Fatalna wiadomość dla sędziego meczu Szwecja - Polska. Czas rozliczeń, oto nota
- To, w jak słabej formie był wczoraj sędzia Slavko Vincić, pokazała kuriozalna kartka dla Piątka. Generalnie miał słaby dzień. Był niechlujny, raz gwizdał tak, raz siak. To bardzo doświadczony sędzia, przecież prowadził finał Ligi Mistrzów, ale tu jakoś tak rozlazł mu się ten mecz. Może i sam to czuł, bo widziałem, że z ulgą go zakończył - mówi w rozmowie z Interią Michał Listkiewicz, były sędzia międzynarodowy, wystawiając arbitrowi ze Słowenii mierną notę i punktując błędy.

Artur Gac, Interia: Panie Michale, to może od razu bez zbędnego wstępu. Czy sędzia główny Slavko Vincić ze Słowenii i generalnie zespół arbitrów wypaczyli wynik spotkania Szwecja - Polska?
Michał Listkiewicz: - Ja zawsze nie lubię takiego stwierdzenia, że wypaczyli, bo nawet podyktowanie rzutu karnego to jeszcze nie jest bramka. Karne bywają obronione, przestrzelone. Natomiast sędziowali ten mecz generalnie słabo, popełnili dużo błędów i niektóre takie, powiedziałbym, kluczowe.
To od razu przejdźmy do konkretów.
- Przy bramce na 2:1 dla Szwedów.
Chodzi o wyblok na Lewandowskim, tak?
- Dokładnie, o wyblok na Lewandowskim z pozycji spalonej, i to ewidentnej. Do tego nie było faulu przy linii bocznej. To w ogóle jest jakieś kuriozum, że przy tak wysoko zawieszonej poprzeczce przez sędziego, gdzie puszczał zagrania dużo bardziej na pograniczu, a tu odgwizdał faul, który na tym poziomie absolutnie nim nie jest. Tym bardziej, że asystent pokazywał aut w drugą stronę i sędzia nie widząc tego dobrze, bo nie mógł widzieć, podyktował rzut wolny, którego nie było.
- Ale z drugiej strony tu mam szacunek do trenera Jana Urbana, który komentując tę sytuację powiedział, że takich wolnych w meczu jest dziesięć. I rzadko się zdarza, żeby z dośrodkowania z tego miejsca padała bramka. To wtedy jest wina obrony, a nie tego, że gdzieś tam przy linii bocznej został podyktowany wolny. Przy wybloku winię VAR, sędzia główny nie mógł tego widzieć, może nawet nie asystent.
Jak w tym meczu pracował VAR?
- Tak, jakby go nie było. Nie było ani jednej sytuacji, żeby VAR już nawet nie mówię o wołaniu do monitora, ale by chociaż zwrócił sędziemu uwagę. Niektórzy podnosili też pierwszy faul na Lewandowskim w polu karnym, ale tam wcześniej była ręka, więc gra została zatrzymana. Za to nie można się czepiać sędziego, bo interpretacja, że jak piłka pójdzie z nogi na rękę to puszczamy, dotyczy tylko obrońcy. Natomiast później było wejście w Lewandowskiego blisko czerwonej kartki, obunóż stempel na nogi, bardzo paskudne zagranie.
- I jeszcze sprawa drugiej kartki dla Szweda, która moim zdaniem była ewidentna, a nie została pokazana. Bergvall wszedł na boisko i tylko "rąbał" cały czas. Dostał tylko jedną kartkę, a popełnił pięć fauli. Szwedzi, moim zdaniem, powinni kończyć w dziesiątkę.
Końcówka meczu też była ciekawa.
- To, w jak słabej formie był wczoraj sędzia, pokazała kartka dla Piątka. To jakieś kuriozum, że w ogóle bez kontaktu, Szwed się złapał za nogę i leżał. Każdy by tak zrobił na jego miejsce, bo prowadzili 3:2, ale pokazanie kartki zawodnikowi, który w ogóle go nawet nie dotknął, było żałosne. Teraz doliczony czas... Z uwagi na zmiany powinno być doliczone jeszcze minimum trzy minuty, a było 50 sekund. Generalnie sędzia miał słaby dzień. Był niechlujny, raz gwizdał tak, raz siak. Szwedów też parę razy skrzywdził, puścił kilka fauli na nich, ale nie w takich sytuacjach, po których padały bramki. Nie był to jego wielki mecz. Bardzo doświadczony sędzia, przecież prowadził finał Ligi Mistrzów, ale tu jakoś tak rozlazł mu się ten mecz. Może i sam to czuł, bo tak widziałem, że już z ulgą go zakończył.
