Jakub Kamiński bez wątpliwości. To dlatego kadra u Jana Urbana tak szybko odpaliła
- Myślę, że pewność siebie powinna nas cechować, bo nie ma co ukrywać, że teraz bardzo dużo zawodników jest w formie. Obyśmy tylko byli wszyscy zdrowi, oby nic się nie wydarzyło w ciągu tych dwóch tygodni... Jestem już absolutnie spokojny o formę i mam wrażenie, że trener Urban ma dużo do myślenia - mówi w rozmowie z Interią Jakub Kamiński, piłkarz FC Koeln i jeden z najmocniejszych punktów reprezentacji Polski pod wodzą Jana Urbana.

Jakub Kamiński ma doskonały sezon. Po dwóch bardzo nieudanych - niemal straconych - latach w Wolfsburgu, został wypożyczony do FC Koeln, gdzie z marszu stał się gwiazdą zespołu. Skorzystała na tym także reprezentacja Polski, w której "Kamyk" od pierwszego meczu Jana Urbana stał się postacią wiodącą. My rozmowiamy z nim na niespełna dwa tygodnie przed meczem barażowym przeciwko Albanii.
Co się stało w FC Koeln
Przemysław Langier (Interia Sport): Przyjmujesz przeprosiny od trenera?
Jakub Kamiński (piłkarz FC Koeln i reprezentacji Polski): - Przyjmuję. A tak poważnie, chodziło o to, że przez nasze problemy kadrowe byłem rzucany po tych pozycjach, więc trener publicznie mnie za to przeprosił. Wydaje mi się, że jestem w stanie wystąpić w różnych rolach i nie zejść poniżej pewnego poziomu, ale faktycznie najlepiej czuję się z przodu, za plecami napastnika. W ostatnim meczu udało mi się znów tam zagrać i miałem więcej okazji do pokazania swoich najlepszych cech, strzeliłem bramkę.
Trener faktycznie w ostatnich miesiącach rzucał cię po boisku w różne miejsca, przez co gorzej wyglądały twoje statystyki, ale patrząc na cały sezon - bardzo przy nim zyskałeś. Był jakiś przełomowy moment, konkretne zdarzenie, które sprawiło, że - jak to się mówi - przeskoczyło ci coś w głowie?
- Myślę, że pomogło po prostu zaufanie u trenera Kwasnioka. Ono było od razu, od okresu przygotowawczego, gdy grałem na lewym skrzydle, na lewej dziesiątce. W czasie sezonu to się zmieniało i dosyć często trener zmieniał mi pozycję - nie grałem chyba tylko na bramce i na środku obrony. Ale nigdy nie czułem braku zaufania. Na 25 meczów Bundesligi zagrałem w 25 - w każdym od początku. Mam sześć bramek, dwie asysty… Nie ma więc takiego jednego momentu, bo o mojej formie zdecydowało stałe podejście trenera do mnie.
Kiedyś Afimico Pululu powiedział mi, że pierwszym zdaniem Adriana Siemieńca do niego było: wiem, jakie miałeś problemy w poprzednim klubie, ale u mnie to bez znaczenia, bo będziesz ważną częścią tej drużyny. I Pululu już wiedział, że jest gotów za tego trenera umierać. Miałeś podobnie z Kwasniokiem?
- Chyba właśnie to była główna przyczyna tego, że dołączyłem do Kolonii. Rozmawiałem z nim przed wypożyczeniem i gwarantował mi, że będę grał z przodu, że dostanę miejsce na pozycji, która zagwarantuje możliwość zdobywania bramek. Że ma pomysł na mnie, bym mógł dawać zespołowi wszystko, co najlepsze. Słyszysz to i wiesz, że chcesz w to iść.
Ty już wiesz na sto procent, że zostajesz w Kolonii na kolejny sezon?
Zostawmy to jeszcze, doczekajmy do końca sezonu. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.
Jadasz już na mieście za darmo?
- Nie wychodzę często, ale faktycznie - zdarzyło się w niektórych restauracjach.
