Dlatego PZPN zablokował oprawę kibiców. Kulesza tłumaczy, prawda wyszła na jaw
Niecały tydzień temu reprezentacja Polski zremisowała u siebie 1:1 z Holandią. Oprócz świetnej gry naszej kadry media nie mogły przemilczeć zachowania kibiców, którzy w geście protestu rzucili na murawę kilka rac. Wszystko przez to, że policja zabroniła im wniesienia patriotycznej oprawy i ograniczyła przeprowadzenie zorganizowanego dopingu. O całej sprawie z perspektywy PZPN-u opowiedział Cezary Kulesza.

Do około 60. minuty meczu z Holandią (1:1) w eliminacjach mistrzostw świata na Stadionie Narodowym atmosfera była genialna. Fani zagorzale dopingowali "Biało-Czerwonych". Niestety chwilę później na boisku i poza nim pojawiły się odpalone race, przez co gra musiała zostać przerwana.
Jak się okazało, w ten sposób kibice, którzy prowadzili zorganizowany doping, wyrazili swój przeciw dotyczący tego, jak przed pierwszym gwizdkiem zachowali się funkcjonariusze. A ci nie pozwolili im wnieść oprawy z orłem oraz - jak wynika z relacji fanów - dopuszczali się ostrych kontroli przedmeczowych.
Kulesza wrócił do afery z kibicami na Narodowym. Jasny przekaz. "Od razu sprostujmy"
- Generalnie, z jakiegoś nieznanego nam powodu, zostaliśmy wręcz zdeptani. Była przygotowana cudowna, patriotyczna oprawa. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, przygotowania trwały od dłuższego czasu, a w dzień meczu dowiedzieliśmy się, że decyzją służb mundurowych nie będzie gniazda i nie będziemy mogli wnieść oprawy. To decyzja dla nas kompletnie niezrozumiała - tłumaczył w rozmowie z "Kanałem Sportowym" Mateusz Pilecki, przedstawiciel stowarzyszenia "To My Polacy".
Na zachowanie ultrasów zareagował PZPN. "Bezpieczeństwo na stadionie jest priorytetem. Służby odpowiedzialne za porządek, działając wspólnie z policją, podejmują ostateczne decyzje dotyczące tego, kto nie powinien wejść na obiekt. To one również odpowiadają za przeprowadzenie kontroli w taki sposób, aby uniemożliwić wniesienie na stadion przedmiotów niebezpiecznych. Wszystkie te kwestie zostaną poddane szczegółowej analizie po zakończonym meczu" - przekazano zaraz po ostatnim gwizdku.
Bardzo prawdopodobne, że FIFA nałoży na związek karę pieniężną. W najnowszej rozmowie z "TVP Sport" Cezary Kulesza wytłumaczył, dlaczego kibice nie mogli rozwiesić na trybunach patriotycznej oprawy, czego konsekwencją był ich protest. - Rozmawialiśmy ze stowarzyszeniem, które organizowało doping na meczach kadry. Istnieją konkretne przepisy, które regulują te kwestie, a dopuszczenie flag większych niż przewidują normy może mieć bardzo poważne konsekwencje. Gdybyśmy jako organizator zgodzili się na coś niezgodnego z przepisami i wydarzyłoby się cokolwiek niebezpiecznego, to odpowiedzialność spadłaby na nas - ujawnił prezes.
- Nie zabroniliśmy używania standardowych elementów oprawy, takich jak flagi, bębny czy megafony. Problemem była wyłącznie flaga wielkoformatowa, której nie zgłoszono na żadnym etapie przygotowań - dodał.
Oprócz tego Kulesza zdradził, ile PZPN może kosztować to, co stało się w piątek na Stadionie Narodowym w Warszawie. - Na pewno dostaniemy karę finansową, a i kibice mogą ucierpieć jeśli okaże się, że jakieś sektory zostaną zamknięte na mecz barażowy (...) Jedna odpalona raca na trybunach to kara w wysokości 750 franków szwajcarskich. Z tym, że odpalona raca rzucona na boisko to już inny kaliber przewinienia - tłumaczył.