Jest pan w stanie wskazać moment, który mógł sprawić, że sędziemu to spotkanie się "rozlazło"? Kwestia dnia, czy jedną sytuację źle się interpretuje i później wszystko wali się, jak domek z kart?
- Problem następuje, gdy jest brak konsekwencji. Wrócę do tego, że to dobry sędzia, jeden z lepszych w Europie. Natomiast tutaj chyba linia sędziowania mu się posypała, bo najpierw bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę tolerancji. Czyli puszczał takie rzeczy, które może inny by zagwizdał. I zawodnicy już się do tego przyzwyczaili, że nie jest drobiazgowy, tylko puszcza, więc walczymy na całego.
- A potem nagle gwiżdże taki rzekomy faul, jak ten Zalewskiego nie widząc tego, bo nie mógł tej sytuacji widzieć, co wynikało z ustawienia zawodników. Widział to tylko asystent, który prawidłowo pokazał aut w drugą stronę. Szwed ten faul po prostu wymusił, upadł teatralnie. I potem jeszcze ratując, choć ja nie lubię takiego ratowania autorytetu kartką, wlepił Kiwiorowi kartkę za protesty, które nie widać było, żeby były jakieś nadzwyczajne. Nie biegał za sędzią, nie mobbingował. Często sędzia po podjęciu takiej złej decyzji ratuje się kartką za protesty. Bo to już widać, że sam czuł, iż coś tutaj jest nie do końca.
- Natomiast mówię odnośnie do bramki dla Szwedów, sam w sobie rzut wolny, z tak dalekiej pozycji i z bocznego sektora, nie wypaczył wyniku. Ale już wyblokowanie Lewandowskiego, który wyraźnie biegł, żeby pomóc kolegom w zażegnaniu tej sytuacji, a został zablokowany taką ruchomą zasłoną, jak to w koszykówce, przez zawodnika, który przybiegł ze spalonego.
Aż korci mnie na konkluzję, bo na początku rozmowy powiedział pan, iż nie lubi określeń o wypaczeniu wyniku meczu, bo rzut karny to jeszcze nie bramka. Tak tutaj, w tej konkretnej sytuacji, mówimy o golu, który odgwizdaniem spalonego byłby skasowany.
- No tak, bramka byłaby anulowana, jednak to jeszcze była pierwsza połowa. Wynik nadal byłby 1:1, więc nie jest tak, że akurat to wypaczyło, bo byśmy strzelili drugą bramkę i nie stracili żadnej. Gdyby to było w ostatniej minucie lub doliczonym czasie, wtedy może tak. Tak że bramka moim zdaniem nieprawidłowa, natomiast ona była w pierwszej połowie przy wyniku remisowym. Myślę, że jest tutaj też dużo naszej winy. Bo jeżeli gramy z drużyną, która stwarza trzy-cztery sytuacje i strzela trzy bramki, a my mamy dziesięć sytuacji i strzelamy dwie, to coś jest nie tak.
Tak jak często mówimy, co ma uzasadnienie, że futbol bywa okrutnie niesprawiedliwy, tak czasami wymierza sprawiedliwość po czasie. Tu w pewnym sensie los odpłacił nam już po pięciu dniach, bo z kolei my w meczu z Albanią byliśmy słabsi, ale do bólu skuteczni.
- Oczywiście, ma pan pełną rację. O ile Polska nie zasłużyła na wygraną z Albanią, to Szwecja nie zasłużyła na wygraną z Polską. A koniec końców bilans wychodzi na zero. Z tym, że w tym meczu Polska - Albania nie można złego słowa powiedzieć o sędziowaniu. Tam arbitra tak jakby nie było, właściwie nikt nie zauważył jego obecności i tak powinno być. Tu oczywiście podchodzimy emocjonalnie, bo grali Polacy, ale gdyby grały inne drużyny, to też bym powiedział, że wczorajszy mecz był sędziowany słabo. Ale oczywiście, ma pan w pełni rację, że to co dał nam los, żeby nawiązać do piosenki Krzysztofa Krawczyka, "to, co dał nam świat, niespodzianie zabrał los". Szkoda, bo zagraliśmy bardzo dobry mecz, może i najlepszy od czasów objęcia kadry przez Urbana.