Albo wygrywasz, albo się uczysz
W sporcie podobno albo wygrywasz, albo się uczysz. Patrząc na twoje ostatnie lata przed wypożyczeniem do FC Koeln, mogłeś pobrać sporo nauki. Co z niej wyniosłeś?
- Tak, były lepsze i gorsze momenty, choć odkąd wyjechałem do Niemiec z Lecha Poznań w wieku 20 lat, zagrałem już w prawie 100 meczach na poziomie Bundesligi. To spore doświadczenie. A czego się nauczyłem? Na pewno w pewien sposób życie zmusiło mnie do pokory i podejścia, by każdego dnia mocno pracować, nie zwieszać głowy. Zyskałem świadomość, że czasami nawet jak robisz wszystko każdego tygodnia dobrze, nie jest powiedziane, że dostaniesz swoją szansę. A jeśli nawet - to jeśli jej nie wykorzystasz, będzie jeszcze ciężej. Dużo pracy nad mentalnością za mną, mój charakter w ostatnich latach już się ukształtował. Ale teraz mam po prostu nadzieję, że co trudne, to za mną. I że będzie już łatwiej.
Mówisz o pokorze. Nigdy nie miałem wrażenia, by ci jej brakowało.
- Mam na myśli to, że po pierwszym sezonie w Wolfsburgu, gdy zagrałem w 31 meczach jako debiutant, strzeliłem cztery bramki, a piątą dorzuciłem w pucharze, nie spodziewałem się aż takiego sprowadzenia na ziemię. Byłem zdrowy, a nie grałem - jakby nastąpiła jakaś weryfikacja. Zbliżało się Euro w Niemczech, bardzo ważne dla mnie, a ja czułem bezsilność. Nie grasz i koniec. Dziś mogę się zastanawiać nad tym, ale cała ta otoczka bardzo mocno mnie ukształtowała i pokazała pewne rzeczy. Wydaje mi się, że wyciągnąłem z tego wiele dobrego.
Jesteś przykładem, że głowa jest tak samo ważna, jak umiejętności i przygotowanie fizyczne.
- Wszystko ma znaczenie, nie ma co tutaj ukrywać, ale dla mnie - zawsze to powtarzam - najważniejsza jest ciężka praca i charakter, bo uważam, że bez tego w sporcie niczego się nie osiągnie. Głowa musi dojechać do umiejętności, bo skoro trafiasz do Bundesligi - to znaczy, że je masz. Często od głowy zależy, czy je pokażesz. Charakter kształtuje się w głowie. To, jak będzie wyglądać kariera, jest poniekąd sumą tego, jak poradzimy sobie w trudnych sytuacjach, gdy trener na ciebie nie stawia. Gdy dajesz maxa, jesteś zdrowy, ale nie grasz i twoja cierpliwość jest wystawiona na próbę. Nie poddać się w takiej sytuacji, to duża sztuka. Głowa bywa ważniejsza od umiejętności, które z założenia się ma, grając w piłkę w tak jakościowej lidze.
Bardzo mocna reprezentacja Polski
Jan Urban to podobno selekcjoner, który bardziej pracuje nad warstwą mentalną, niż taktyczną, bo na treningi taktyczne w kadrze nie ma zbyt wiele czasu.
- Faktycznie - przygotowanie taktyczne wobec braku czasu często sprowadza się po prostu do analizy wideo w salce. Później idziemy to krótko przetrenować na boisku, więc tak: atmosfera faktycznie odgrywa tu bardzo ważną rolę.
Zaskoczyło cię, jak szybko kadra stanęła na nogi po wszystkim, co się działo w czerwcu na ostatnim zgrupowaniu Michała Probierza?
- Trener Urban przede wszystkim trafił personalnie ze składem. Do tego bodajże wszyscy zawodnicy, którzy grali przeciwko Holandii we wrześniu, byli w swoich klubach czołowymi postaciami. Moja sytuacja w klubie też się zmieniła. Tak jak w klubie - dostałem zaufanie na "dziesiątce", gdzie w naszym ustawieniu mogę dać zespołowi najwięcej. Gdy zobaczyłem skład - wiadomo, ucieszyłem się, ale byłem też ciekawy, jak to będzie wyglądało na boisku. Już wiemy, że obiecująco - podobnie jak na kolejnych zgrupowaniach. Nie da się tu uciec od roli trenera, bo ktoś ten skład na te mecze ułożył. Oby wszystko zagrało też w marcu.
