Jan Urban aż poczerwieniał ze złości. Przynajmniej unikniemy cyrku
Konsekwencje porażki Polski ze Szwecją w barażu o mundial są zaskakująco racjonalne. Zamiast polowania na czarownice - spokój. Zamiast krytykowania decyzji selekcjonera - zrozumienie dla nich. Jan Urban zbudował wokół siebie taką aurę, że mimo tak istotnej przegranej, nikt nie wyobrażał sobie jego zmiany. Na szczęście włącznie z Cezarym Kuleszą, który - uff - pozwoli uniknąć kolejnego cyrku ze stołkiem selekcjonera w tle.

Urokiem pracy w portalu internetowym jest tworzenie relacji, komentarzy, czy opinii niemal "na gwizdek". Lata doświadczenia pomagają odnaleźć się w tej sytuacji - wyczuć mecz w określonym momencie, pójść z narracją w określoną stronę i pomóc sobie w tym, by zdążyć na czas. Jednak w takim meczu jak ze Szwecją nawet lata doświadczenia pomóc nie mogły. Nie dało się jeszcze w trakcie spotkania tworzyć rzetelnej opinii. Z jednego podstawowego powodu: musiałaby być uniwersalna. Dopasowana pod każdy wynik, którego do momentu gola na 3:2 dla Szwecji przewidzieć się nie dało. A opinia uniwersalna, to opinia bezwartościowa, która przechyli się w prawo lub lewo wyłącznie dlatego, bo w określonej sekundzie ktoś trafi do siatki zamiast w słupek.
I stworzenie takiej opinii w oparciu jedynie o wynik byłoby dla reprezentacji Polski krzywdzące. Bo ona nie zagrała zero-jedynkowego meczu, po którym stawialibyśmy znak równości między słowami "porażka" i "słaba gra". W piłce często to pierwsze jest konsekwencją drugiego, ale czasem dzieje się coś więcej. Czasem nie gra jest decydująca, lecz irytujące detale. O tyle, że przepracowane na treningach i przewidziane przez trenera.
Zobacz również:
Jan Urban podjął dobre decyzje. Nie przez nie przegrał
Podczas pomeczowej konferencji prasowej przed pytaniem do Jana Urbana pozwoliłem sobie na dygresję, która de facto może stanowić część tego komentarza. "Często po jakichś ważnych porażkach dziennikarze, media, kibice rozpisują się o tym, że trener podjął taką złą decyzję, mógł postawić na kogoś innego. Ja po tym meczu mam takie poczucie, że pan nie popełnił żadnego błędu, jeżeli chodzi o zestawienie jedenastki, dobranie taktyki itd., bo to wyglądało po prostu bardzo dobrze, ale zabrakło nam szczęścia, zabrakło nam wyrachowania w kluczowych sytuacjach". Bo po najbardziej przykrej przegranej w ostatnich latach, my nie musimy winić selekcjonera za jego przedmeczowe decyzje. To nie tu leżał problem. I jeśli Cezary Kulesza doszedł do podobnych wniosków, nie miał innego wyjścia, niż przedłużyć kontrakt z selekcjonerem.
Inna sprawa, że narracja idąca w kierunku "nie zasłużyliśmy na porażkę, bo graliśmy ładnie w ofensywie" też jest wybrakowana, gdyż piłka składa się - parafrazując selekcjonera, który w latach 2014-2018 akurat umiał znaleźć balans - zarówno z ofensywy, jak i defensywy. Jeśli drużyna, która w sposób skrajny nie potrafi bronić ma zasługiwać na awans tylko dlatego, że jej gra z przodu się klei - to ja widzę luki w tej narracji. Stwarzaliśmy Szwedom takie sytuacje, w których oni strzelać musieli - przy bilansie strzałów 2:9 w pierwszej połowie, prowadzili 2:1, mając jednocześnie wyższy od nas współczynnik goli oczekiwanych (czyli wskaźnik oceniający jakość stworzonych okazji). Jednocześnie trudno mieć wrażenie, że problem jest systemowy, skoro sami piłkarze po meczu przyznawali, że doskonale wiedzieli, co Szwedzi zagrają przy bramce na 2:1, mieli też wskazówki, jak odpowiednio przeciwdziałać takiemu rozegraniu, ale w momencie próby na teorii się skończyło. Jan Urban aż poczerwieniał ze złości.
Cezary Kulesza pokazał racjonalną twarz
Szczęśliwie Cezary Kulesza tym razem zdecydował się nie kombinować i podjął szybką decyzję o przedłużeniu kontraktu z obecnym selekcjonerem. W przypadku Urbana możemy znaleźć jeden w teorii duży powód, który działał na jego nie korzyść - brak awansu na mundial - ale trudno o bardziej płytką ocenę. Bo powodów pomniejszych, by nie wymyślać koła na nowo jest znacznie więcej. Przywrócenie normalności wokół kadry, brak trzymania się na siłę rozwiązań, które nie przynoszą efektu, zbudowanie kilku zawodników dla reprezentacji. Zwolnienie Urbana musiałoby się wiązać z zatrudnieniem kogoś w jego miejsce, a na dziś nie da się wskazać choćby jednego nazwiska, które może kadrze dać więcej.
Często jest tak, że duża przegrana kończy pewien etap. Szczęśliwie - o ile można mówić o szczęściu w takich okolicznościach - tym razem u nas go przedłuża. Jan Urban zapracował na to, by nie być chcianym przez naród selekcjonerem, bo wszyscy mają dość zmian (tak było w przypadku przedłużenia kontraktu Michała Probierza po Euro 2024), tylko dlatego, że pokazał, iż jest w tej roli dobry. Trafia z personaliami, nie podejmuje dziwnych decyzji, dobrze rokuje na przyszłość. W nagrodę dostanie komfort, jakiego nie miał nikt od czasów Adama Nawałki - rok na spokojne przygotowanie drużyny do eliminacji Euro 2028.
***
Przed meczem napisałem do Jana Urbana krótką wiadomość z życzeniami powodzenia i szczęścia. Zabrakło finalnie jednego i drugiego. Tego drugiego do tego stopnia, że trudno przypomnieć sobie mecz o tak wielkiej stawce, w którym tak często obserwuje się sędziowskie decyzje na niekorzyść wyłącznie w jedną stronę. Slavko Vincić - jak zgodnie przyznają eksperci - powinien przyznać Polsce przynajmniej jeden rzut karny, jego asystenci VAR nie dopatrzyli się spalonego przy golu na 2:1 (zawodnik będący za linią obrońców wykonał na Robercie Lewandowskim blokadę, która uniemożliwiała mu skuteczną walkę w defensywie), a serie pomniejszych pomyłek mogły wybijać Polaków z rytmu.













