Burza w Szwecji po tym, co zrobił Polak. Doszło do konfrontacji przed meczem
Spotkanie Polski ze Szwecją w finale baraży do mistrzostw świata 2026 zdominowało przekaz medialny nie tylko w naszym kraju, ale także po drugiej stronie Bałtyku. Obecnie mówi się tam również o tym, co zaszło po konferencji prasowej z udziałem Szwedów. Jednemu z polskich dziennikarzy nie spodobał się przebieg spotkania z mediami, a jego słowa wywołały błyskawiczną reakcję.

Polska po pokonaniu Albanii oraz Szwecja po pokonaniu Ukrainy mają teraz ten sam cel - wygrać we wtorkowym finale i wywalczyć upragniony bilet na mistrzostwa świata 2026, które w połowie czerwca rozpoczną się w USA, Meksyku i Kanadzie.
Zanim na konferencji prasowej pojawili się Jan Urban i Jakub Kamiński, z przedstawicielami mediów spotkali się selekcjoner Szwedów Graham Potter oraz kapitan kadry "Trzech Koron" Victor Lindelof. O tym spotkaniu głośno zrobiło się w polskich mediach społecznościowych, bowiem dziennikarz Łukasz Ciona nie mógł zrozumieć decyzji, w której Polacy zostali niejako pominięci w całej konferencji. Nie mogli oni zadawać pytań, a na dodatek znajdujący się na sali tłumacz nie przekładał wypowiedzi Lindelofa ze szwedzkiego na, chociażby angielski.
- Absurdalna konfa Szwedów. Gadają po swojemu do trenera, tłumacz nic nie tłumaczy a my Polacy słuchamy jak Małpy. Dramat - napisał na portalu "X". Wtedy z pewnością nie mógł się spodziewać, że kilka godzin później zaczną się o nim rozpisywać Szwedzi.
"Sytuacja przed meczem Szwecja-Polska jest napięta. Teraz SvFF (szwedzka federacja - przyp. red.) jest atakowany przez niespodziewaną konferencję prasową. "Siedzieliśmy tam jak małpy" - wścieka się Łukasz Ciona" - obrazuje wszystko portal "fotbollskanalen.se".
Polak nie wytrzymał po konferencji Szwecji i zaczęła się burza. "To naprawdę przykre".
Co więcej, dziennikarz Martin von Knorring postanowił skonfrontować się z Cioną.
"Kiedy Fotbollskanalen rozmawia z Cioną kilka godzin po konferencji prasowej - i kiedy Polska zorganizowała konferencję prasową w dokładnie takim samym formacie - łagodzi swoją krytykę. - Byliśmy po prostu rozczarowani, ponieważ naszym standardem w Polsce jest tłumaczenie symultaniczne - mówi Ciona" - czytamy dalej.
W obronie swojej federacji, dziennikarz poprosił o komentarz rzecznik prasową SvFF i przekazał jej stanowisko polskiego dziennikarza. "Rzeczniczka prasowa SvFF, Petra Thorén, wyjaśnia, że polscy dziennikarze mieli dostęp do wszystkich materiałów z konferencji prasowej i dodaje, że Polska również została wcześniej poinformowana o sytuacji. - To naprawdę przykre, że dziennikarze tak mówią. Wcześniej uzgodniliśmy to z polską federacją".
Teraz obie strony mogą w pełni skupić sie na meczu, który odbędzie się już jutro o godzinie 20:45. Relacja tekstowa prowadzona będzie na portalu sport.interia.pl.













