Boniek prosto z mostu. "Mamy problem". Jest też jasny apel do Lewandowskiego
- Jakby na miejscu Urbana był Santos, to po takim meczu, jak ten ze Szwecją nie wpuścilibyśmy go do Polski. Nie mówię, że PZPN zrobił źle, przedłużając kontrakt Urbana. Wręcz przeciwnie. Trenerowi trzeba podziękować, bo dzięki niemu wróciła miłość do reprezentacji, pewne rzeczy zaczęły być normalne. Jednak z obroną trener ma problem - mówi Zbigniew Boniek, legenda polskiej piłki, w rozmowie z Interią. Jest też apel do Roberta Lewandowskiego.

Dariusz Ostafiński, Interia: Kurz opadł, ale dalej nie potrafię zrozumieć, jak mogliśmy przegrać ze Szwecją. A pan?
Zbigniew Boniek, były reprezentant Polski: Nie chce mi się specjalnie wracać do tego meczu, bo musiałbym powiedzieć, że graliśmy z najsłabszą Szwecją od 100 lat. No ja tak słabej Szwecji nie widziałem. Ta drużyna bez trzech najlepszych zawodników myślała wyłącznie o tym, jak dotrwać do rzutów karnych.
A my?
- A my zagraliśmy słabo w obronie i nad tym trzeba się zastanowić. To jest temat dla Janka Urbana. Trudno mu cokolwiek zarzucić, jak idzie o grę ofensywną, bo tam były schematy taktyczne, inteligencja i kreatywność.
Boniek nie gryzie się w język. "Santosa nie wpuścilibyśmy do Polski"
Obrona była jednak dziurawa.
- Obronę trzeba ułożyć, przyjmując pewne założenia. Janka lubimy, bo to jest dobry i fajny trener, ale przegraliśmy i nie możemy też mówić, że nic się nie stało. Jakby na miejscu Urbana był Santos, to po takim meczu nie wpuścilibyśmy go do Polski. Nie mówię, że PZPN zrobił źle, przedłużając kontrakt Urbana. Wręcz przeciwnie. Trenerowi trzeba podziękować, bo dzięki niemu wróciła miłość do reprezentacji, pewne rzeczy zaczęły być normalne. Jednak z obroną trener ma problem. Niech ułoży ją najlepiej, jak się da, bo ja nie wiem, jak to możliwe, że przy trzech środkowych obrońcach tracimy trzy gole z tak słabym przeciwnikiem.
Może to wina systemu. Trener Urban, podobnie jak jego poprzednicy, uparł się na grę trójką obrońców.
- Można o tym dyskutować, choć według mnie problemem nie jest to, że gramy 3-5-2, a nie 4-4-2. Można grać trójką stoperów jeśli są oni skoncentrowani do bólu. U nas tak nie jest.
Trener Jerzy Engel powiedział mi, że jego zdaniem nie możemy grać trójką z tyłu, bo nie mamy do tego ludzi, bo nie potrafimy.
- Wykonawcy są słabi. Nie mamy dobrych wykonawców pomimo tego, że w mediach społecznościowych jest tyle zachwytów nad formą naszych zawodników. Ktoś strzeli gola w przegranym meczu i już jest wielkie halo. Potem jednak ci piłkarze przyjeżdżają na kadrę i nie dają tego, czego byśmy oczekiwali. To jest karygodne, że przegramy 2:3 w barażu, że strzelamy dwie bramki na wyjeździe i nawet nie doprowadzamy do karnych.
Wszyscy są jednak zachwyceni. Z reakcją na porażkę naszej kadry jest trochę tak, jak z tymi przesadnymi zachwytami nad formą naszych zawodników w ligach zagranicznych.
- Bo wróciła ta normalność. Zachwyciliśmy się, bo ta kadra dała nam to, czego wcześniej nie było. Od przejęcia drużyny przez trenera Urbana do tego meczu ze Szwecją żyliśmy w takim pozytywnym świecie, aż przyszedł ostatni sprawdzian i niestety nam nie wyszło.\
Co dalej z Bednarkiem w kadrze?
I teraz słyszę i czytam, że to dobra okazja, żeby dokonać zmian, żeby kilku zawodników wyrzucić i znaleźć lepszy. Pada nazwisko Bednarka.
