Puchar Polski dla Górnika to nie przypadek. W Polsce rośnie nowa siła?
Górnik Zabrze z Pucharem Polski! Już sama ta wiadomość dla jego kibiców jest czymś wyśmienitym, ale jest coś jeszcze - ten sukces nie wziął się z przypadku, a droga, na którą klub wkroczył jakiś czas temu, powinna procentować jeszcze długo.

Jeśli ktoś nieszczególnie mocno śledzi polską piłkę, może dojść do wniosku, że w finale doszło do niespodzianki. Górnik długimi latami kojarzył się co najwyżej z przeciętnością, podczas gdy Raków po powrocie do Ekstraklasy na przełomie drugiej i trzeciej dekady obecnego wieku przez moment był maszynką do wygrywania trofeów. Przecież nawet w najnowszych sezonach Górnik był co najwyżej średniakiem premium, który raczej nie zaglądał w rejony powyżej szóstego miejsca w lidze. A jednak wynik finału nie był niespodzianką. Był on ukoronowaniem drogi, przez którą przeszedł ten klub. Był pochwałą pokory, pracy, pasji i wiedzy. I prawdopodobnie początkiem nowej ery, bo gdybyśmy mieli bawić się w przewidywanie przyszłości - nadciąga fala wznosząca.
W chwili, gdy budowany za dziesiątki milionów euro Widzew jest o krok od spadku z Ekstraklasy, na południe od Łodzi pojawił się styl zarządzania, z którym trudno nie sympatyzować. Zazwyczaj tak jest, gdy obserwujemy ciekawego trenera, rozsądną politykę, systematyczny rozwój i mądrych ludzi w gabinetach. W przypadku aktualnego Górnika możemy mówić o spełnieniu każdej z tych cech. W dodatku dorzucić można jeszcze piątą rzecz, czyli perspektywy, które po przejęciu Górnika przez Lukasa Podolskiego będą jeszcze lepsze. O tym później.
Nowy trener, nowa twarz
Górnik już w poprzednim sezonie był ambitny. Zwolnienie Jana Urbana - z tego, co udało się nam zasłyszeć - było efektem tej ambicji. W klubie uznano, że obecny selekcjoner nie jest w stanie dać impulsu do walki o coś więcej, niż szóste miejsce, tymczasem Michal Gasparik już na pierwszym spotkaniu wywarł gigantyczne wrażenie i przekonał władze, że jest w stanie walczyć o trofea. Zatrudniono - jak przyznał sam Gasparik w styczniowej rozmowie z Interią - pracoholika, który w dodatku podniósł jakość i intensywność treningów. Piłkarze nie "kupili" go od razu, ale gdy efekty zaczęły przychodzić błyskawicznie - bezgranicznie uwierzyli w tę zmianę.
Górnik w obecnym sezonie miał swoje problemy. Gdy notował serię dziesięciu meczów z zaledwie jednym zwycięstwem, wspominało się o kryzysie, jednak czy aby na pewno było to celne? Kryzys jest nagłym załamaniem formy i wyników przy realnym braku zrządzeń losów, które ten kryzys wywołały - czyli, gdy nagle i bez większego powodu przychodzi słabsza gra, mimo że wszystko w teorii jest poukładane tak samo, jak było w czasie dobrych wyników.
W przypadku Górnika kłopoty miały miejsce w samej końcówce rundy jesiennej i na starcie tej wiosennej. Jako że patrząc stricte w terminarz te mecze z końca i początku rundy siłą rzeczy nastąpiły po sobie, można było odnieść wrażenie, że Górnik - po rewelacyjnym początku sezonu - się kończy. Tymczasem przyczyny słabych wyników pod koniec roku i na początku, były zupełnie inne. Jesienią były związane z nieobecnością i posypaniem się trzonu zespołu ze względu na kontuzje. Później przyszła wiosna i dalej było źle, ale to też miało swoje powody - kluczowi zawodnicy w ogóle nie grali w sparingach, bo ani minuty nie zagrał Patrik Hellebrand (najlepszy piłkarz finału Pucharu Polski), podobnie jak Lukas Ambros, a do tego Jarosław Kubicki zagrał jeden sparing przed wylotem do Turcji, a w samym w Belek - już nic. Górnik wchodził w wiosnę bez odpowiedniego przygotowania swoich płuc. Do tego sprzedał Ousmane Sowa, który był najważniejszym piłkarzem poprzedniej rundy, bo - w przeciwieństwie do innych klubów miejskich - Górnik pracuje na swoje finanse bez udziału właściciela. Zimą stał przed wyborem: albo zabraknie pieniędzy na bieżące kwestie, albo sprzeda czołowego piłkarza i transferem spróbuje uzupełnić tę lukę.
