz z Holandią
Ta sytuacja doprowadziła do zmiany selekcjonera. Przyszedł nowy i na dzień dobry zremisował z Holandią. Wy w ogóle wierzyliście, że w tych okolicznościach da się coś tam ugrać?
- Od czerwca do września minęło trochę czasu, a on leczy rany. Przyjeżdżając na kadrę po tej przerwie tamte zdarzenia poszły w zapomnienie. Spotkaliśmy się ze spokojem - wiem, że to powtarzam, ale będę kładł na to nacisk - oraz prostymi założeniami. Do tego bardzo dobrze przygotowaliśmy się do meczu w Rotterdamie, doskonale wiedzieliśmy, co Holandia chce grać. Mieli swoje sytuacje, bo to zbyt klasowy zespół, by nie miał, ale generalnie wyeliminowaliśmy ich atuty.
Wasz plan wtedy opierał się na neutralizowaniu siły rywali i płynności przechodzenia z obrony do ataku. A na jaki mecz szykujecie się teraz? Jan Urban po Litwie mówił, że chciałby, by teraz z naszej strony było trochę więcej prowadzenia gry.
- I faktycznie taki jest teraz plan - byśmy mieli więcej posiadania. To nie będzie łatwe, bo mówimy o bardzo dobrym zespole, który potrafi się utrzymywać przy piłce. Ale my ją też będziemy mieć i wtedy kluczem będzie cierpliwość. Sytuacje przyjdą. Na pewno nie możemy porównywać tego meczu do tego z września, bo przeciwnik też potrafi zaskoczyć, choć Holendrzy mają pewne schematy, na które jesteśmy gotowi.
Wymuszone zmiany w stabilnej do tej pory jedenastce nie wpłyną na pewność siebie drużyny?
- Mam nadzieję, że nie. Wiemy, że z konieczności mocno zmieni się obrona. Jestem zwolennikiem, by była stała, bo to powoduje fajne zgranie, ale nie dzieje się nic, czego byśmy z piłki nie znali. Kontuzje i kartki to normalna sprawa - jedni nie zagrają, inni dostaną swoją szansę i pozostaje mi życzyć im dużej pewności siebie. Mecz z Holandią jest ważny, ale nie ma aż takiej rangi, że musimy go za wszelką cenę wygrać, bo od tego zależy nasz los. Wierzę, że to zapewni trochę spokoju - choć wyjdziemy z nastawieniem walki o zwycięstwo.
Co z przyszłością Bartosza Slisza?
A jak u ciebie z pewnością siebie po kilku tygodniach bez gry?
- Była przerwa meczowa, ale byłem ciągle w treningu. Dla mnie to nowa sytuacja, że przyjeżdżam na kadrę po trzech tygodniach bez zagranego meczu, ale patrząc na to, jak czuję się w treningu, to na razie nie widzę, by brakowało mi minut. Czuję dużą pewność siebie. Plusem jest to, że o ile chłopaki są dopiero po kilku meczach w sezonie, ja już zagrałem pełny. Dlatego ten ostatni miesiąc nie sprawi, że nagle zapomnę, jak się gra w piłkę.
Cokolwiek dzieje się w twojej sytuacji klubowej?
- Sprawy dopiero się ruszają - zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Dopiero 1 stycznia wszystko ruszy oficjalnie. Moim celem i marzeniem są ligi top 5 w Europie. Czuję się na to gotowy, to dobry moment, by zrobić kolejny krok.
Pójście do MLS z Ekstraklasy było krokiem naprzód? Jak w ogóle porównać te dwie ligi?
- Ciężko porównywać ligi… Bardziej porównywałbym grę w Legii Warszawa i w MLS, bo granie w Legii i w innej drużynie jest nieco inne - przez to, że w 80-90 meczach to my byliśmy zespołem dominującym, który atakował, gdy rywal czekał na kontrataki. Dlatego często wyglądało to jak bicie głową w mur, przez który ciężko się przebić. Granie w MLS wygląda inaczej - jest box to box, więcej miejsca w środku pola, ale i więcej jakościowych zawodników. To było dla mnie trochę zaskoczeniem, bo o niektórych można powiedzieć, że są klasy światowej. Uważam, że sportowo poszedłem do przodu - odejście z polskiej ligi było dobrą decyzją, ale tutaj też już czas na mnie.
Która liga ci się marzy?
- Premier League, ale nie jestem marzycielem do tego stopnia, by celować tylko w nią. Po prostu chciałbym zagrać w top 5, a co przyniesie los - zobaczymy.
Gdyby top 5 się nie zgłosiło, rozważyłbyś ofertę z Polski?
