Co za zachowanie trenera względem Pietuszewskiego. Polak może mieć spokojną głowę
- Zdarzyło się, że w meczu z Benfiką Oskar miał stratę na własnej połowie, po której była groźna akcja Benfiki, ale Francesco Farioli nie wyglądał na człowieka, który by się tym zdenerwował. On ewidentnie bierze Polaka z całym dobrocieństwem inwentarza. Gdy w meczu z Rio Ave dośrodkował, a piłka poleciała "gdzieś w krzaki", od razu było pokazane przez realizatora oblicze trenera, który... bije brawo. Myślę, że Farioli chucha i dmucha na Oskara i wie, jak się względem niego zachować - mówi w rozmowie z Interią Marcin Gazda, komentator ligi portugalskiej w Eleven Sports.

Przemysław Langier (Interia Sport): W Internecie pojawiają się krótkie klipy z zagraniami Oskara Pietuszewskiego. Wynika z nich, że mamy do czynienia z piłkarzem na miarę Neymara. A jak jest, jak się obejrzy serię pełnych występów tego piłkarza?
Marcin Gazda (komentator m.in. ligi portugalskiej w Eleven Sports): - Za każdym razem mam takie wrażenie, że on mecz traktuje jako sprint, a nie długi dystans. Widać, że od pierwszych minut chce ruszać do przodu, co jest pozytywną cechą, a dowodem choćby jego pierwszy gol dla Porto, gdy nie kalkulował możliwości zderzenia się ze słupkiem - co zresztą nastąpiło. Natomiast abstrahując od tego trafienia, Oskar rzadko kiedy dostając piłkę, oddaje ją do tyłu. Zawsze szuka wejścia w drybling, między rywalami szuka przestrzeni, by jak najszybciej przedostać sie pod bramkę. Pokazuje wielką energię, czego wcześniej w Porto jakby brakowało.
Jednocześnie wiemy, że nie wszystkie decyzje podejmowane przez Oskara są trafione. Czy spotkałeś się, by gdzieś w portugalskich mediach ktokolwiek zwracał na to uwagę, czy każdy błąd jest tam wkalkulowany w jego styl gry?
- Nie zauważałem krytyki, wręcz widziałem zachwyty. Natomiast nie ma co kryć - patrząc w statystyki, widać wiele strat. To nie jest tak, że Oskarowi wszystko wychodzi, a każda jego akcja zamienia się w złoto. Był mecz, gdy zanotował 16 strat, był inny, gdzie było ich aż 21. Początek meczu z Benficą też był dla niego nerwowy i w teorii pełen błędów. A mimo to w kluczowej akcji nie miał wątpliwości, jak próbować ją rozegrać - i zdobył niesamowitego gola. Te minusy, o których mówimy, są w tym wszystkim czymś naturalnym. Mnie łatwo je zaakceptować i zrozumieć - a Portugalczycy mają dokładnie takie samo podejście.
Mieli tylu dryblerów w swojej historii, że wiedzą, iż jeszcze taki się nie urodził, który nie generowałby strat piłki po drodze.
- Dokładnie. Na przykład zdarzyło się, że w meczu z Benfiką Oskar miał stratę na własnej połowie, po której była groźna akcja Benfiki, ale Francesco Farioli nie wyglądał na człowieka, który by się tym zdenerwował. On ewidentnie bierze Polaka z całym dobrocieństwem inwentarza. Ja też powtarzałem w paru programach, że gdy Oskar źle zacentrował w jednym z meczów, bodajże z Rio Ave, a piłka poleciała "gdzieś w krzaki", to od razu było pokazane przez realizatora oblicze trenera, który... bije brawo. Myślę, że Farioli chucha i dmucha na Oskara i wie, jak się względem niego zachować. Tym bardziej, że w Polaku widzę też dużo energii w grze defensywnej. Wraca się, walczy w odbiorze, niemniej jest ukierunkowany na grę do przodu i to na pewno cieszy.
Świat zachwycony golem Oskara Pietuszewskiego
Jak dużym medialnym tematem był gol Oskara przeciwko Benfice?
- Wczoraj wchodzę na "O Jogo" i tam wita mnie obrazek Oskara, który sadza na tyłku Otamendiego. Obok jest wypowiedź Jana Urbana, który mówi o znakomitym wykończeniu w tej akcji. Tak więc widzimy, że to był temat w przestrzeni portugalskiej, ale też myślę, że w światowej powstało wiele memów na temat tego gola. Tym bardziej, że Otamendi jest gościem twardym, nieprzyjemnym i tak, jak ma wielu zwolenników w Argentynie i wśród kibiców Benfici, tak też z racji tego, że na boisku nie jest przyjemnym gościem w obyciu, ma wielu wrogów. Wiele osób się z niego śmiało - że tak się dał zrobić młodemu.
