1394 dni i koniec. To mógł być nokaut. Polacy zaskoczyli zwrotem akcji
Gol Arber Hoxha w meczu Polska - Albania mógł być dla naszej kadry nokautującym ciosem. Wskazywał na to nie tylko przebieg meczu, ale i statystyka. W barażowych starciach liczy się tylko zwycięstwo, a te ostatecznie udało się nam w czwartek osiągnąć. Po raz pierwszy od 1394 dni, gdy to "Biało-Czerwoni" tracili bramkę jako pierwsi. W końcu jednak nastąpił koniec oczekiwania na kolejną skuteczną "remontadę".

Była 42. minuta meczu z Albanią. Jan Bednarek popełnił koszmarny błąd - zamiast wybić piłkę, w ostatniej chwili próbował ją przyjąć, co skończyło się niefortunnym i bolesnym w skutkach kiksem. Wykorzystał go Arber Hoxha, który minął wychodzącego z bramki Kamila Grabarę , po czym wpakował piłkę do siatki. I demony wróciły.
Jan Bednarek znów na moment stał się nie podporą FC Porto, a obrońcą, który raz za razem zamieszany był w to, co złe pod naszą bramką. Cały zespół natomiast przyjął bolesny cios, który do tej pory zazwyczaj posyłał nas na deski, z których nie mogliśmy już wstać. Na szczęście - nie tym razem.
Reprezentacja Polski. Charakter powrócił. Remontada po 1394 dniach
Powiedzieć, że reprezentacja Polski nie słynęła w ostatnich latach z silnej strefy mentalnej, to jak nie powiedzieć nic. Jej pewność z siebie potrafił zdmuchnąć choćby najmniejszy powiew wiatru, nawet najmniejsze niepowodzenie.
Świat piłki biegnie w takim tempie, że by nie wracać się do prehistorii, cofnijmy się na osi czasu o dekadę, do okresu po Euro 2016, które zakończyło się dla nas historycznym sukcesem. Od tamtej pory do czwartkowego wieczoru "Biało-Czerwoni" zdołali wygrać tylko dwa mecze, w których przegrywali, tracąc gola jako pierwsi. I umówmy się, problemem nie był tu fakt, że rywale rzadko byli w stanie posłać piłkę do naszej bramki.
Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 1 czerwca 2022 roku, czyli dokładnie 1394 dni przed barażową batalią z Albanią. Polacy pod wodzą Czesława Michniewicza odrobili wówczas jednobramkową stratę w meczu Ligi Narodów z Walią, wygrywając ostatecznie 2:1. Podobny scenariusz miało także spotkanie z Bośnią i Hercegowiną 7 września 2020 roku w tych samych rozgrywkach.
Wcale nie było więc oczywiste, że reprezentacja Polski przeprowadzi udaną "remontadę" przeciwko Albanii. Ba, była to miła niespodzianka. A pomocną dłoń wyciągnęli w naszym kierunku sami rywale, bo strach pomyśleć, co by się wydarzyło, gdyby Nedim Bajrami nie zmarnował w kluczowym momencie stuprocentowej sytuacji. Ale to już zwykła, piłkarska "gdybologia".
Najważniejsze jest to, że reprezentacja Polski w końcu znów pokazała charakter. A ciężar odpowiedzialności wzięli na siebie ci, na których najbardziej liczyliśmy - Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński.
To co może imponować, to fakt, że mimo niekorzystnego wyniku i trudnej sytuacji w przerwie meczu z Albanią - jak się zdaje - w szatni reprezentacji Polski nie było paniki. Była za to merytoryka i rozmowa.
- Rozmawialiśmy. Wiedzieliśmy, że musimy coś zmienić, bo nie wyglądało to odpowiednio czy to w fazie przejścia do pressingu czy zbierania drugich piłek. Więc o tym rozmawialiśmy wspólnie - opowiadał po meczu w rozmowie z dziennikarzami Robert Lewandowski.
Prawdziwą próbą charakteru będzie także mecz w Solnej, pod Sztokholmem. Olbrzymia stawka, wymagający rywal i obcy teren, na którym nie zwyciężyliśmy od 1930 roku. Brzmi jak wróżąca katastrofę mieszanka. Ale Jan Urban zasłużył na zaufanie, tak jak jego podopieczni. Dlatego choć do Szwecji nie polecimy w roli faworyta, biało-czerwona delegacja uda się w podróż, by wywalczyć awans. Awans, który jest jak najbardziej możliwy.












