Bez szans na baraż z Ukrainą w Polsce? Listkiewicz: Wybrałbym inne miejsce
- Na moje oko jest zbyt duża stawka, by jakieś przyjacielskie relacje miały znaczenie. Do tej pory Ukraińcy grali w Polsce, bo mają tu swoją potężną mniejszość narodową, która ich dopinguje, ale trudno wymagać, by zostali przy tym rozwiązaniu - mówi w rozmowie z Interią Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, który za czasów swojej kadencji szedł pod rękę z Ukrainą po prawo do organizacji Euro 2012.

Przemysław Langier (Interia Sport): Awansujemy na mistrzostwa świata?
Michał Listkiewicz (były prezes PZPN): - Jeżeli zagramy na takim poziomie intensywności i koncentracji, jak w meczach z Holandią, a do tego wszyscy zawodnicy będą w optymalnej dyspozycji i bez kontuzji, to jestem dużym optymistą.
Najpierw zagramy z Albanią. Spodziewa się pan ciężarów?
- Dużo gorzej by było, gdybyśmy grali w Albanii, bo zetknęlibyśmy się z dużą żywiołowością i nieobliczalnością. A tak jesteśmy zdecydowanym faworytem - o ile nie zagramy z taką koncentracją, jak w meczu z Maltą. Moim zdaniem, jeśli awansujemy do finału, to też tam będziemy faworytem. Szanse w drugiej parze rozkładam 55 do 45 na korzyść Ukrainy. Największą zagadką dla mnie jest to, gdzie ten mecz się odbędzie. Czy Ukraina zagra w Polsce, jak to w ostatnim czasie bywało. Spodziewam się, że wybiorą inny kraj z wiadomych przyczyn.
Gdzie mecz Ukraina - Polska (jeśli do niego dojdzie)?
Cezary Kulesza chwali się dobrą znajomością z Andrijem Szewczenką, prezesem ukraińskiej federacji. Może to pomoże, by grać w Polsce?
- Na moje oko jest zbyt duża stawka, by jakieś przyjacielskie relacje miały znaczenie. Do tej pory Ukraińcy grali w Polsce, bo mają tu swoją potężną mniejszość narodową, która ich dopinguje, ale trudno wymagać, by zostali przy tym rozwiązaniu. Stawka jest zbyt wielka. Do wygrania jest mundial, a do zarobienia wielkie pieniądze. Nie sądzę, by Andrij z Cezarym się jakoś porozumieli. Ukraińcy wybiorą rozwiązanie najkorzystniejsze dla siebie i nie ma się im co dziwić.
Czyli nie spodziewa się pan meczu Ukraina - Polska w Polsce...
- Gdybym był na miejscu Andrija Szewczenki, raczej bym wybrał inne miejsce. Spodziewam się, że wybór padnie na Niemcy lub Austrię i jakiś duży stadion, który zapewni odpowiednio wysoki przychód z biletów. Stadion Legii jest spory, ale na spotkanie takiego kalibru można przecież sprzedać dużo więcej biletów.
Rozmawiał pan już z kimś z Ukrainy o tym meczu?
- Jeszcze przed losowaniem pisałem z Jurijem Barbaszem, sekretarzem ukraińskiego związku z czasów Hrihorija Surkisa, z którym staraliśmy się o Euro 2012. Obecnie Jurij jest delegatem UEFA i przysłał mi wiadomość: Misza, może zagramy ze sobą? No i trafił. Ogólnie mam wyłącznie pozytywne skojarzenia z meczami Polska - Ukraina. Był słynny turniej im. Walerego Łobanowskiego, na który zawsze nas zapraszano. Ale przede wszystkim był mecz założycielski kadry Jurka Engela w Kijowie. Dwie bramki strzelił wtedy Emmanuel Olisadebe. Teraz "Oli" już nie zagra, a nie sądzę, by miał coś przeciwko powtórzeniu tamtego wyniku (Polska wygrała 3:1).
Kontrakt Urbana? Dać mu już teraz
Brak awansu byłby katastrofą?
- To za duże słowo, bo przecież każdy z naszych rywali to mocna drużyna, ale jeżeli chce się jechać na mundial, to musisz poradzić sobie z takimi przeciwnikami. Nie wystarczy być najlepszym wśród słabych - jak w innych strefach eliminacyjnych. Ale jestem dobrej myśli, patrząc na kadencję Janka Urbana, który przejął kadrę w nieciekawym czasie, a tak szybko to poskładał. Przykro by było, gdybyśmy tego tempa nie utrzymali.
Pojawiły się sugestie, by dać mu nowy kontrakt już teraz, niezależnie od wyniku baraży. Jakie pan miałby zdanie w tej sprawie?
- Bym się pod tym podpisał, zdecydowanie. Kawał dobrej pracy został już wykonany i mam nadzieję, że Janek będzie prowadził zespół w kolejnych eliminacjach. Ja kiedyś zresztą taki ruch zrobiłem, przedłużając kontrakt z Leo Beenhakkerem. Byłem krytykowany, w Austrii na Euro nam nie wyszło, ale uważam, że to była dobra decyzja, bo trener nie miał przynajmniej czystą głowę i nie musiał zajmować tym, co będzie po turnieju.
A jakieś minusy kadencji Jana Urbana pan widzi? Bo o plusach pan wspomniał.
- Żadnych. Dodałbym jeszcze więcej do plusów. Podoba mi się sfera pozaboiskowa, bo Jan jest otwarty, sympatyczny, nie jest agresywny, nawet jak ktoś go uszczypnie, to odpowie w sposób dowcipny. Nie zakrzywia rzeczywistości - po meczu z Maltą narzekał na brak koncentracji u piłkarzy, ale i trafnie zakończył tę wypowiedź: chyba nie oczekujecie, panowie, że będę smutny po zwycięstwie? Poza tym Janek szanuje wszystkich ludzi - dziennikarzy, masażystów, kibiców. Przypomniało mi się, jak któryś z moich znajomych miał chore dziecko i zbierał pamiątki na licytację. Wspomniałem o tym Jankowi, a następnego dnia miałem do odebrania dwie koszulki z podpisami Podolskiego i Urbana. Świetny człowiek na właściwym miejscu.