Dużo transferów, ale z sensem
Górnik zimą akurat był bardzo aktywny na rynku i sprowadził w sumie ośmiu piłkarzy albo od razu do podstawowego składu, albo do realnej rywalizacji. W tych okolicznościach trudno wejść dobrze w rundę, ale wystarczyło odrobinę cierpliwości, by jeszcze w obecnym sezonie zbierać jej plony. W Zabrzu świętują właśnie Puchar Polski, będący efektem zmiany trenera, trafionych transferów i odpowiedzialnego operowaniem finansami.
Czternastokrotny mistrz Polski po latach posuchy poukładał wszystko na doskonałym poziomie. Dwuosobowy zarząd z wyraźnym rozdzieleniem ról między Bartłomieja Gabrysia i Michała Siarę, gdzie pierwszy zajmuje się finansami i tym, by "excel się spinał", a drugi szeroko pojętym marketingiem. Efekt jest taki, że Górnik dziś się właściwie samofinansuje, a jego marketing jest uznawany za jeden z najlepszych w kraju. Do tego wielką rolę odgrywa dyrektor sportowy Łukasz Milik, dla którego przy wsparciu Lukasa Podolskiego nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście w tej pracy nie da się być bezbłędnym, co widać zwłaszcza po tym, z jakim trudem Górnikowi przychodzi sprowadzenie napastnika, który da przewagę, ale samo konstruowanie kadry naprawdę robi wrażenie. Gdy dziś prześledzi jego kadrę pozycja po pozycji, a także reakcje na tracenie piłkarzy, mówimy o jednym z najbardziej sensownie działających klubów na polskim rynku.
Górnik - poza uzasadnionymi wyjątkami - nie sprowadza piłkarzy starszych niż 25 lat, a jeśli już, to mówimy o 29-letnim Lukasie Sadilku, który okazał się jednym z najlepszych transferów zimy w całej Ekstraklasie. Milik odwiedzał Czecha osiem razy, by przekonać go do Górnika. 29 lat ma też Jarosław Kubicki, którego Górnik wziął latem, ale to kolejny przykład, że jeśli w Zabrzu sięgają po kogoś "wiekowego", ten transfer podnosi poziom drużyny. Ze starszych zawodników zimą sprowadzono jeszcze Pawła Bochniewicza, bo to obrońca z dużym doświadczeniem, który idealnie balansuje kadrę. Reszta to piłkarze z potencjałem sprzedażowym. A historia sprzedażowa jest coraz bogatsza.
Czas na nową erę
O Górniku nie da się mówić bez wspomnienia o prywatyzacji. Już w maju Lukas Podolski - po latach prób - stanie się właścicielem klubu, co jest wiadomością równie pozytywną, co wygranie Pucharu Polski.
Podolski kilka miesięcy temu udzielił Interii wywiadu w tej sprawie. - Mam kasę i moja fundacja mogłaby coś zbudować dla akademii. To w mieście mówią: nie, nie wolno, tu przepisy zabraniają, tu coś innego. Chcemy pomóc, a ciągle jesteśmy blokowani. (...) Prywatyzacja nie zadziała jak pstryknięcie palcami, że nagle znajdziemy się w innej rzeczywistości. W teorii mogę wyłożyć 5 mln euro w rozwój drużyny, ale to jest kropla z wszystkich potrzeb, by naprawdę urosnąć. Nie mówiąc, że jak się wpompuje 5 mln w drużynę, a zagrasz słaby sezon, to tak jakbyś tymi pieniędzmi przepalił w piecu. Inwestycje w akademię czy stadion pozostaną z nami na zawsze, nawet jak wyniki w jakimś roku nie będą się zgadzać. To tam jest największa potrzeba inwestowania, zanim zaczniemy się finansowo dźwigać.
Górnik od dłuższego czasu nie funkcjonował już jak klasyczny klub miejski. Od dłuższego czasu miasto realnie nie wspierało Górnika finansowo, poza przekazywaniem pieniędzy na spłatę obligacji (długów) sprzed lat, choć ostatnio nawet to "zepchnięto" na klub. Od dawna nie było sytuacji, jak teraz w Śląsku Wrocław, że dzięki kasie z ratusza można robić transfery i opłacać kontrakty. Od dawna jeśli Górnik chciał robić transfery, musiał wcześniej na nie sam sobie zarobić. Teraz pojawiły się wreszcie symptomy, by sytuacja się zmieniła.
Górnik wraca do europejskich pucharów. Górnik zmienia właściciela na swojego oddanego kibica z sukcesami w biznesie. Górnik zaczyna budowanie czegoś naprawdę dużego.











