7 do 206, ale udało się. Takiej sytuacji w reprezentacji Polski nie było od lat
Przez lata chwaliliśmy się kapitalnym szkoleniem bramkarzy i przebieraliśmy w fachowcach jak w pudełku czekoladek, a dziś reprezentacja Polski na najważniejsze mecze została z zawodnikami, którzy łącznie zaliczyli raptem siedem spotkań w kadrze. Kamila Grabarę przez lata pomijano w reprezentacyjnej bramce, a w czwartkowy wieczór rzucono go na niemal najgłębszą wodę. Na szczęście 27-letni zawodnik utrzymał siebie i reprezentację na powierzchni.

Polscy selekcjonerzy od dawna nie mają takiego komfortu z wyborem bramkarzy jak za czasów Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego. Gdy podczas Euro 2016 ten pierwszy doznał kontuzji, do bramki wskakiwał drugi i był jednym z najlepszych bramkarzy turnieju. A gdyby i jemu coś się stało, to w odwodzie czekał Artur Boruc. Ci trzej wymienieni mieli łącznie 206 występów w kadrze, tymczasem przed spotkaniem z Albanią selekcjoner Jan Urban musiał wybierać z Kamila Grabary, Bartłomieja Drągowskiego i Mateusza Kochalskiego, którzy łącznie mieli tych występów... siedem.
Sytuacja byłaby trochę inna, gdyby nie kontuzja Łukasza Skorupskiego. Bramkarz FC Bologna też nie jest reprezentacyjnym wyjadaczem (20 meczów), bo musiał cierpliwie czekać na miejsce w bramce po Szczęsnym. Przed barażami doznał jednak kontuzji i na zgrupowanie nie przyjechał.
Zagadkę dotyczącą bramkarza Jan Urban rozwiązał jednak w miarę szybko.
Decyzja o obsadzie bramki już zapadła
Kamil Grabara - czwarty mecz i od razu o wielką stawkę
Jan Urban, jeśli chodzi o bramkarza, został postawiony w trudnej sytuacji. Poprzedni selekcjonerzy niespecjalnie dbali o przygotowanie następców Fabiańskiego i Szczęsnego, więc wobec kontuzji Skorupskiego, w tak ważnym meczu jak z Albanią, selekcjoner pozostawiony został z samymi niedoświadczonymi graczami.
Patrząc także na statystyki klubowe, to Grabara nie przekonywał. W tym roku puścił 29 bramek w 12 spotkaniach, ale gdyby nie jego interwencje, to dziś bramkarz VfL Wolfsburg mógłby powoli żegnać z Bundesligą. Z kolei w kadrze Grabara wcześniej rozegrał tylko trzy spotkania: w Lidze Narodów z Walią, w eliminacjach do mistrzostw świata z Holandią i towarzyskim z Nową Zelandią.
I to właśnie brak doświadczenia widać było po nim najbardziej. I to nawet nie jego doświadczenia, ale doświadczenia kolegów w grze z nim. Wielokrotnie polscy zawodnicy mieli okazję zagrać do bramkarza, by ten spokojnie rozpoczął budowę ataku pozycyjnego, ale tego nie robili. Tymczasem akcje od tyłu zaczyna dziś wiele nowocześnie grających drużyn, ale Polacy woleli próbować innych rozwiązań, nie zawsze udanych.
Braku zaufania nie da się wytłumaczyć nerwowością Grabary, bo wszystko, za co się brał w pierwszej połowie, robił pewnie. Pracy wiele nie miał, ale dwa wyjścia trzeba zapisać mu na plus. Z kolei przy bramce specjalnie nie naciskał na Arbera Hoxhę, bo zdawał sobie sprawę, że mogłoby się to zakończyć faulem, rzutem karnym i czerwoną kartką.
W drugiej połowie Grabara zanotował jednak zagranie meczu i pokazał, że można na niego liczyć. Albańczycy znaleźli się w doskonałej sytuacji - Pilios stanął oko w oko z Grabarą, ale polski bramkarz wygrał pojedynek! Być może była to kluczowa sytuacja meczu, bo chwilę wcześniej Polacy wyrównali, więc bramkarz VfL Wolfsburg uchronił ich przed kolejnym bolesnym ciosem.
Dzięki wygranej Polska awansowała do finału barażu, w którym zmierzy się ze Szwecją. Jeśli nie stanie się nic niespodziewanego, to w tym meczu pierwszym bramkarzem także będzie Grabara.
Piotr Jawor












