Jan Urban: Jest żałoba w szatni. To nie jest dobry moment, by o tym mówić
- Czuję niemoc, bo trudno wytłumaczyć się po takim spotkaniu, gdzie jeszcze bardziej boli, wiedząc o tym, że zagrałeś dobry mecz. Uważam, że nasza gra zaskoczyła zespół gospodarzy. Ale jeśli w pewnych sytuacjach sam prowokujesz straty bramek, to nie jest tak prosto później odrabiać straty - mówił po meczu Szwecja - Polska (3:2) Jan Urban.

Przedstawiamy zapis konferencji prasowej Jana Urbana.
Tak po ludzku, co pan teraz czuje?
Jan Urban (selekcjoner reprezentacji Polski): - Czuję niemoc, bo trudno wytłumaczyć się po takim spotkaniu, gdzie jeszcze bardziej boli, wiedząc o tym, że zagrałeś dobry mecz. Uważam, że nasza gra zaskoczyła zespół gospodarzy. Ale jeśli w pewnych sytuacjach sam prowokujesz straty bramek, to nie jest tak prosto później odrabiać straty. Zrobiliśmy to dwa razy, ale w końcówce meczu trybuny poniosły gospodarzy i można powiedzieć, że oni wcisnęli tę piłkę na 3:2, chociaż w żadnym momencie się na to nie zanosiło.
Po meczu Robert Lewandowski długo spędził sporo czasu sam. Czy spodziewa się pan, że we wrześniu, kiedy podejdziecie do kolejnych rozgrywek o punkty, będzie miał pan Roberta Lewandowskiego w drużynie i czy będzie pan z nim rozmawiał na temat jego przyszłości?
- Wie pan co? To nie jest to moment, zaraz po meczu, rozmawiać o takich sprawach. Na pewno takie rozmowy się odbędą i będziemy chcieli znać opinię Roberta na temat tego, czy chciałby jeszcze pomóc reprezentacji, czy też ma inne plany. Ale nie na ten moment, bo w szatni jest... Jest żałoba, jest cisza grobowa i to jest normalna rzecz. Przegraliśmy mecz, który daje szansę gry w mistrzostwach świata. Mistrzostwa świata, które odbywają się co cztery lata. Nigdy nie wiadomo, czy tam będziesz w tych kolejnych, czy nie. Boli, boli mocno, a Szwedzi zrewanżowali się nam za Chorzów.
Nasza drużyna była lepsza poza liczbą strzony goli w większości mierników ofensywnych. W wejściach w pole karne, w kontaktach z piłką, w dużych szansach, w podaniach na połowie rywali. Czego zabrakło poza skutecznością, że nie mieliśmy tej jednej bramki więcej od Szwedów?
- Z jednej strony sam pan powiedział: "poza skutecznością". Skuteczność to niesamowicie ważna sprawa. I cwaniactwa nam zabrakło, na przykład przy stracie drugiej bramki. Zawodnik wchodzi w naszą strefę sam i nikt go nie atakuje. Zabrakło czegoś w stylu "to jest twój albo mój", a to był moment, ułamek sekundy, gdzie wchodził sam. Przed stratą trzeciej bramki też brakło cwaniactwa, no bo przecież Kamil broni groźny strzał i nasze wyprowadzenie jest niedokładne. Kuba Kiwior wybija piłkę ślizgiem, ona wraca z powrotem i zaczyna się tam taki troszeczkę piłkarski bilard, gdzie ktoś blokuje, ktoś wybija, ktoś znowu dobija, aż w końcu strzeli w bramkę. Byłem przekonany, że dojdzie do dogrywki, a w pewnym momencie, troszkę wcześniej nawet, że to my jesteśmy bliżsi strzelenia bramki.
Co zadecydowało, że pan jako selekcjoner, jako pierwszy odważył się na ustawienie razem Piotrka Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego, gdzie żaden z nich teoretycznie nie ma cechy typowego defensywnego pomocnika?
- Chcieliśmy mieć kontrolę piłki. To są zawodnicy, którzy z piłką czują się znakomicie, którzy widzą bardzo dużo. Oprócz tego, że grają między sobą, to wiedzą, jak zmieniać tempo gry, gdzie kogo uruchomić. To są bardzo, bardzo jakościowi piłkarze i dzisiaj było bardzo ważne pod względem mentalnym, żeby mieć piłkę, żeby pokazać, że my tutaj przyjechaliśmy walczyć o awans. Jak strzeliliśmy bramkę na 1:1, za chwilę mieliśmy kolejną sytuację... Mogliśmy akcja po akcji strzelić drugą. Jest na boisku taki moment i to się czuje, przynajmniej ja będąc blisko boiska czułem, że mentalnie my byliśmy w tym momencie zdecydowanie silniejsi niż oni, że tam jest niepewność, tracenie wiary w to, że mogą z nami wygrać. I dostajemy talką bramkę, można powiedzieć, że prezent, bo jeśli wchodzi zawodnik na piąty metr bez krycia, no to tak to można nazwać. Nie można w ten sposób, bo za to się płaci bardzo wysoką cenę. To jest tak samo jak w meczu z Albanią to my mogliśmy zapłacić wielką cenę za te dwie sytuacje, które pozwoliliśmy stworzyć Albanii, ale ich nie wykorzystali. Dzisiaj można powiedzieć o nas, że to my nie wykorzystaliśmy dogodnych sytuacji, ale też ułatwiliśmy zadanie przeciwnikowi, zbyt łatwo tracąc te dwie bramki. Pierwsza, trzeba przyznać, to bardzo dobra akcja gospodarzy, zagrali znakomicie, trzeba przyklasnąć.