- Oskar ma dwie rzeczy na pewno - motorykę na niesamowitym poziomie i szybką regenerację po sprintach, bo on tych sprintów może wykonywać całkiem sporo. Do tego ma te głowę do piłki, co pokazała chociażby ta akcja w meczu z Benficą. Jeżeli będzie dobrze się prowadził, to naprawdę powinien zrobić wielką karierę.
Jakieś duże postacie oprócz Jana Urbana komentowały jego bramkę?
- Tak, Jose Mourinho. Przede wszystkim w takim kontekście, że Benfica została ośmieszoną tym golem, ale takie słowa to przecież też uznanie dla samego strzelca.
Co z przyszłością w FC Porto?
Pietuszewski wyszedł w podstawowym składzie na wielki mecz z Benficą. Czy on już jest na stałe zawodnikiem z jedenastki?
- I tak, i nie. Bo zależy, co rozumiemy przez "podstawowy skład". Oskar nie może grać w Europie - nie jest zgłoszony do tych rozgrywek. Porto zaraz gra ważny mecz ze Stuttgartem, a Oskara nawet nie będzie w kadrze. Można powiedzieć, że jego od samego początku pobytu w Portugalii, jego rola została określona w ten sposób, że jeśli ma grać, to tylko w lidze i pucharze, więc trudno mówić wprost, że jest żelaznym członkiem jedenastki. Jednocześnie widzimy, że jego rywal do miejsca w składzie, Borja Sainz, rozczarowuje - mimo że był jedną z gwiazd zespołu. Tak więc coraz więcej wskazuje, że w meczach ligowych faktycznie Pietuszewski może wychodzić w podstawowym składzie.
Gdybyśmy porównali styl gry Pietuszewskiego z jego rywalami do składu - w czym jest wyraźnie lepszy, a gdzie przegrywa w takim porównaniu?
- W doświadczeniu. Bo tego doświadczenia może brakować choćby w kwestii decyzyjności, bo doświadczony zawodnik moim zdaniem lepiej jest w stanie wyważyć moment, kiedy należy podać, a kiedy należy zakończyć akcję samemu, kiedy należy dośrodkować, a kiedy strzelić. Ale zapewne to się wykrystalizuje na przestrzeni najbliższych miesięcy lub lat.
Oskar Pietuszewski, a reprezentacja Polski
My już myślimy o Oskarze w kontekście reprezentacji. To piłkarz pod grę w kadrze na pozycji numer 10? Bo raczej nie wahadłowy.
- Tak, pomimo tego, że on też się wraca do defensywy. Ale i tak w moim odczuciu atutami bliżej mu na "dziesiątkę", czyli tam, gdzie ostatnio w kadrze Jana Urbana występowali Nicola Zalewski i Jakub Kamiński.
Po serii takich występów i możliwości zmontowania tak efektownego "best skills and goals", od razu zaczęły się pojawiać głosy, ile to FC Porto może na nim zarobić. Abstrahując od klauzuli na poziomie 60 mln euro, myślisz, że na bazie transferowej historii Porto, taki bardzo szybki transfer do jakiegoś europejskiego giganta jest w ogóle realny?
- Porto ma wielką markę sprzedażową na świecie. Niedawno właśnie z Porto, i to po roku gry odkąd wrócił z wypożyczenia z Anglii, do PSG został sprzedany Vitinha, czyli piłkarz, który miałby dziś miejsce pewnie w każdej drużynie na świecie. Tak więc wszystko jest możliwe, choć wydaje mi się, że lepszą opcją będzie pozostawienie Oskara przynajmniej do końca następnego sezonu. Tak, żeby zakorzenić się na wysokim poziomie. Żeby pograć też w europejskich pucharach, bo pod wodzą Farioliego może się bardzo fajnie rozwinąć.
Wytłumacz mi jeszcze, co się stało z Janem Bednarkiem? Ja wiem, że jego czarny PR nie był do końca zasłużony, ale on w ostatnim półroczu tylko w jednym miesiącu nie był wybierany obrońcą miesiąca w Portugalii.
- On sam przyznawał w rozmowie dla Łączy Nas Piłka, że po prostu zmienił otoczenie i nie jest w klubie typu Southampton, gdzie zawsze będzie się działo źle. Tam zawsze była walka o przetrwanie. Teraz jest w klubie, który posiada piłkę, który atakuje, który nie musi być skazany na to, aby walczyć o byt. Do tego widać, że jest liderem zespołu, czuje się pewnie. Zmiana otoczenia wpłynęła na niego korzystnie - pewnie nawet bardziej, niż sam mógł przypuszczać. Miał idealny timing z tym transferem, zresztą podobnie jak Oskar Pietuszewski. A że okazało się, że w jednym klubie może liczyć też na polskie towarzystwo, to mamy sytuację win-win dla każdego.