W ogóle czasem mam wrażenie, że selekcjoner podpisał pakt z diabłem. Gdy zaczynał pracę, wydawało się, że będzie miał w jedenastce połowę piłkarzy, którzy nie grają w klubach, a tutaj zaczyna się robić kłopot bogactwa. Czujesz wewnętrznie, że patrząc na dyspozycję naszych piłkarzy - z tobą włącznie - stajemy się lekkim faworytem barażów?
- Tak. Myślę, że pewność siebie powinna nas cechować, bo nie ma co ukrywać, że teraz bardzo dużo zawodników jest w formie. Obyśmy tylko byli wszyscy zdrowi, oby nic się nie wydarzyło w ciągu tych dwóch tygodni... Jestem już absolutnie spokojny o formę i mam wrażenie, że trener Urban ma dużo do myślenia.
Na przykład nad Oskarem Pietuszewskim. Taki czas, że każdy musi teraz wyrazić opinię.
- Na żywo widziałem go tylko w kadrze U21 w meczu z Czarnogórą, bo jesienią byliśmy na meczu na stadionie GKS-u Katowice. Nie ma co kryć - to chłopak, który swoją przebojowością, odwagą, czasami arogancją na boisku robi niesamowite rzeczy, więc super, że postawił ten kolejny krok, że się nie bał, że już wyjechał w tak młodym wieku. Mając 17 lat trafić do tak dużego klubu jak FC Porto i od razu się prezentować na niebywale wysokim poziomie - to jest coś niesamowitego. To tylko będzie wartość dodana dla reprezentacji, dla nas wszystkich.
Pamiętam, jak 10 lat temu, przed Euro 2016, miałem odczucie, że na turniej jedzie najmocniejsza kadra w tym wieku. Czy jeśli przejdziecie baraże, będziesz miał podobne? Że to najmocniejsza kadra, w jakiej byłeś?
- Jeśli będziemy grali w klubach i utrzymywali taką formę, jak obecnie, to jesteśmy w stanie osiągnąć sukces. Ale nie chcę wybiegać dalej, niż do barażów. Spokojnie, skupmy się na nich, awansujmy, a później wróćmy do tego pytania.
Atmosfera w kadrze, a książka o Robercie Lewandowskim
Ty żyjesz już tymi barażami? Sprawdzasz, co u rywali, aktualizujesz listę kontuzji?
- Na razie jeszcze bardziej spokojnie podchodzę, ale faktycznie w głowie powoli już się układa to, co nas czeka. Nie powiem, że w ogóle o tym nie myślę. To są mecze, którymi pisze się historię polskiej piłki, więc miejmy nadzieję, że my swoją też napiszemy.
Przed takimi meczami jest dodatkowe napięcie, czy jest jakiś moment, że ono się wyłącza i stawka nie ma znaczenia?
- Ja zawsze lubię ten lekki stres, taką adrenalinę, bo bez tego chyba nie byłoby sensu grania albo rywalizowania na wysokim poziomie. Lubię to poczucie odpowiedzialności - to mnie nakręca.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałem poruszyć, bo w sumie jestem ciekawy. Po tym, jak ukazała się książka Sebastiana Staszewskiego o Robercie Lewandowskim, Lewy wyraził się z bardzo dużym uznaniem, że pod nazwiskiem powiedziałeś, jakich zachowań u niego nie jesteś fanem. Mieliście okazję porozmawiać o tym?
- Jeszcze nie rozmawialiśmy. Poza tym myślę, że Robert jest na tyle doświadczonym piłkarzem, że po prostu wie, co musi robić na boisku, a czego unikać. Premiera tej książki zbiegła się z listopadowym zgrupowaniem, ale generalnie temat przeszedł raczej bokiem. My dobrze wiemy, jaka atmosfera u nas w środku drużyny panuje i tutaj żadne książki, żadne artykuły tego na pewno nie zmienią.












