Czasem trzeba przestać kombinować. Kadra ruszyła, gdy wszedł Pietuszewski
Piłka nożna bywa czasem do bólu logiczna. Oczywiście każda, nawet najbardziej niezrozumiała i nieoczywista decyzja ma swoje podłoże w analizie, z której wychodzi, że ma ona sens, ale bywa też i tak, że najprostsze ruchy są po prostu najlepsze. Jeśli Jan Urban nie był przekonany do tej teorii, dostał dowód, że niesłusznie.

Jan Urban dosłownie pierwszy raz dał powody, by powiedzieć, że nie wypaliły jego kluczowe decyzje. Wszystkie, które mogły do tej pory być podważane, w rzędzie wartości można było ustawić za dziesięcioma innymi. Na szczęście mówimy tylko o decyzjach dotyczących pierwszej połowy meczu z Albanią, które dało się naprawić w drugiej.
Albańczycy dokładnie tego chcieli
Tym razem selekcjoner zestawił skład pod grę pressingiem - taka charakterystyka piłkarzy - a pressingu nie było wcale. Zdecydował się na Filipa Rózgę, a on piłkarsko nie dał niczego. Opracował plan na spotkanie, który idealnie wkomponował się do planu Albańczyków, bo od 8. minuty - gdy ostatni raz w pierwszej połowie oglądaliśmy coś realnie pozytywnego w wykonaniu Polaków - nie dało się uciec od wrażenia, że jeśli Sylvinho wcześniej rozgrywał ten mecz w głowie, to wyglądał kropka w kropkę, jak to, co widzieliśmy na Narodowym.
Jan Bednarek popełnił ogromny błąd, ale gol padł także przez to, że Albańczycy umieli doprowadzić do sytuacji, w której mogli na taką pomyłkę liczyć. Byli cierpliwi, potrafili z każdej straty Polaków błyskawicznie przejść do ataku, nie podpalali się. Gdy nadarzała się okazja, ruszali siłą czterech-pięciu piłkarzy, jakby wiedzieli, że to wystarczy. Że wreszcie ktoś popełni błąd, który będzie można wykorzystać bez angażowania w to wszystko ryzyka w postaci odkrywania się.
Zobacz również:
Najbardziej logiczna zmiana świata
W reprezentacji Polski nie dało się znaleźć żadnego piłkarza, który realnie mógłby wpłynąć na zmianę obrazu tego spotkania. Wydawało się, że taki siedzi na ławce - wpuszczenie Oskara Pietuszewskiego urastało do rangi nie tylko najważniejszej zmiany, jakiej może dokonać Jan Urban, ale też najbardziej oczywistej na świecie.
Czasem trzeba po prostu przestać kombinować. Pietuszewski po wejściu robił dokładnie to, o co go podejrzewaliśmy - bez kompleksów brał grę na siebie, nie bał się ryzyka, nawet "konwersja" strat do udanych zagrań była wyższa niż w FC Porto. Nie musiał mieć udziału przy golach - on był jak olej dodany do zardzewiałych trybów, które zaczynają pracować dopiero, gdy się pojawi.
Sam Oskar, choć prawdopodobnie najlepszy na boisku od chwili wejścia na nie, meczu z Albanią nie wygrał - gole strzelali ci, na których barkach powinien spoczywać los reprezentacji (Robert Lewandowski i Piotr Zieliński), ale czasami potrzeba impulsu, który ten zespół ewidentnie dostał. A tak, jak należy krytykować Jana Urbana za przestrzelone decyzje z pierwszej połowy, tak można zapisać plusika na jego konto, że nie chciał uparcie przy nich trwać. Po Pietuszewskiego sięgnął wraz z początkiem drugiej połowy, nie liczył też na cud, że "samo się odrobi" i obiektywnie wcześnie wprowadził na boisko napastnika (Karola Świderskiego) kosztem obrońcy (Tomasza Kędziory). A my wszyscy mamy szczęście, że ta lekcja nie kosztowała nas tak drogo, jak mogła, gdyby Albańczycy nie pozwolili na włączenie trybu, który nas tym razem uratował. Tego z konsekwencjami niewykorzystanych sytuacji.













![Boks: Fury - Machmudow. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMHH1XPQMXR4A-C401.webp)