- Mnie się też wydaje, że trzeba szukać. Zawsze trzeba. Nawet jak zawodnicy dobrzy. A co do Bednarka, to Michniewicz z niego nie korzystał, ale inni już tak. Nie chodzi jednak o jednego człowieka, ale o cały system. Nie jesteśmy w obronie zorganizowani na tyle dobrze, żeby wygrywać ważne mecze. I trzeba jasno dodać, że bez dobrej obrony do niczego nie dojdziemy.
Żeby było jasne, to ja też nie sprowadzam problemu z obroną do Bednarka. Ze Szwedami zawiódł przecież nawet tak świetny wcześniej Matty Cash.
- Tym bardziej zostawmy Bednarka pamiętając jednak, że on już w meczu z Albanią wykręcił na numer. Na pewno jesteśmy z niektórymi problemami na rozdrożu. Trzeba się zastanowić, co z tą drużyną. Zwłaszcza w sytuacji, gdzie nie jedziemy na mundial. Ktoś powiedział, że to nie jest krok do tyłu, a ja się z tym nie zgadzam. Przez pół roku nie gramy niczego poważne, bo towarzyski mecz z Nigerią w czerwcu to nie to samo. Niektórzy nie przyjadą, bo będą przemęczeni. Z drugiej strony jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy dobrego trenera, a porażka czasem pozwala pewne rzeczy dobrze przemyśleć. Jan Urban ma czas, żeby się zastanowić, jak grać, żeby wykorzystać potencjał Zalewskiego i tych kilku dobrych zawodników, których mamy.
Bo jednak walkę o mundial przegraliśmy.
- Ja bym powiedział, że trzeba to robić po to, żeby stabilizacja nie przerodziła się w stagnację. A w ogóle to mam do Janka pełne zaufanie. Powiem, że jako piłkarz nigdy nie myślałem, że przegrałem lub wygrałem mecz przez trenera. On dawał mi wiadomości na temat rywala, przygotowywał mnie mentalnie i fizycznie, ale na boisku to ja decydowałem. I o meczu ze Szwecją można powiedzieć tak, że zawiedli zawodnicy, którym zabrakło mądrości. Przy 2:2 nikt nie wpadł na pomysł, żeby wrócić, zaczekać. Graliśmy fajnie do przodu, ale efekt jest taki, że przegraliśmy.
Boniek z jasnym apelem do Lewandowskiego
Wróćmy do tematu zmian w kadrze. Być może szykuje się jedna bardzo wielka, bo Robert Lewandowski znów puszcza sygnały, że być może zakończy grę w reprezentacji.
- Chciałbym, żeby on grał tak długo, jak będzie mógł. A w tej sytuacji musi szybko podjąć decyzję. Takie może będę, może nie będę długo nie może trwać. Jak ktoś się zastanawia i ma wątpliwości, to nie jest tym, kim był. Wiemy, ile Lewandowski zrobił dla naszej reprezentacji, ale oczekiwałbym jasnej deklaracji. Musi powiedzieć: zrobiłem wszystko, mam 38 lat i muszę się skoncentrować na lidze, albo dać informację, że przyjedzie na Ligę Narodów, że chce grać w tej drużynie dalej. To jednak musi stać się szybko.
Te ostatnie mecze pokazały, że Lewandowski wciąż jest potrzebny.
- I to się nie zmieni, dopóki będzie grał, strzelał bramki i miał okazje. Jasne, że jako 38-latek już nie jest tym zawodnikiem, co kiedyś, że nie porusza się tak samo. Dopóki jednak będzie miał okazje i strzelał bramki, to będzie przydatny. On sam musi jednak wiedzieć, że jest częścią tej reprezentacji. Bardzo ważną, ale jednak częścią. A w tej reprezentacji są zasady.
To znaczy?
- Że jeśli Robert powie tak, to musi to zrobić w stu procentach. To nie może być tak, że chcę być w reprezentacji, ale w czerwcu nie przyjadę, bo mi się nie chce. Myślę sobie jednak, że Lewandowski może się skusić na to, by być kadrowiczem na pełen etat. Ma szansę dojść do stu bramek i to jest to, co może go przy tej kadrze trzymać. Ja bym jeszcze chciał, żeby do tego celu dołożyć chęć awansu i zagrania na najbliższym Euro.