Mówi Pan o tych straconych bramkach. Która pana boli bardziej, jeżeli chodzi o organizację gry w defensywie? Trafienie numer dwa, gdzie miał pan dużo pretensji do Nikoli Zalewskiego, czy jednak ta trzecia bramka, pełna chaosu?
Wypadałoby powiedzieć, że trzecia, bo cię eliminuje. Ale nie, druga. Zbyt łatwo. My też podwyższyliśmy wzrost Przemkiem Wiśniewskim, bo wiedzieliśmy, że to jest atut gospodarzy. I my też chcieliśmy ich zaskoczyć przy stałych fragmentach gry, bo wchodząc do gry ze Świderskim i Wiśniewskim ten wzrost był, można powiedzieć, w dużej mierze wyrównany z gospodarzami, natomiast zachowania już nie były takie same.
Miał pan w głowie jeszcze jakieś zmiany do przeprowadzenia przed potencjalną dogrywką?
- Oczywiście, że zrobilibyśmy zmiany, natomiast już w samej końcówce tych 90 minut to rzucasz na szalę co jest i próbujesz jak możesz, żeby odrobić straty, ale wiadomo gospodarz czy ten, który prowadzi, traci na czasie, zwalnia wszystko. To nie jest prosta sytuacja, natomiast zmiany byłyby, ale teraz to już jest po fakcie, nie ma co nad tym dywagować, czy to byłby ten zawodnik, czy ktoś inny. Na pewno wystraszyłem się jak w pierwszej akcji młody Oskar dostaje żółtą kartkę. Już myślałem wtedy, że jeśli będzie dogrywka, to chłopak gra z żółtą kartką i żeby mu czasem nie przyszedł do głowy jakiś niepożądany ślizg na przykład, czy coś w tym rodzaju.
Zobacz również:
Wszystko, co pan zrobił przed tym meczem, zrobiłby jeszcze raz tak samo?
Tak, zrobilibyśmy to samo. Tylko, że to nie wynika z jakichś tam krótkich, szybkich decyzji. My naprawdę wiele godzin spędzamy wspólnie w tym naszym, jak to mówimy, bunkrze i dyskutujemy. Bierzemy pod uwagę różne opcje, nie tylko nasze, ale również przeciwnika, dobierając w jakiś sposób zawodników do tego, na co przyjdzie nam grać. Nie miałem żadnych wątpliwości, że Sebastian Szymański i Piotrek Zieliński w środku pola opanują ten środek pola, bo to bardzo dobrzy piłkarze i potrafią wyjść spod pressingu. A to, że nie odbierają piłek? Nie, odbierają też. Sebastian Szymański pokazał już z Albanią, że potrafi odebrać piłkę. Dzisiaj też tak naprawdę odbiór piłki najczęściej odbywa się wtedy, kiedy zespół jest w kompakcie, kiedy jest blisko siebie, kiedy ta pomoc w jakimś momencie jest blisko partnera i się uzupełniają. Te decyzje też w dużej mierze były podyktowane tym, że zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jaka to jest waga meczu i bardziej poszliśmy w stronę doświadczenia.
Decyzja o przedłużeniu kontraktu zapadła bardzo szybko, zaraz po meczu. Wiadomo było, że pański kontrakt uległ automatycznemu przedłużeniu, gdybyście awansowali. Stało się trochę inaczej. Czy zaskoczyło pana, że ta decyzja tak szybko?
Wiedziałem, w jakiej sytuacji jestem. Nie przejmowałem się tym w ogóle, w ogóle o tym nie myślałem, że jak przegramy to nie będę trenerem. To są decyzje, na które ja nie mam wpływu. Chociaż kłamię w tym momencie, mówiąc, że nie mam wpływu, bo jeśli drużyna się dobrze prezentuje, drużyna robi progres i tak dalej, to zawsze masz większe szanse na to, że ten kontrakt zostanie przedłużony. Widocznie prezes Kulesza był przekonany do tego, że idziemy w dobrym kierunku i jest po prostu przyszłość tej drużyny. Dobrze to wygląda i stąd być może taka, a nie inna decyzja.






![Ekstraklasa: Legia - Górnik. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MM15SL77EESSO-C401.webp)



![La Liga: FC Barcelona - Espanyol. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMHBZIDABPO98-C401.webp)
