Jana Urbana "pakt z diabłem". Barażowi rywale wypadają, u Polaków rozkwit
Polska - głównie przez brak możliwości zagrania ewentualnego spotkania finałowego u siebie - nie jest faworytem barażów o awans na mistrzostwa świata, ale ostatnie wydarzenia w każdej z czterech reprezentacji z naszej "drabinki" pozwalają żartować, że Jan Urban podpisał pakt z diabłem. Największe zmartwienie, jakie nasz selekcjoner miał na początku pracy z kadrą, jest już mglistym wspomnieniem, natomiast problemy u rywali poważnie się piętrzą.

Gdy spotkaliśmy się z Janem Urbanem w Belek podczas zgrupowania polskich klubów (wywiad Interii z selekcjonerem w tym miejscu), trener zapowiadał, że prosto z tureckiej riwiery ruszy do Włoch, by pod kątem marcowego barażu podglądać piłkarzy Albanii. To właśnie w Serie A gra kilku czołowych piłkarzy naszego rywala, ale dwóch z nich w międzyczasie doznało kontuzji. W niedawnym meczu z Pisą, gwiazdor Lecce i swojej druzyny narodowej Medon Berisha opuszczał boisko na noszach i ze łzami w oczach. Uraz wyglądał bardzo poważnie, ale wiele wskazuje na to, że będzie mógł wrócić do treningów na przełomie lutego i marca. Pytanie, czy to wystarczy, by optymalnie przygotować się do meczu z Polską (26 marca na stadionie Narodowym).
O ile w przypadku Berishy kontuzja jest łagodniejsza niż pierwotnie przypuszczano, o tyle zupełnie odwrotnie wygląda sytuacja Ardiana Ismajliego, zawodnika Torino i jednego z czterech najdrożej wycenianych piłkarzy w albańskiej kadrze. Podstawowy obrońca reprezentacji doznał urazu w styczniowym meczu z Como, ale początkowo niewiele wskazywało, by miał się on wiązać z dłuższą pauzą. Po szczegółowych badaniach okazało się, że mowa o poważnym naciągnięciu mięśnia w prawym udzie, co będzie skutkować przynajmniej miesięcznym wykluczeniem, choć w swoim komunikacie Torino zaznacza, że w zależności od przebiegu kontuzji, przerwa może się wydłużyć.
Problemy u Albańczyków się piętrzą, bo przecież od grudnia długo na powrót czekał Nedim Bejrami z Glasgow Rangers, od lat czołowa postać albańskiej reprezentacji (od 2023 roku nie zagrał... tylko w jednym meczu kadry, przeciwko Andorze). Tu też wydawało się, że uraz nie jest poważny, ale jeszcze przed końcem roku klubowy trener Danny Rohl przyznał, że jest gorzej, niż zakładano, jednak wciąż liczy na powrót swojego pomocnika. Od czasu tamtej wypowiedzi minęło półtora miesiąca i Bejrami dopiero teraz powoli wraca. Jednocześnie walczy z czasem o optymalne przygotowanie na Polskę, bo przynajmniej przez jakiś czas może liczyć jedynie na grę przez jeden-dwa kwadranse.
Plaga kontuzji
Wątpliwe, by Jan Urban życzył komukolwiek źle, ale fakty są takie, że tego typu problemy dotyczą także naszych dwóch ewentualnych rywali. Ukraińcy i Szwedzi są być może jeszcze bardziej pokiereszowani od Albańczyków. Prawdziwy dramat przeżywają Skandynawowie. Alexander Isak, za którego Liverpool niedawno zapłacił 145 mln euro (!) złamał w grudniu kość strzałkową i uszkodził staw skokowy. Jego występ w barażach jest wykluczony. Inny z gwiazdorów z Premier League, Dejan Kulusevski, od kwietnia 2025 leczy kolano. Ostatnio wznowił indywidualne treningi, ale bardzo wątpliwe, by zdążył z formą na marzec. Na pewno z Ukrainą i Polską lub Albanią w ewentualnym finale nie zagra z kolei Lucas Bergvall, jeden z liderów szwedzkiej kadry. Zawodnik Tottenhamu doznał urazu w meczu z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów. Po starciu z jednym z rywali, na jego twarzy widać było wyraźny ból. Próbował pozostać na murawie, ale nie był w stanie konynuować gry. Jego przerwa potrwa 2-3 miesiące.
Ukraińcy na pewno stracili swojego najlepszego napastnika Artema Dowbyka. W połowie stycznia zapadła decyzja o jego operacji i raczej mało prawdopodobne, by zagrał jeszcze w obecnym sezonie. W minionym tygodniu na jakiś czas - na razie termin powrotu nie jest znany - wypadł z kolei Ołeksandr Zubkow z tureckiego Trabzonsporu.
Polska w rozkwicie
Gdy Jan Urban przejmował kadrę w połowie poprzedniego roku, jego największym zmartwieniem było to, ilu zawodników z planowej jedenastki będzie regularnie grać w swoich klubach. Nagle okazało się, że... wszystkie problemy rozwiązały się same. Aktualnie selekcjoner jest w stanie zestawić jedenastkę z mocnych nazwisk, które w swoich klubach odgrywają wiodące role. O na starcie sezonu mogliśmy mieć wątpliwości co do Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora, Nicoli Zalewskiego, Piotra Zielińskiego, Sebastiana Szymańskiego, Jakuba Kamińskiego, czy nawet Roberta Lewandowskiego (w czarnym wariancie każdy z nich mógł mieć problemy w swoich klubach), o tyle aktualnie wszyscy - poza Szymańskim, który powoli wchodzi do grania we francuskim Rennes - odgrywają wiodące role. Powoli wraca także Jakub Moder, który w ostatnim ligowym meczu przeciwko PSV Eindhoven wszedł nawet na boisko na ostatnich 26 minut.
Jeśli aktualny trend się utrzyma, nagle okaże się, że z całej czwórki drużyn z naszej "drabinki", to Polacy są najlepiej przygotowani do gry w barażach. Ale nawet jeśli - to niczego nie gwarantuje.