Równie dobrze może być jednak tak, że reprezentacja będzie musiała sobie radzić bez Lewandowskiego.
- Kilka ważnych meczów graliśmy już bez Roberta. To nie ta sama muzyka, ale reprezentacja nie przestanie przez to istnieć. Każdy da z siebie 10 procent więcej i jakoś sobie poradzimy.
To przyszłość kadry. Pada to jedno nazwisko
Tym bardziej że na horyzoncie jest kilku nowych, ciekawych piłkarzy.
- Nie tak dawno nikt nie myślał o Pietuszewskim. I to pomimo tego, że ze Szwecją nic nie zrobił. Tak się nawet zastanawiam, czy więcej nie dałoby nam wejście Modera. Jednak do Pietuszewskiego należy przyszłość. A to tylko pierwszy przykład z brzegu. Zawsze ktoś się wybije.
Jeszcze jakbyśmy mieli mocniejszą ligę, to bylibyśmy spokojniejsi.
- To bez znaczenia. Ci, którzy wybijają się w polskiej lidze, szybko z niej wyjeżdżają. Problem jest w tym, o czym mówiłem wcześniej. W tych przesadnych zachwytach, ale nie tylko. Dziś mamy traumę po Szwecji, choć w składzie mieliśmy jednego z najlepszych napastników na świecie, pomocnika światowego formatu, Kamińskiego w wielkiej formie i dwóch świetnych, wręcz fantastycznych obrońców z Porto. Piłkarzy miesiąca. I znów musielibyśmy wrócić do rozmowy o układaniu defensywy, ale to już było.
Możliwa zmiana uczestnika mundialu. Wszystko w rękach Trumpa
A już tak na marginesie, to nie ma pan wrażenia, że te baraże były źle ułożone. Szwecja zdobyła 2 punkty w grupie eliminacyjnej i dostała nagrodę w postaci finału granego u siebie.
- Poprzedni finał barażu to my graliśmy u siebie, więc też z tego skorzystaliśmy. Jasne, że jest to wszystko trochę dziwne i smutne, ale wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać. A co mają powiedzieć Włosi, którzy zdobyli 18 punktów, przegrali dwa mecz i znów nie jadą na mundial.
Oni przynajmniej mogą liczyć na to, że zastąpią Iran.
- Nie mają żadnych szans. Nigdzie nie jest napisane, że Włosi na tym skorzystają. Nie wiem kto, ale to raczej będzie jakaś drużyna spoza tej wielkiej piłki. Skąd panu w ogóle przyszło do głowy, że to mogliby być Włosi.
Są najwyżej w rankingu z tych drużyn, które przegrały baraż i nie ma ich na mundialu.
- Rankingi są ważne, ale przy rozstawieniach i losowaniach, ale jak się sportowo przegrało, to trudno liczyć na to, że FIFA nagle będzie patrzyła na ranking. Zresztą Iran na tych mistrzostwach zagra.
W obecnej sytuacji nie byłby tego taki pewny. Wojna wisi na włosku.
- Fakt, że trudno cokolwiek przewidywać. Jak się ma Donalda Trumpa za prezydenta, to łatwiej szóstkę w totka trafić, niż powiedzieć, że coś się na pewno wydarzy. Jeszcze nie było jednak czegoś takiego, że ludzie rządzący światem potrafili zmieniać zdanie pięć razy w ciągu dnia. Nawet jeśli jednak Iran nie pojedzie, to nie zostanie zastąpiony przez kraj europejski.
Kiedyś Europa miała na mundialu ponad 50 procent miejsc, teraz ma 33.
- Jednak w powiększeniu liczby drużyny i przekazaniu większej liczby miejsc krajom spoza Europy nie chodziło o podniesienie poziomu. To kiełbasa wyborcza, a poza tym produkt ciekawszy dla sponsorów i taki, gdzie można więcej zarobić na prawach telewizyjnych. Nie ma się jednak co martwić, bo na końcu i tak wygra Europa lub Ameryka Południowa.