Henryk Kasperczak w rozmowie ze mną wręcz stwierdził, że to mógł być mecz założycielski, który poniósłby nas na mundialu. I porównał to do losów Orłów Górskiego, gdy wyszarpali remis z Anglią na Wembley na wagę awansu na MŚ, a później wywalczyli trzecie miejsce. W Sztokholmie styl był, wiele dobrych momentów, tylko wynik się nie zgadzał.
- Heniu ma 100 procent racji, bo przecież na Wembley zagraliśmy tak, no umówmy się... Tam mogło być 5-0 czy 5-1 dla gospodarzy, co przyznają nasi piłkarze. Więc jakby obejrzeć ten mecz z 1973 roku na spokojnie, to tam trzy-czterobramkowe zwycięstwo Anglii byłoby zasłużone. Tymczasem był remis, a potem poszliśmy jak burza na mistrzostwach świata. Może tak samo byłoby tutaj, bo jakościowo byliśmy dużą lepszą drużyną od Szwedów, tu w ogóle nie ma o czym mówić. Jednak piłka jest okrutna. Tu w Gdyni, gdzie mieszkam, rybacy mówią, że liczy się to, co w sieci.
A nam znowu zostaje budowanie. My jesteśmy budowniczymi.
- No tak, trudno. Ale nie ma się czego wstydzić, bo zajęliśmy miejsce drugie w grupie z Holandią, czyli na powrót z gigantem. Ze Szwecją byliśmy lepsi, przegraliśmy, ale nie można mieć wielkich zarzutów do zaangażowania i walki. Nawet do trenera, do składu Zabrakło jakichś drobiazgów, przede wszystkim w defensywie. Teraz trzeba się pozbierać, a na jesieni rusza kolejny cykl eliminacyjny. Trzeba jechać na mistrzostwa Europy, jest zaczyn drużyny. Nawet zakładam, że Robert już się nie podejmie, chociaż też nie powiedział tego ostatecznie. Janek Urban coś już stworzył.
Trudno w stu procentach antycypować ruch Roberta, przez moment wydawało się że zdjęcie z szczególną linią melodyczną jest wymowną decyzją, ale później w wywiadach dał sobie czas na podjęcie ostatecznej decyzji.
- Wie pan, to tak, jak kiedyś z tym wymownym milczeniem Roberta. A propos trenera Brzęczka jestem bardzo, bardzo zadowolony, że mu tak dobrze idzie, wręcz kapitalnie w młodzieżówce. Osiem meczów, osiem zwycięstw. To jednak dowodzi, że został skrzywdzony tym zwolnieniem. To było kompletnie nieracjonalne. Człowiek awansował do finałów i w tym momencie został zwolniony. Nie żalił się i nie płakał po mediach i środowisku, tylko dostał kolejną szansę i na razie ją świetnie wykorzystuje. Wczoraj naprawdę miło mi się zrobiło, bo oglądałem mecz z Czarnogórą i grupka polskich kibiców w skandowała nazwisko trenera Brzęczka. W pełni sobie na to zasłużył.
Jako dziennikarze często lubujemy się w tym, by przyznawać noty po meczach. Jaką ocenę dostałby od pana Slavko Vincić w skali 1-6?
- Dałbym mu 2. Bo to nie chodzi tylko o błędy, które sobie wymieniliśmy, tylko generalnie podejście do meczu i niekonsekwencję.
Czyli mierny?
- Na jedynkę aż nie zapracował, bo to byłaby katastrofa, ale dwójkę. Może dwójkę z plusem, jak to kiedyś było w szkole. Gdy człowiek czegoś nie umiał, nauczyciele mówili: "dwója, ale na zachętę masz plus, żebyś się poprawił".
Sędzia akurat jest w takim wieku, że zachęta może bardziej mu zaszkodzi niż racjonalna ocena.
- No tak. Jednak dodam, że nawet pomimo błędów sędziowskich ten mecz powinniśmy wygrać.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl














