Trener Górnika: w Polsce puchar lepszy niż na Słowacji. Powód jest... nieoczywisty
O ile pomeczowa konferencja Łukasza Tomczyka była toczona w nastroju smutku i wyraźnego przybicia, o tyle w przypadku Górnika wszystko odbyło się w absolutnie zabawowej atmosferze. Do sali wparowali piłkarze, by oblać wszystkich szampanem, ale i same odpowiedzi na pytania były wyjątkowo luźne.

Michal Gasparik otrzymał pytanie, który puchar podoba mu się bardziej - ten w Polsce, czy na Słowacji, gdzie zdobywał go kilkukrotnie. - Powiem tak: w Polsce mogę się z niego napić! A teraz przez dzień lub dwa musimy świętować! Później oczywiście od razu zajmiemy się ligą - powiedział, co skomentował siedzący obok Lukas Podolski. - Tylko trener przesunął baner sponsora, przez co dostaniemy 3 mln zł nagrody, a nie 5!
- Nie chce mi się wierzyć, że piąty raz wygrałem puchar. Dziękuję klubowi, że ze Słowacji mnie wybrali. Dziękuję Poldiemu, Łukaszowi Milikowi, zarządowi. Napisaliśmy mały kawałek historii Górnika - mówił również trener Górnika.
Gasparik zdradza, co powiedział jednemu z bohaterów
Oczywiście konferencja miała także swoje poważne momenty.
Gasparik: - Chłopaki zagrali świetny mecz taktyczne, nie popełniali błędów, wszystko zostawili na boisku. Graliśmy praktycznie jak u siebie w domu, tylu ludzi po naszej stronie... Energia była podobna, a może nawet lepsza, jak u nas na stadionie. Mecz długo był zamknięty, ale ta bramka dużo nam dała.
Słowacki szkoleniowiec bardzo zaskoczył wyjściowym składem - konkretnie obecnością Roberto Massimo, który nie jest podstawowym piłkarzem Górnika. Ba, do tej pory nie strzelił żadnej bramki w sezonie, a teraz to on otworzył wynik spotkania.
- Przed meczem powiedziałem mu, że go potrzebuję. Że zagra i że nie będzie miał drugiego finału. Że to jest jego jedyna szansa. Zadziałało - mówił Gasparik.
Zadziałało także dlatego, że Górnik był odpowiednio do tego meczu przygotowany. Trener mówił: - Raków wygląda bardzo podobnie za trenera Papszuna i za nowego trenera. Szykowaliśmy się na ten system, mówiliśmy sobie, że kluczem jest to, żeby nie przegrywać pojedynków. Chodziło nam o to, by Raków nie był w stanie zrobić niczego ekstra i faktycznie - Raków nie zrobił niczego ekstra. Pierwsze 15 minut było po stronie Rakowa, ale zawsze w finałach jest tak, że początek to inicjatywa drużyny bardziej doświadczonej - a to leżało po stronie rywala. Później mecz się zmienił, mieliśmy bardzo dużą kontrolę.











