Niezbyt ryzykownym będzie stwierdzenie określające Ernesta Wilimowskiego jako jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii polskiej piłki nożnej. Urodzony 23 czerwca 1916 roku w Katowicach napastnik w dwudziestoleciu międzywojennym był jednym z najwybitniejszych piłkarzy świata. W Polsce bił kolejne rekordy, zarówno w rozgrywkach ligowych, jak i z białym orłem na piersi.
Do historii polskiej ligi przeszedł jako strzelec dziesięciu goli w jednym spotkaniu. Miało to miejsce 21 maja 1939 podczas spotkania z Union Touring Łódź. Nie był to jedyny rekord, który Wilimowski wyśrubował. Z Ruchem Hajduki Wielkie (dzisiejszy Ruch Chorzów) czterokrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, samemu również czterokrotnie będąc najlepszym strzelcem.
Swoją legendę Wilimowski ustanowił jedynym występem podczas mistrzostw świata. W 1938 roku mundial odbywał się we Francji, a Polska debiutując stanęła naprzeciw Brazylii. Był to pojedynek dwóch wybitnych strzelców - Wilimowskiego oraz Leonidasa. W ostatecznym rozrachunku zwycięsko wyszła Brazylia, która wygraną 6:5 rozpoczęła marsz po brązowy medal. W indywidualnym pojedynku lepszy był jednak reprezentant Polski, który strzelił cztery bramki (Leonidas zaliczył trzy trafienia). Do dzisiaj trwają spory dotyczące jednej z bramek przypisanych Wilimowskiemu, jednak pozostańmy przy oficjalnych danych zatwierdzonych przez FIFA.
Przez długie lata był to absolutny rekord mistrzostw świata. Pobił go dopiero w 1994 roku Oleg Salenko. Rosjanin w starciu z Kamerunem strzelił aż pięć goli, wyrzucając Polaka z piedestału.
Legenda wyklęta. Jedna decyzja zaważyła na wszystkim
W późniejszych latach o Wilimowskim w Polsce zazwyczaj mówiło się źle - a w najlepszym wypadku neutralnie, z delikatnym zrozumieniem wyborów życiowych napastnika. Po rozpoczęciu inwazji III Rzeszy na Polskę Wilimowski był jednym z piłkarzy wpisanych na Volkslistę. Podczas wojny pracował jako policjant, dzięki czemu uniknął wcielenia do armii. Reprezentował barwy niemieckie, dla których łącznie rozegrał osiem spotkań i strzelił 13 goli. W reprezentacji Polski natomiast w 22 oficjalnych meczach strzelił 21 goli.
W Polsce go absolutnie skreślono. Duży wpływ na to miały władze PRL, które wykreśliły go z historii. Po wojnie kontynuował grę w piłkę, lecz do końca życia nie wrócił do Polski. Zmarł 30 sierpnia 1997 roku w Karlsruhe.
Równo 28 lat po śmierci Wilimowskiego odbędzie się jego ponowny pochówek. O całej sprawie poinformował Ruch, w barwach którego napastnik osiągał największe sukcesy. Pierwszoligowiec poinformował, że ponowna uroczystość pogrzebowa odbędzie się 30 sierpnia o godzinie 11:00 w Karlsruhe - w kolejną rocznicę śmierci Wilimowskiego, w mieście, w którym został pochowany.
Na początku kwietnia Paweł Czado ze "Sportu" poinformował o problemach z dotychczasowym grobem byłego reprezentanta Polski. - Władze miasta postanowiły przeznaczyć ten akurat fragment nekropolii na inne cele. W efekcie grób może zwyczajnie przestać istnieć - informował wówczas Czado.
Ruch Chorzów postanowił włączyć się w ochronę pamięci swojego byłego piłkarza. Za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej informowano o zbiórce na ekshumację i przeniesienie nagrobku w inne miejsce. Miało to kosztować ponad 20 tysięcy euro. Kwotę udało się zebrać, a efektem tego będzie sobotnia ceremonia.