- Nigdy nie mów nigdy, ale nie chciałbym. To nie byłby odpowiedni ruch dla mnie. Wolałbym iść po prostu do innej ligi europejskiej, bo tego nie mam jeszcze na swoim koncie.
Nie jest czasem tak, że widzimy Ekstraklasę lepszą, niż naprawdę jest?
- Nie, Ekstraklasa bardzo urosła, czego dowodem jest to, jak regularnie nasze zespoły grają w Europie. Poza tym poszliśmy w górę także w rankingu. Polską ligę oglądam regularnie. Czasem było tak, że graliśmy dopiero o 19, więc od rana mogłem być przed telewizorem. Piłkarska sobota zaczyna się już o 7 rano, śledzę to. Najbardziej oczywiście Legię Warszawa, bo kibicuję im, jak tylko mogę.
Więc wiesz, że prawdopodobnie szykuje się piąty rok bez mistrzostwa. Byłeś w środku, więc cię spytam - gdzie twoim zdaniem są przyczyny? Kibice diagnozują je w ludziach - dostaje się właścicielowi, dostawało dyrektorowi sportowemu, nowy też ma ostatnio słabsze notowania u nich.
- Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie ma jednego powodu, przez który od dawna nie ma mistrzostwa. Na pewno nie powiem ci, co jest złe, bo ani tak mocno tego nie analizuję, ani od prawie dwóch lat nie ma mnie już wewnątrz. Mi jest po prostu smutno, że Legia znów jest na dole w tabeli. Z czasem powinno być lepiej, bo w klubie jest wiele nowych osób. Gdy słyszę od chłopaków, że jest jedenastu nowych zawodników w drużynie, to nie zadziała to, jak przy pstryknięciu palcami. Zwłaszcza, że inny zespół pojechał na obóz, a inny walczy obecnie na boisku.
Inna twarz reprezentacji, niż we vlogach
Wracając do reprezentacji. Oglądałeś konferencję prasową z Robertem Lewandowskim?
- Nie.
Więc ci powiem, że około 90 proc. wszystkich pytań do niego dotyczyło książki "Lewandowski Prawdziwy", jaka się właśnie ukazała. Sebastian Staszewski, jej autor, powiedział niedawno, że może lepiej, by kadrowicze jej nie czytali na zgrupowaniu, bo może dojść do - hmm - pewnych napięć. A jak to wygląda "w praniu" - jest to temat waszych rozmów?
- Ciężko, by nie była… Nie jesteśmy zamknięci w bańce - wiemy, co się dzieje w mediach, a ta książka jest numerem jeden, jeśli chodzi o to, o czym się mówi. Ja widziałem jak na razie tylko kilka urywków, czy też wywiad Sebastiana u pana Rymanowskiego i powiem, że niektóre rzeczy są dla mnie niesmaczne. Przy czym zaznaczę - nie uważam, że to wina Sebastiana, bo on po prostu pokazał, jakie sytuacje zdarzają się na kadrze między kadrowiczami. Można powiedzieć, że troszkę się wylało i ujrzało światło dzienne.
Co masz na myśli?
- Na przykład relacje między niektórymi zawodnikami - jak jeden na drugiego nadaje. To jest coś, co mi się bardzo nie podoba, choć OK, nie każdy się musi lubić - tak działa życie. Ale ludzie oglądając vlogi na Łączy Nas Piłka, widzą tylko pozytywne rzeczy. Ta książka może chyba pokazać nieco więcej kibicowi reprezentacji.
W sumie to się teraz zastanawiam - jak wygląda atmosfera na tym zgrupowaniu, skoro, jak to powiedziałeś, "troszkę się wylało"?
- Wydaje mi się, że przez to, że nie ma Łukasza (Skorupskiego), to nie ma większych zgrzytów. O tym się trochę rozmawia… Choć też pamiętajmy, że książka dopiero wyszła i nie wiem, czy ktokolwiek stąd już ją przeczytał. Dopiero zobaczymy, co dokładnie w niej jest.
W książce Robert Lewandowski jest przedstawiony jako osoba będąca w różnych szatniach nieco z boku ze względu na obsesję doskonałości i wymaganie podobnej od innych. Jak ty to widzisz?
- Nie uważam, że w kadrze jest z boku. Powiem, jak to wygląda z mojej strony: gdy przyjechałem pierwszy, czy drugi raz na zgrupowanie, Robert był nieco inną osobą - zamkniętą. Podobnie oceniałem powód - że to dążenie do perfekcjonizmu, wszystko na 100 procent. Ale on się zmieniał z biegiem czasu. Obecnie jest bardziej otwarty na grupę, więcej rozmawia, żartuje. Nastąpiła pewna metamorfoza i to na pewno na plus.













