Debiutant w kadrze - "po znajomości" z Górnika. Trener porównuje go do włoskich gwiazd
Kryspin Szcześniak w Ekstraklasie zadebiutował w Górniku Łęczna u trenera Kamila Kieresia, a potem trafił do Górnika Zabrze pod skrzydła Jana Urbana. Teraz już jako od selekcjonera reprezentacji Polski dostał pierwsze powołanie. - To normalne, że szkoleniowiec kadry rozgląda się także wśród ludzi, których świetnie zna i wie, jaki mają potencjał - uważa trener Kiereś.

Andrzej Klemba: Kryspin Szcześniak zadebiutował w ekstraklasie w Górniku Łęczna, który pan prowadził. Dlaczego pan na niego postawił?
Kamil Kiereś: To był taki okres w Górniku, że rok po roku awansowaliśmy z drugiej ligi do ekstraklasy. Choć nie taki do końca był plan. W pierwszej lidze zagraliśmy w barażach z szóstego miejsca i sprawiliśmy wielką niespodziankę. Między finałem barażów a pierwszym meczem w ekstraklasie były zaledwie cztery tygodnie przerwy. Straciliśmy podstawowego młodzieżowca Bartłomieja Kukułowicza, a Karol Struski wrócił do Jagiellonii. I właściwie nie mieliśmy żadnego młodego piłkarza. Wszyscy w Górniku szukaliśmy młodzieżowca i trudno było na rynku kogoś znaleźć. Pojawił się pomysł z Kryspinem. Wiedzieliśmy, że ma świetną bazę motoryczną, grywał na prawej obronie, ale nie ma zbyt dużego doświadczenia. Poszliśmy w tym kierunku, bo mieliśmy w głowie też to, jak Raków postawił na Kamila Piątkowskiego. On też motorycznie był na wysokim poziomie, a resztę rzeczy trzeba było wypracować. I chcieliśmy na bazie tego przygotowania fizycznego zbudować świadomość taktyczną Kryspina.
Z miejsca został piłkarzem pierwszego składu. Zdecydował wtedy status młodzieżowca?
- Ściągaliśmy go przede wszystkim pod tym kątem. Mało było czasu na wdrożenie, bo zagraliśmy chyba tylko jeden sparing przed ligą. Najpierw graliśmy w systemie z czwórką w defensywie i Kryspin był prawym obrońcą, ale to nie zdawało egzaminu. Przyglądałem się tej kadrze i uznałem, że profil zawodników może bardziej pasować do ustawienia z trójką w obronie. Kryspin nie do końca pasował na centralnego stopera, ale na półprawego dużo bardziej. I z jego motoryką to był strzał w dziesiątkę. Ta zmiana podziałała na niego i na całą drużynę, bo wygraliśmy trzy mecze z rzędu. On wtedy zaistniał w tym nowym systemie i to zafunkcjonowało. Ten czas w Łęcznej pozwolił mu później pozostać na poziomie ekstraklasy i Górnik Zabrze to dla niego idealne miejsce. Będzie się rozwijał, a to jeszcze młody zawodnik. I być może będzie to przeskok do lepszego klubu.
Nie powiedziałem panu, że Szcześniak właśnie dostał powołanie od Jana Urbana do pierwszej reprezentacji.
- Pamiętam, jak kiedyś ode mnie z GKS Bełchatów po bardzo dobrym sezonie do Górnika Zabrze odeszli Rafał Kosznik i Łukasz Madej. A tam trenerem był Adam Nawałka i jak poszedł do reprezentacji, to w pierwszym roku próbował wielu zawodników i tych, których miał w klubie. Jak choćby Madeja i Kosznika. Tak samo robi Janek Urban. Zna doskonale Kryspina. Podobnie było zresztą z Przemkiem Wiśniewskim. Szkoleniowcy tak czasem działają, że biorą zawodnika, bo wiedzą jak pracuje i jakie ma możliwości. I nie chodzi mi o źle pojmowane "po znajomości". Cieszę się, że Kryspin dostał taką szansę.
Jest pan zaskoczony tym powołaniem?
Jestem, ale jak śledzę Ekstraklasę w ostatnim czasie, to na pewno Kryspin ustabilizował formę. Jak jeszcze prowadziłem Stal Mielec i robiłem analizę przed meczem z Górnikiem [maj 2024 - przyp. red.], błędy indywidualne mu się przytrafiały. Jednak w tym sezonie wszedł na taki stabilny poziom. Błędy zostały wyeliminowane i rzadko się teraz zdarzają.
Można było się spodziewać, że kiedyś dostanie powołanie, ale jestem pozytywnie zaskoczony, że to już dziś się stało.
Z jednej strony mogą paść zarzuty, że Jan Urban go prowadził i dlatego go powołuje, ale z drugiej strony mówi pan, że dobrze go poznał w Górniku.
- Zwykle jest tak, że jak selekcjoner wchodzi do reprezentacji, to powołuje kogoś dobrze mu znanego. Antoni Piechniczek chyba z Józkiem Młynarczykiem pracował w Odrze Opole, a potem go powoływał do kadry. I chyba reprezentacja na tym skorzystała. To normalne, że selekcjoner rozgląda się także wśród ludzi, których świetnie zna i wie, jaki mają potencjał.
Jaka pozycja dla niego jest lepsza? W Górniku grającym czwórką w obronie trener wystawia go zarówno na boku, jak i w środku.
- Dla mnie bardziej Kryspin pasuje do ustawienia z trzema obrońcami i on jako ten półprawy. Chociaż nie wiem, jak Janek Urban na to patrzy, bo ja wcześniej stoperów bardziej klasyfikowałem jako wysokich zawodników. Jeśli chodzi o budowę, to Kryspin mi przypomina Fabio Cannavaro czy Franka Baresiego. To byli świetni stoperzy, choć niewysocy. Dlatego ja wtedy nie do końca byłem przekonany do niego jako stopera w czwórce, a na półprawego idealnie mi pasował. Janek Urban na razie gra trójką obrońców i pod to powołał Kryspina. W Górniku też moim zdaniem lepiej wypada w czwórce na prawej obronie niż w środku. I na boku defensywy mocno się rozwinął w ostatnim czasie.
A jako człowiek, a nie piłkarz, jaki jest Kryspin?
- Pamiętam pierwsze spotkanie w Łęcznej, to wszedł młody człowiek skromny, trochę wyciszony i ostrożny. Miałem pewne obawy, ale jak zaczął grać i drużyna go poczuła, to szybko było widać dojrzałość. Teraz jak przyglądam się z boku, to wydaje mi się spokojny, pracowity, bez żadnych problemów pozasportowych w prowadzeniu. Powiedziałbym, że młody, profesjonalny człowiek ukierunkowany na rozwój.














