Gol Świderskiego rozpoczął koszmar. Polacy ewakuowani. Do tego reakcja FIFA
Już tylko godziny dzielą reprezentację Polski od jednego z najważniejszych meczów w pierwszej połowie roku. "Biało-Czerwoni" na PGE Narodowym zmierzą się z Albanią o przepustkę do finału baraży o tegoroczne mistrzostwa świata. W przeszłości obie kadry konfrontowały się wielokrotnie. W pamięci kibiców na długo zostaną zwłaszcza sceny sprzed kilku lat z Tirany. Po bramce Karola Świderskiego rozegrał się koszmar. Naszych piłkarzy zaatakowali miejscowi fani, rzucając w ich stronę butelki oraz inne niebezpieczne przedmioty. Sędzia natychmiast zarządził ewakuację.

Opisywana przez nas sytuacja miała miejsce w 2021 roku. Także obie kadry rywalizowały wtedy o awans na mundial. Nie były to jednak baraże, a główna faza eliminacji. Niespokojnie na stadionie zrobiło się zresztą już przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Albańscy widzowie byli nastawieni bardziej bojowo od samych piłkarzy, bo wygwizdali "Mazurka Dąbrowskiego". Szybko obróciło się to przeciwko gospodarzom, ponieważ incydent zmotywował "Biało-Czerwonych" do skutecznej gry.
Długo brakowało najważniejszego, czyli goli. Ale wreszcie miliony Polaków przed telewizorami zachwycił Karol Świderski. Jego bramka w 77. minucie nie tylko przybliżyła gości do upragnionego triumfu, lecz też przeszła do historii. Powód? Kolejne skandaliczne zachowanie miejscowych kibiców. Ci nie poprzestali na obraźliwych przyśpiewkach i w ruch poszły różnego rodzaju przedmioty.
Cieszący się piłkarze oberwali między innymi plastikowymi butelkami. Sędzia nie mógł pozwolić na kontynuowanie potyczki. "Miejscowi kibice chcieli ustrzelić nawet Wojciecha Szczęsnego. Jedna z rzeczy wylądowała mniej więcej na 30. metrze od polskiej bramki" - opisywał Przegląd Sportowy Onet. W niebezpieczeństwie znaleźli się także fani z Polski. "Prowadzimy, 1:0, nie dajmy się sprowokować. Trzymajmy kciuki, nie dajcie się sprowokować" - apelował zaniepokojony Jakub Kwiatkowski.
Albańczycy zaatakowali polskich piłkarzy. Ekspresowa ucieczka, pachniało walkowerem
"Biało-Czerwoni" ekspresowo znaleźli się w szatni. W pewnym momencie można było spodziewać się nawet walkowera. Albańczycy na trybunach długo nie potrafili się opanować. "K...a Polska, K...a Polska" - niosło się po stadionie w trakcie przerwy, kiedy spiker kilkukrotnie przypominał, że jeśli po powrocie piłkarzy na boisko znowu z trybun polecą jakieś przedmioty, mecz zostanie przedwcześnie zakończony" - meldował portal "sport.pl".
Ostatecznie zawodnicy po prawie półgodzinnej pauzie ponownie zameldowali się na murawie i do poważniejszych incydentów już nie doszło. Sceny z Tirany dotarły jednak do międzynarodowej federacji. FIFA jeszcze w tym samym miesiącu wymierzyła gospodarzom dotkliwą karę finansową. Działacze za karygodne zachowanie fanów musieli zapłacić aż 150 tysięcy franków szwajcarskich, czyli około 700 tysięcy złotych. Ponadto zamknięto cały stadion na jeden mecz eliminacji.
"Wyrażamy ubolewanie z powodu tej decyzji i podejmiemy wszelkie niezbędne kroki, aby takie sytuacje nie miały miejsca w przyszłości i nie zaszkodziły naszej reprezentacji w jej międzynarodowych występach" - pisali Albańczycy. I rzeczywiście do podobnych incydentów w kolejnych latach już nie dochodziło. Także teraz zawodnicy będą mogli skupić się przede wszystkim na grze, ponieważ spotkanie odbędzie się na PGE Narodowym, a nie na gorącym terenie w Tiranie.
Początek czwartkowego widowiska zaplanowano na godzinę 20:45. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.












